-Siódmy

4.2K 411 55

Segregowałem właśnie dokumenty, kiedy matka zapukała do moich drzwi. Były otwarte, więc po prostu kazałem jej wejść.

- Przepraszam, że tak późno, ale miałam kilka spraw do załatwienia.

- Rozumiem. Napijesz się czegoś?

- Nie. - zmarszczyła brwi otulając się bardziej szalem. - Przepraszam cię, ale tylko przyszłam po kopertę. Jestem zmęczona, sam rozumiesz.

Zmarszczyłem na moment brwi i wyciągnąłem z szuflady jej kopertę. Znowu wróciłem do przekładania papierów, kątem oka patrząc jak unosi brwi i spogląda w moją stronę.

- Otwierałeś ją?

- Tak.

Zamilkła na moment, by następnie się zbulwersować.

- Dlaczego? Listonosz nic ci nie powiedział, byś jej nie naruszał?

- Coś tam wspominał. - mój ton był beznamiętny i mogłem sobie wyobrazić jak w środku się gotowała. Moja matka była spokojną osobą, ale na mnie wściekała się dość często. 

- Więc dlaczego to zrobiłeś? Do cholery, to moje prywatne sprawy.

- Nie przeglądałem tych kart pamięci, bądź o to spokojna. - bo tak było, zniechęciłem się już po zobaczenia dziecka na zdjęciu. Więc ewentualnie moja matka ma kryzys wieku średniego lub zbyt mocno przejmuje się dalszą rodziną. 

Zamrugała kilkakrotnie patrząc w głąb koperty. Wysypała na dłoń małe prostokąty i schowała je do portfela. 

- To niegrzeczne z twojej strony. - swoją drogą byłem jej wdzięczny, za to, że ani słowem nie wspominała o moim romansie z Arią. Jakby tego nie było, co podnosiło mnie na duchu, ale i też dobijało. Dlaczego tak było? Więc teraz słowo 'niegrzeczne' było nie na miejscu, bo robiłem o wiele gorsze rzeczy, o których już wiedziała. 

- Wymagasz ode mnie szczerości, a kiedy przychodzi tajemniczy list bez nadawcy spinasz się jakbyś popełniła zabójstwo. 

- Bo to było naruszenie prywatności, dlaczego to zrobiłeś?

- Byłem ciekawy.

- I co? Pomogło? - rozdrażnienie było słychać na kilometr. Może naprawdę powinienem zajrzeć co znajdował się na tych nośnikach pamięci? Wyjaśniłoby to, dlaczego teraz się tak spina. 

- W zasadzie to tak. Uspokoiło mnie, że to nie są narkotyki.

Wypuściła ze świstem powietrze i ruszyła do drzwi. Była mną najwyraźniej zirytowana, jednak mało mnie to obchodziło. Ukrywała coś przede mną i ja to czułem. 

- Dobranoc Zayn.

- Dobranoc mamo.

Wyszła, odmawiając sobie trzaśnięcie drzwiami. Przeczesałem dłonią włosy wyciągając z notesu zdjęcie, które był w kopercie. Sam nie wiem, dlaczego je zatrzymałem.

*

- Pańska kawa. - Agnes uśmiechnęła się lekko, kładąc duży kubek czarnej kawy. Taką lubiłem najbardziej i w... dużym kubku. Dostałem go od matki bardzo dawno temu i tak jakoś wyszło, że był moim ulubionym ze względu na swój rozmiar. 

Czekałem na telefon od rodzicielki, bo chciała wyjść ze mną na lunch, jak zawsze. Jednak po dłuższym czasie postanowiłem sam do niej zadzwonić. Odebrała po trzecim sygnale.

- Tak?

- Czekam na ciebie, zapomniałaś o lunchu?

- O tak, przepraszam cię najmocniej. - wziąłem łyk kawy, nawet ciesząc się z obrotu sytuacji. Nie będzie dziwnej ciszy między nami podczas jedzenia. - Może jutro, co? A nie jutro też nie mogę... więc w poniedziałek, okej?

- Okej.

Mruknęła jeszcze, że mnie kocha i rozłączyła się. Już dużo bardziej zrelaksowany oparłem się o oparcie fotela i chwyciłem swój grafik. Mój spokój i rozkosz kawą przerwała asystentka, która jak burza wparowała do mojego bura.

- Co znowu? - zmarszczyłem brwi prostując się.

- Tak tylko chciałam powiadomić pana, że pański brat jedzie już windą. Prosił o dyskrecję, ale wiem, że pan go nie lubi dlatego - wzięła oddech i aż zaskrzeczała - mówię to panu.

Wytrzeszczyłem oczy od razu wstając. Jest piątek do kurwy, nie byłem przygotowany, by go dzisiaj widzieć. 

- Jest sam? - jeszcze mi brakuje, by jakiś kuzynów tu nasprowadzał. Nie raz już tak było, dlatego do jego przyjazdu trzeba się przygotować.

- Chyba tak, znaczy nie wiem.

- Dobrze, dziękuję ci. 

Skinęła głową i wyszła. Szybko ogarnąłem na biurku, ale później doszedłem do wniosku, że chuj mu w dupę, ma tylko podpisać ze mną głupią kartkę papieru.

- Witam cię bracie.

- Witaj. - mruknąłem bez entuzjazmu tyłem do niego. Gdzieś tutaj na komodzie miałem naboje do pióra, ale zawsze wiatr w oczy i ich nie było. Szlag. 

- Um... cześć.

I w tamtym momencie poczułem drżenie każdego milimetra mojego ciała, a serce się zatrzymało. Echo unosiło przez moment jej głos, a ja powoli odwróciłem się w ich stronę i o cholera. Ariabella naprawdę tam stała, a to, że podpierała się o Zafira przyprawiało mnie o odruch wymiotny. Patrzyła na mnie nieodgadnionym spojrzeniem, które przygwożdżał mnie do komody. 

Poluźniłem krawat.

- Sorry, że jesteśmy wcześniej, ale uprzedzałem cię. - Zafir wzruszył ramionami kierując Arię na kanapę. - Otrząśnij się Zayn, wiem, że nie widzieliśmy się długo, ale to nie oznacza, że musisz się tak na mnie gapić. 

- Nie gapię się.

Zaschło mi w ustach. Prawdę mówiąc musiałem przenieść na niego mój dziki wzrok z racji tego, że zaraz zwróciłby mi uwagę za molestowanie oczami Ariabellę. 

Nigdy w życiu, tak szybko się nie spociłem, jak teraz.

- To co, może zaczynamy? Wyciągniemy cię jeszcze gdzieś i wracamy, prawda Ario? - Zafir usiadł naprzeciw mnie. Skręciło mój żołądek, kiedy dziewczyna spojrzała w naszą stronę.

- Jasne.

Nie dało się opisać mojej blokady podczas omawiania całej tej pierdolonej umowy. Język mi się plątał, a na domiar złego Zafir to zauważył. Zapchał nawet pysk do mojej kawy.

I tęsknota jaka mnie ogarnęła była nie do opisania, gdy on czytał coś związanego z wieżowcem, a ja patrzyłem na nią. Zmieniła się, przybyła na wadze, podcięła włosy i kurwa, była jeszcze piękniejsza. 

-----

Dużo komentarzy szybszy next :) Przepraszam za zwłokę, ale tak jakoś wyszło >.<

Hello (sequel Silence) Z.M✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!