141.

13.8K 1K 155
                                              


Wszyscy, którzy byli z Ginny w karocy, siedzieli teraz na błoniach i wygrzewali się w słońcu. Głowa Dracona leżała na jej kolanach, w podobnej pozycji znajdowali się Ron z Hanną. Millicenta, którą polubili i zaakceptowali przez te dwa tygodnie, opierała się o Neville'a. Harry siedział koło Hermiony i właśnie się z czegoś śmiali. W pewnym momencie Ron, który najwyraźniej trzymał to w sobie od dobrych kilku godzin, wypalił:

- Kim właściwie był ten picuś, który kleił się do Snape'a?! I jak on mógł tak mówić o poległych?! I tak zwracać się do Dumbledore'a?! Dobra, ja wiem, że on czasem jest nie do zniesienia, ale... zwracać się do niego jak do dziecka?!

Hermiona zachichotała.

- Pamiętacie, jak powiedziałam wam, że na weekend jadę do Ameryki? Jechałam do niego. On jest Mistrzem Eliksirów, choć wyjątkowym i nie do końca.

- Wyjątkowym? I jak nie do końca? - Harry zmarszczył brwi. - Wiem, że zostać Mistrzem jest ciężko, ale...

- Nie o to chodzi. Widzicie... Alexander God ma ponad trzy tysiące lat i jest prawdopodobnie jedynym żyjącym starożytnym Alchemikiem.

Ron aż usiadł, podobnie Draco, który pierwszy zaczął pytać.

- ILE ma lat?!

- Ponad trzy tysiące. Sam nie chce się przyznać kiedy dokładnie się urodził, ale nawet Dumbledore tak sądzi. Więc rozumiecie już, dlaczego stupięćdziesięcioletni Dumbledore wydawał mu się dzieciakiem? No i dlaczego tak podchodzi do wojny. On naoglądał się ich tysiące.

- Nieźle! Ale zaraz. Powiedziałaś, że on jest Mistrzem Eliksirów, a potem wyskoczyłaś z Alchemią.

- Bo kiedyś to było jedno i to samo. Obecne Eliksiry to zabawa w porównaniu z tym, czego uczył się w swojej pierwszej młodości.

- To jakim cudem wygląda na tak młodego?

- Kamień Filozoficzny. To on dał Flamelowi przepis.

Ron w końcu odzyskał głos.

- Niby jak? Sądziłem, że Flamel sam to odkrył! Za to jest znany w książkach!

- Mhm, bo taka jest wersja oficjalna. Alexander nie chce się udzielać w życiu publicznym. A Flamel wyciągnął od niego recepturę w sposób dość ciekawy.

- No, super. Ale czemu on tak się klei do Snape'a?

Ginny parsknęła i pokręciła głową.

- Jakbyś nie zauważył, to God preferuje mężczyzn. Najwidoczniej Snape jest w jego typie. Poza tym, wydaje mi się, że...

Nie dokończyła, bo Ron, Harry i Neville wytrzeszczyli oczy i po chwili poczuła delikatny dotyk na ramieniu. Podniosła wzrok i spojrzała wprost na przedmiot ich rozmowy, który uśmiechał się lekko.

- Ginewra Weasley, prawda?

- Eeee... Tak, to ja.

- Chodź za mną. Harpio - zwrócił się do Hermiony, która patrzyła ponuro na wyciągającego różdżkę Dracona. - Postaraj się zapanować nad tym chłopcem. Jego kobieta nie jest w moim typie, a szkoda by mi było przypadkiem trafić go jakimś paskudnym zaklęciem. A znam ich naprawdę sporo.

Ruszyła za nim i po chwili zdziwiła się, widząc, że schodzą do lochów.

- Przepraszam, ale gdzie my idziemy?

- Zasada pierwsza: nie odzywasz się, gdy nie jesteś o to poproszona. Jasne?

- Ale...

- Zasada druga - wciął się jej w słowo tonem, którym jej mama zwracała się do bliźniaków, gdy tłumaczyła im coś wyjątkowo trudnego. Czyli standardowa gadka jak do półgłówka. - Jeśli ustalam jakieś zasady, to kierujesz się nimi albo wypad. Radzę ci się trzymać tego, co mówię. - Stanął przed drzwiami do gabinetu Snape'a, otworzył je i wszedł do środka, nawet się na nią nie oglądając. Najwyraźniej miała pójść za nim. Przeszli przez następne drzwi do pokoju, który chyba miał być salonem Mistrza Eliksirów.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now