150.

15.8K 1.1K 569
                                                  


Severus wiedział, że musi jakoś nad tym przeskoczyć. Poprzedniego dnia dał się ponieść emocjom, obnażył się przed Hermioną w najbardziej intymny ze sposobów - zdjął swoją maskę i pozwolił, by zobaczyła, co się z nim dzieje. A ona to wykorzystała. Dlatego gdy usłyszał, jak ktoś się dobija do drzwi, postanowił, że bez względu na to, kto to jest, to go odeśle. Nie spodziewał się jednak tego. Otworzył drzwi, a tam stała ona - zapłakana, z obłąkaniem w oczach. I jego postanowienie poszło w cholerę, choć starał się opanować.

- O co chodzi, panno Granger?

Nic go nie przygotowało na to, co się stało. Rzuciła się przed siebie i wtuliła w niego, po czym zaczęła płakać tak mocno, jak jeszcze nigdy. Nigdy nie widział jej w takim stanie i to go trochę przerażało. Powinien ją wyrzucić, powinien odesłać z jakimś celnym i okrutnym komentarzem dotyczącym tego, co zrobiła wczorajszego dnia, ale przypomniał sobie chwilę, w której to ona trzymała go, gdy płakał. W chwili, w której potrzebował jej jak nikogo innego. Westchnął, zamknął drzwi, wziął ją na ręce i wszedł do salonu, gdzie usiadł w fotelu, przytulił ją do siebie i gładził uspokajająco włosy, pozwalając płakać. Co mogło się stać? Przecież miała iść dzisiaj z Longbottomem do jego rodziców, żeby ich wyleczyć. I wtedy zrozumiał. O, Merlinie. Musiało się nie udać.

Zacisnął usta - to w dużej mierze była jego wina. Gdyby nie podsłuchał tej przepowiedni, gdyby nie poleciał z nią do Voldemorta... Frank i Alicja nie byliby w tym stanie. Longbottom miałby rodziców. A Hermiona nie wydawałaby z siebie tych dźwięków, które powodowały u niego kolejne uczucie, którego nie rozumiał i nigdy nie miał - jej płacz rozdzierał mu serce, którego przecież mieć nie powinien. Był szpiegiem doskonałym, panował nad sobą jak nikt inny, ale w tej chwili to było tak wszechogarniające, że nie potrafił nad tym zapanować. Przycisnął ją mocniej do siebie i gdy odsunęła się lekko - cała zapuchnięta, zasmarkana i wciąż z tym obłędem w oczach, który teraz rozpoznawał jako czystą i niczym nie zmąconą rozpacz, złagodził rysy, by wiedziała, że jej nie wyrzuci.

Gdy pocałowała go - desperacko, jakby z całej siły szukała czegoś, co pozwoli jej to przetrwać - nie protestował. Nie protestował, gdy zaczęła rozpinać jego szatę. Da jej to, czego potrzebuje. Wiedział, co się teraz dzieje z jej uczuciami i rozumiał, że robiła to, co dotychczas kojarzyło jej się z uczuciem, bezpieczeństwem i szczęściem. Dlatego całował ją, dotykał i kochał się z nią z taką samą pasją i desperacją, jakiej oczekiwała. Gdy zasnęła wtulona w jego nagą pierś, łzy dawno już zaschły na policzkach i tylko spazmatyczny oddech wskazywał na to, że jeszcze przed godziną świat zwalił się jej na głowę. Pocałował ją w ramię i wtulił twarz w jej włosy, by wdychać jej zapach ten ostatni raz. Gdy się obudzi, sytuacja będzie wybitnie niezręczna i lepiej, żeby już teraz przygotował jakiś sposób działania. Bo jak na razie improwizacja w jego wykonaniu kończyła się źle.

Było jej wygodnie. Leżała na czymś ciepłym i wdychała zapach, który kojarzył jej się jednoznacznie z bezpieczeństwem i podświadomie czuła, że to było to, czego teraz potrzebowała. Przeciągnęła się i, na własne nieszczęście, otworzyła oczy tylko po to, by sekundę później je zamknąć. Miała tego pecha, że jej umysł pracował dość szybko i w chwili, gdy spojrzała w dobrze znane sobie czarne oczy, od razu przypomniała sobie, co poprzedniego dnia zrobiła. Zrobił. Zrobili. W każdym razie - do czego doszło. Pomyślała, że jak przez chwilę będzie udawała, że śpi, to może sobie pójdzie. Oczywiście nie wzięła pod uwagę, że nie miała do czynienia z kompletnym idiotą, który mniej lub bardziej taktownie by się wycofał.

- Nie śpisz. Nie wydajesz tych dziwnych pisków, więc to oczywiste, że udajesz.

- Nie piszczę - mruknęła i otworzyła oczy, jednocześnie odsuwając się od niego. Dobra, to co teraz? Przeprosić czy też nie? W sumie trzeba by było. Wpadła nieproszona i praktycznie rzuciła się na niego, po czym zaczęła rozbierać. Owszem, nie protestował, ale... Otworzyła usta, ale przerwał jej ostrym tonem.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now