145.

16.6K 1K 544
                                                  


Severus czuł się źle. Miał sumienie, ale biorąc pod uwagę, co dotychczas było jego profesją, rzadko dopuszczał je do głosu. A jeśli już, to po to, by zmotywować się do dalszej walki. Po śmierci Voldemorta uspokoiło się ono nieco, dając jedynie znać o sobie w postaci koszmarów. Teraz jednak zżerało go poczucie winy względem Minerwy. Zachował się jak świnia. Każdy miał swoje granice i wiedział, że właśnie przekroczył swoją. Dla osób postronnych był bezwzględny i nie martwił się tym, czy swoimi słowami doprowadzi ich do samobójstwa czy też nie, ale dla tych, którzy byli mu bliscy starał się być miły. Oczywiście z naciskiem na słowo „starał się". Wielokrotnie zachodził Minerwie za skórę i nierzadko oberwało mu się za to, ale to wszystko były docinki żartobliwe, nawet jeśli polane sporą ilością jadu. Tym razem jednak miał na celu skrzywdzenie jej. I udało mu się, z czego wcale nie był dumny. Patrząc na to, jak Potter próbuje łączyć akonit z jahulcem (wyjdzie mu błoto) przypomniał sobie swoje pierwsze spotkanie Zakonu i pierwszy dzień w Hogwarcie, jako nauczyciel.

*

Dumbledore przyszedł po niego równo o osiemnastej czterdzieści pięć, tak, jak zapowiadał.

- Przeczytaj to.

Podał mu kartkę, na której znajomym pismem Dyrektora napisane było „Siedziba Zakonu Feniksa znajduje się przy Grimmauld Place 12". Skinął głową i spalił wiadomość. Zaklęcie Fideliusa, no tak.

- Zabraniam ci mówić o tym komukolwiek, kto nie jest członkiem Zakonu.

- Nie jestem głupi.

- Czyżby?

Wymownie spojrzał na jego lewą dłoń, gdzie rok wcześniej został wypalony Mroczny Znak. Poczuł palący wstyd. Był głupi. Bardzo, bardzo głupi. Po chwili jednak Dumbledore uśmiechnął się lekko.

- Nie martw się, drogi chłopcze. Masz drugą szansę.

- Ale nie zmienię przeszłości.

- Naucz się z tym żyć i odtąd krocz z głową podniesioną wysoko.

Młodszy czarodziej złapał swojego towarzysza za dłoń i po chwili stali przed drzwiami jakiegoś domu. Starszy mężczyzna otworzył je, wszedł do środka i ruszył w kierunku pomieszczenia, z którego dobiegały różne głosy. Severus czuł się dość niepewnie. Każda osoba znajdująca się w tym domu na pewno na jego widok wyciągnie różdżkę. Ale ich miny na wieść o tym, że jest po ich stronie mogą być bezcenne. Lekki uśmieszek pojawił się na jego ustach i z taką oto miną (powszechnie uważaną za sadystyczną) wszedł do kuchni, gdzie od razu zapadła cisza. Pierwszy, jak zwykle, zareagował Black. Wyciągnął różdżkę i wrzasnął:

- Albusie, uważaj! Snape stoi za tobą!

Zgodnym ruchem cała reszta wyciągnęła różdżki, a Potter posunął się do puszczenia klątwy w jego kierunku, której bez problemu uniknął.

- Kiepskiego masz cela, Potter. Aż dziw, że jeszcze żyjesz.

To wywołało jeszcze głośniejsze okrzyki, ale Dumbledore uciszył je podniesieniem ręki.

- Spokój! Severus Snape odtąd jest członkiem Zakonu Feniksa.

- TO ŚMIERCIOŻERCA! CO ON TU ROBI?! - zgodnie ryknęli Potter i Black. Pettigrew wyglądał dość... nerwowo, a jego różdżka drgała. Lupin stał obok nich i przyglądał mu się ponuro, ale Severus unikał kontaktu wzrokowego. Nie powinien odgrywać się na jego rodzinie. W końcu nie zrobili nic złego, poza posiadaniem idioty w swoim drzewie genealogicznym. Oczywiście, jak to on, zamaskował strach, poczucie winy i niepewność tym, co zwykle - obelgami, złością i cholerną pewnością siebie. Rozsiadł się na najbliższym wolnym krześle i uśmiechnął paskudnie.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now