148.

15.4K 1.1K 678
                                                  


Do konfrontacji musiało dojść, Hal zdawał sobie z tego sprawę. Szkoła była zbyt mała na to, by Hermiona i Sev wzajemnie się unikali. Owszem, zamek był wielki, ale jakimś dziwnym trafem tych dwoje wciąż na siebie wpadało. I, przy wybuchowym temperamencie obojga, musiało dojść do tragedii. Miał tego wyjątkowego pecha (a w perspektywie przyszłych docinków farta), że znalazł się tuż obok sceny, która jeszcze przez wiele lat była powtarzana za plecami Mistrza Eliksirów w Hogwarcie. Był to piąty dzień po powrocie do szkoły po pokonaniu Sami-Wiecie-Voldemorta (podłapał ten okropny tytuł od Seva) i dnia następnego Hermiona miała wybrać się z Neville'em do św.Munga, by podać eliksir jego rodzicom. W związku z tym była tak znerwicowana, że nawet oddychanie w jej towarzystwie wydawało się być samobójczym działaniem. Z Sevem wcale nie było lepiej. Z jakiegoś powodu był strasznie zirytowany, znaczy się bardziej niż zwykle. Nawet Minerwa, która wspomniała podczas obiadu Lockharta w kontekście dwóch pięcioklasistów („Nawet Lockhart potrafiłby lepiej rzucić to zaklęcie, a to coś o nich mówi") omal nie została zadźgana widelcem tu i teraz, bo podobno wspomnienia, które jej tekst przywołał obrzydziły mu posiłek. Wracali akurat z Wielkiej Sali i Mistrz Eliksirów komentował właśnie zdolności poprzednika Hala, o którego ten wypytywał.

- Facet był bardziej niż beznadziejny. Sądzę, że nawet taka ofiara losu, jak Crabbe, mógłby rozłożyć go w trzy sekundy gdyby żył.

- Podobno podobał się kobietom.

- Typ lowelasa. Blondynek, szeroki uśmiech, błękitne oczy i obrzydliwy gust. Wyobraź sobie, że chodził w różu.

- Wiesz, mówi się, że tylko prawdziwi mężczyźni mogą nosić róż. Próbowałeś kiedyś?

- Nie. I prędzej dam się ponownie obedrzeć ze skóry niż nosić coś tak poniżającego. A on na pewno nie był prawdziwym mężczyzną. Obnosił się ze swoją wątpliwą sławą, jakby co najmniej uratował świat pięciokrotnie przy okazji będąc wcieleniem Merlina, choć on sam pewnie był bardziej skromny.

- Aż taki zarozumiały?

- Hal, bez problemu potrafię sobie go wyobrazić, jak mówi do Voldemorta: „Musiałbyś się jeszcze nieco postarać, by być takim sławnym, jak ja!".

Hal zaczął się śmiać, jako że Sev nie tylko przybrał odpowiednią pozę, ale nawet głos wyszedł mu o kilka oktaw wyższy. Oczywiście żadnego ucznia nie było w zasięgu słuchu i wzroku, ale niedługo mieli wejść na jeden z głównych korytarzy, więc szybko zmienił temat.

- Widziałem, że dostałeś sowę od Remusa.

- Chce się ze mną spotkać. Jak pisze - twój pomysł, nie jego.

- Cóż... Mogłem coś napomknąć...

- Hal, jeśli jeszcze raz zasugerujesz temu pchlarzowi, żeby przeprowadził ze mną rozmowę o kwiatkach i pszczółkach, to oberwiesz tyloma Avadami, że nawet twoje zwłoki będą zielone.

- Wtedy może przyjmiesz mnie do swojego Domu. W końcu zielony to kolor Slytherinu.

- Chciałbyś mieć mnie za Opiekuna? Nie ma sprawy. Wystarczy, że uznamy, że jesteś niepoczytalny, co nie byłoby niczym dziwnym biorąc pod uwagę twoje małżeństwo z Sybillą, potem cię ubezwłasnowolnimy, a ja zostanę twoim prawnym opiekunem.

- Długo nad tym myślałeś?

- Prawdę mówiąc nie. Jakoś tak gładko mi poszło. Wracając do Lupina - mówiłem poważnie. Nie potrzebuję psychologa.

- Prędzej psychiatry.

- A ty zaraz będziesz potrzebował Poppy.

- Raczej nie. Alastor by mnie zabił.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now