165.

18K 1.1K 420
                                                  


Przyjęcie urodzinowe Harry'ego oraz Neville'a zaplanowano na godzinę jedenastą, a już dochodziła jedenasta i Hermiona była bliska zamordowania Severusa. Naprawdę - po raz pierwszy od kiedy go poznała była naprawdę bliska morderstwa. On jedynie siedział i przyglądał jej się z kpiarsko uniesioną brwią, gdy mu o tym powiedziała.

- Myślałby kto, że jako moja uczennica nieraz miałaś wobec mnie mordercze zamiary. Najwyraźniej obierałem złą taktykę doprowadzania cię do szału. Na przyszłość będę się bardziej starał.

Zacisnęła rękę na różdżce, wmawiając sobie, że obrócenie go w pył tu i teraz będzie bardzo złym pomysłem. Cała ta sytuacja jedynie w połowie - znaczącej połowie, ale jednak połowie - była jego winą. Ona chciała mu się podobać i akurat na to nie miał żadnego wpływu - nawet jeśli twierdził, że najlepiej wygląda bez niczego, ale raczej w takim „stroju" nie mogła się nigdzie pokazać. Jednak jego winą było to, że nie mogła znaleźć swoich najbardziej wyjściowych ubrań.

Musiała pod jednym względem przyznać rację Eileen - Severus może i był jednym z najbardziej błyskotliwych czarodziejów współczesnych czasów, ale gdy przychodziło do czysto przyziemnych czynności, zachowywał się tak, jakby słowo „organizacja" nigdy nie pojawiło się w jego słowniku. A co się stało? Otóż ten pseudogeniusz postanowił jakoś zapchać puste przestrzenie Gniazda i postanowił zmusić skrzaty domowe z Hogwartu o to, by przeniosły wszystkie jego rzeczy ze szkoły do domu. Nie wziął tylko pod uwagę jednego małego faktu - że skrzaty wezmą jego słowa dość... dosłownie. A przez prawie dwadzieścia lat mieszkania w Hogwarcie był on pełen jego rzeczy.

I dlatego teraz nie miała dostępu do swoich ubrań, bo całe Gniazdo - a także większa część trawnika przed domem - było wręcz zapchane książkami, kociołkami (łącznie z tymi w stanie totalnego rozkładu), kuframi, słoikami ze zdechłymi stworzeniami (i nie chciała się zastanawiać, dlaczego kilka gałek ocznych bliżej nieznanego zwierzęcia ruszało tęczówką), czarnymi szatami, kilkoma biurkami (w tym kilkoma spróchniałymi), mnóstwem regałów, kilkoma zbrojami (?!) i, co zdziwiło ją najbardziej, całkiem pokaźną ilością kobiecych sukni, które - gdy tylko zauważył, że ona je widzi - szybko spalił, cały czerwony, mamrocząc coś o szpiegowaniu i Eliksirze Wielosokowym.

Od dwóch godzin zmieniała szaty, sukienki, spódnice i bluzki czekając na aprobatę. Tu za krótko, tu za głęboki dekolt (jakby ktokolwiek chciał się na niego gapić), tu zbyt elegancko, zbyt młodzieżowo... Prawdę mówiąc miała wrażenie, że gdyby mógł, to wsadziłby ją w habit. Był nieziemsko zazdrosny o Harry'ego i Rona - nie przyznawał się do tego, ale ilekroć używała słów „my" i „nasze" w kontekście Świętej Trójcy, miał minę taką, jakby rozważał powiedzenie czegoś, czego na pewno by później żałował, ale uznawał, że nie jest to warte późniejszego pokutowania. Co prawda pilnowała się, by mówić „Harry, Ron i ja" oraz „my" w kontekście jej i Severusa, ale czasami coś jej się wymsknęło i skutkiem było takie właśnie zachowanie. A ona chciała wyglądać dobrze.

Różdżką zapięła guziki na plecach gorsetu jednej z jej ulubionych sukni. Co prawda dostała ją „w spadku" po Eileen, która powiedziała jej, gdzie ukryła kufer z czarodziejskimi szatami, które nosiła za czasów swojej młodości, ale okazało się, że obie miały podobne wymiary (dopiero po poślubieniu Tobiasa matka Severusa mocno schudła), a materiał i krój były obecnie niespotykane. Suknia miała niezbyt głęboki, haftowany złotą nicią dekolt, haftowane rękawy z mankietami sięgającymi kolan, a sama spódnica była obszerna, dzielona i falowała przy każdym ruchu. Barwa, jak sądziła, powinna się spodobać Severusowi - intensywna, ciemna zieleń wspaniale kontrastowała ze złotym materiałem, który błyskał przy każdym kroku spod rozcięć. Złocony pasek dodawał wszystkiemu koloru, a całość idealnie komponowała się z jej typem urody.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now