169.

19.5K 1.1K 348
                                                  


Wesele samo w sobie nie było takie znowu złe, a to była naprawdę miła niespodzianka. Severus obawiał się, że hordy zachwyconych Molly będą skakać mu po głowie, ale po tym, jak... Cóż, jak stało się to, czego nie pamiętał, wszyscy jakoś go unikali. Hermiony też, jeśli już o tym mowa. Było to prawdopodobnie najbardziej niezwykłe wesele w historii - nikt nie podchodził do młodej pary. No, prócz wszędobylskiego Hala i kilku jemu podobnych.

- Nie, Hal. Nie pamiętam co się działo po tym jak zetknęliśmy palce.

- Sev, mi przecież możesz powiedzieć!

Westchnął ciężko. Problem w tym, że naprawdę nie mógł. Nie wiedział co się działo. Pozostało jedynie wrażenie czegoś... Spokojnego. Tak. Spokojnego. Wtedy czuł spokój, jakby żadna mniej niż optymistyczna myśl nigdy nie przeszła przez jego głowę.

- Pewnie było to coś perwersyjnego - rzucił wesoło Draco. Siedział naprzeciwko swojego ojca chrzestnego i popijał wino.

- Nie jestem tobą, Draconie.

- To akurat jest jasne. A tak w ogóle, to czy zastanawiałeś się nad pismem, które ci trzy dni temu wysłałem?

- Może nie teraz, co? - warknął. Ostatnim czego chciał dzisiaj było zastanawianie się nad tym, jak poskromić bandę rozhulanych urzędników sądzących, że są bogami, którymi sam Merlin powinien brodą pucować buty. Z jakiegoś powodu za swoje guru obrali właśnie młodego Malfoya. Nie, żeby to nie było użyteczne...

- A kiedy?

- Pojutrze. Przyjdę do ciebie.

- A zamierzasz chociaż się zapowiedzieć?

- Po co?

- Tak myślałem.

Hal tymczasem nie chciał odpuścić.

- Nawet nie wiesz jak się wystraszyłem! Czy ty wiesz jak tragicznie to wyglądało? Byłbyś dumny z tego, gdybyś mógł to zobaczyć, ale ja byłem przerażony!

- Hal...

- Co?

- Sybilla chyba źle się czuje.

Po czym - wykorzystując fakt, że jego skretyniały przyjaciel podbiegł do jeszcze głupszej żony - starał się wtopić w tłum, co nigdy zbyt dobrze mu nie wychodziło. Nawet jako szpieg kierował się zasadą „czego nie możesz ukryć - wyeksponuj". W końcu - dziwnym trafem losu - znalazł się koło Lupina, który przyglądał się dwójce ludzi, którzy usiedli na miejscu gości pana młodego, ale których ni cholery nie kojarzył.

- Ten facet mi kogoś przypomina - mruknął wilkołak, drapiąc się po szyi. Niedawno była pełnia i dorobił się paskudnego zadrapania, które teraz go swędziało. - I nie tylko mnie. Tonks, Szalonooki, a nawet Artur twierdzą, że faktycznie jest w nim coś... ulotnego, co z czymś się silnie kojarzy. Tylko nie wiemy z czym.

Zerknął na parkę i skupił się na szczegółach, które wcześniej omijał. Kobieta była wysoka, lekko pulchna, miała wąskie ciemne oczy i długie do pasa brązowe włosy. Siedziała rozluźniona i dźgała widelcem w talerzu przyglądając się z fascynacją wypływającemu farszowi z pasztecików (nie wiedział dlaczego Molly uparła się, że je zrobi). Facet z kolei był niskim, chudym Azjatą, a Severus naprawdę niewielu Azjatów w swoim życiu poznał. Czy też raczej - poznał ich wielu, ale większość albo już nie żyła, albo prędzej by się powiesiła niż pojawiła na jego ślubie. Hermiona nagle pojawiła się koło niego i uśmiechnęła.

- Ron powiedział mi, że „jest tu jakiś cudaczny gostek, którego znam, choć nie znam". To ten Azjata?

- Tak.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now