1/3 "wróciłem na stare śmieci"

735 65 8
                                                  


x chanyeol x

Wchodziłem po schodach, z ciężką torbą w mojej dłoni, która nawiasem mówiąc, już prawie mi odpadła. Kiedy patrzyłem w górę, przeklinałem się z duchu, iż nie wybrałem mieszkania w bloku z windą. Jednakże nie było mnie na takowe stać, mimo że moi rodzice dawali mi co miesiąc kieszonkowe, które było ponad wszystkie normy, tak czy siak nie zapewniłoby mi wymarzonego mieszkania.

Przeprowadzka z Tokio do Seulu nie była takim złym pomysłem, biorąc pod uwagę to, że w stolicy Korei nie ma aż tylu ludzi. Chociaż i tak jest dosyć tłoczno. Szczerze mówiąc bardziej niż mógłbym się tego spodziewać. Odkąd pamiętam nie było tu zbyt wielkiego tłoku, czy ruchu. Nie było ciągłe przepychania się, przeklinania pod nosem czy innych tego typu czynów. Seul się zmienił, czy na lepsze, czy na gorsze – mnie było to obojętne.

Miałem nadzieję jednak, iż po tych długich trzech latach spędzonych poza moim ojczystym krajem, ktoś mnie zapamiętał i rozpozna mą wielką, żyrafią sylwetkę, odstające uszy. Taak, mogłem sobie jedynie pomarzyć...

– PARK CHANYEOL! UDUSZĘ KIEDYŚ TWĄ MARNĄ OSOBĘ! – usłyszałem znajomy głos, lecz nie byłem pewny kto jest jego właścicielem.

Odwróciłem się i osobą mówiącą był, nie kto inny, a mój najlepszy przyjaciel – Oh Sehun, który swoją drogą, chyba trochę urósł (choć nadal mnie biedny nie przerósł). Jego twarz nie zmieniła się w żadnym stopniu i pod żadnym pozorem (ale nie jestem pewny, nie widziałem go przez miliony lat świetlnych). Zauważyłem jak dotąd jedną zmianę, a konkretnie jego wcześniej krucze włosy uległ rozjaśnieniu do popielatego blondu (trzeba przyznać, że do twarzy mu).

Miałem takie małe pragnienie, aby to on, jako jeden z niewielu mnie zapamiętał i rozpoznał. Takie małe wewnętrzne życzenie, marzenie.

Stałem jak słup soli i patrzyłem jak troll Sehun wchodził po schodach z zabawną, ale straszną miną (zresztą kiedy on nie ma strasznej, odpychającej miny; sami powiedzcie). Podejrzewałem, że jego ochota na uduszenie mnie nie przechodzi, a wręcz przeciwnie, wzrasta. Zbliżał się do mnie niemiłosiernie szybko, czego naprawdę się bałem.

– Oh – tylko tyle udało mi się z siebie wydusić. – Hej, Sehunnie.

Jego spojrzenie mogłoby odgonić śmierć, a nawet powalić podnieconego D.O. A to już jest coś, wielkie coś. Kiedy ten mały szatanek się podnieci i ma ochotę to nie da się go zatrzymać; z tego co pamiętam kiedyś staranował drzwi Jonginowi , bo mu się chciało ruchać.

Miałem nadzieję, że w tamtym momencie moja mina „dziecka" (wyćwiczona do perfekcji) mnie uratuje. Blondyn podszedł do mnie, po czym tupnął swoją chudawą nogą. Był na tyle blisko, że mogłem poczuć jego intensywne, wypalające we mnie dziurę spojrzenie i odurzającą woń jego perfum. Podniosłem dłoń, wypuszczając z niej walizkę i zatkałem sobie nos.

– Ja wcale nic nie mówię, ale mógłbyś ograniczyć perfumowanie się. Ekh... Jakie perfumowanie... - mocniej zacisnąłem swoje palce na nosie. – CHŁOPIE! Nie wylewaj na siebie z rana całej butli wody toaletowej. Wbrew pozorom to nikogo nie pociąga.

Chłopak spojrzał na mnie jeszcze groźniej (o ile tak się da) i naparł ręką na ścianę po mojej lewej stronie. Wyglądał jak taki typowy Bad boy, który namawia lub nastrasza jakąś dziewczynę. Chwila... Do czego ja porównuję tą sytuację. Jezuuu...

– Ja też wcale nic nie mówię, ale radzę ci otworzyć te cholerne drzwi, jeśli oczywiście chcesz przeżyć – wydawał się wściekły i tak jakby lekko przerażony.

Spojrzałem na niego zdziwiony. Sehun zawsze mi groził, ale jak już miał mnie pobić czy zabić to robił to na miejscu, bez bawienia się w jakieś szopki; nigdy się nie patyczkował. Jednakże nie chciałem umierać w tak młodym wieku. Miałem nadzieję, że rodzice mnie kochali i ja okazywałem im wystarczająco miłości. No i chciałbym, przy świadkach, cały mój majątek przyznać najlepszemu, jedynemu w swoim rodzaju – Tabu, mojemu ukochanemu misiowi (ja wcale nie jestem za duży na misie i te inne sprawy).

break up dinner ✕ baekyeolPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz