155.

21K 1.1K 1.2K
                                                  


Draco omal nie udławił się herbatą, gdy drzwi huknęły o ścianę, a do środka wpadło ucieleśnienie furii mierzące niecały metr sześćdziesiąt pięć z każdym włosem w inną stronę. Prawdę mówiąc nieco go to zaintrygowało. Rzadko kiedy widywało się Hermionę w takim stanie, a powód zawsze był wyjątkowy (starał się nie myśleć o tym, jak oberwał od niej w trzeciej klasie).

- Coś się stało?

- JA. JĄ. ZABIJĘ!

Uniósł brew, jednocześnie układając usta w idealne „o", ale dość szybko się pozbierał.

- Kogo?

- Gabrielle! Wyobraź sobie, że...

- Zaraz, zaraz - wciął się jej w zdanie. - Po co właściwie mi to mówisz?

- Bo nie chce mi się lecieć do lochów po Millie, bo pewnie natknę się na te cholerne papużki!

- Papużki? Charlie sprowadził jakieś nowe zwierzątka?

- NIE! No przecież mówię o Gabrielle i Severusie!

Z wrażenia spadła mu kanapka i poplamił jeden tom dżemem truskawkowym (sądząc po jej minie, najwyraźniej mól książkowy w Hermionie zawył z rozpaczy na ten widok).

- Ty, czekaj, bo coś chyba mnie ominęło. Co ma Gabrielle do Snape'a i co oni razem mają do papużek?

- I ty się chwalisz, że taki genialny jesteś? - warknęła, a on lekko się cofnął z krzesłem wiedząc, że gdy dziewczyna jest w takim stanie, najlepiej jest zejść jej z drogi.

- Eee... No, mogłabyś wytłumaczyć.

Oparła dłonie na biodrach i zaczęła tłumaczyć, coraz bardziej przyspieszając. Złość jedynie w niej narastała, co powodowało, że przestała mówić składnie i zgodnie z zasadami gramatyki.

- Wpadła do mnie wypindrzona, jakby na wybory Miss Magii się wybierała, po czym podsunęła mi pod nos książkę, która jest z księgozbioru Snape'a! Potem zaczęła paplać, jak to umówili się pod Wielką Salą i poszli do niego na kilka godzin, i on dał jej tą książkę, i potem sobie rozmawiali, i teraz znowu do niego idzie, bo powiedział jej, że może, i tylko musiała coś zrozumieć, co było po angielsku, i czy go ode mnie pozdrowić, i czy ja nic nie potrzebuję, i czy na pewno, bo ona chętnie mi przyniesie, i poszła!!! DO NIEGO! DO LOCHÓW! ŻEBY SIEDZIEĆ NA MOIM FOTELU I PIĆ CHOLERNĄ KOCIĄ MELODIĘ!!!

Draco przez cały ten czas starał się nadążyć za jej tokiem myślenia, ale chyba niezbyt mu się udało. Kiedy Hermiona - spocona, czerwona, zaciskająca zęby do takiego stopnia, że pewnie niedługo złamie sobie szczękę - najwyraźniej oczekiwała jakiegoś komentarza z jego strony, uznał, że czas wezwać posiłki.

- Poczekasz tu chwilę?

Po czym, nie czekając na jej reakcję, wybrał jedne z drzwi, które były w jego pokoju i po kilku sekundach był już w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Millie znalazł ślęczącą nad Zaklęciami.

- O, Malfoy. Słuchaj, jak leci to zaklęcie na polerowanie drewna?

- Mniejsza z tym. Mamy sytuację kryzysową.

Niechętnie podniosła oczy i widząc jaki jest spanikowany - znaczy się, na tyle spanikowany, na ile pozwalała mu duma - wstała i otrzepała spódnicę.

- Prowadź. Najwyżej jeśli obleję jutro praktykę, to powieszę cię za te twoje tlenione kłaczki na najbliższym drzewie.

- A jeśli zaraz ze mną nie pójdziesz, to Granger zamorduje mnie za to, że tak się rozhisteryzowała, że zapomniała kompletnie o tym, że w ogóle jutro są jakieś egzaminy.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now