140.

17.5K 1.1K 3K
                                                  


Hogwart był taki sam. Błonia nawet nie wskazywały na to, że dwa tygodnie temu odbywała się na nich wielka bitwa. Siedząc w powozie, Hermiona była w stanie oszukać się, że wszystko jest w porządku. Miała koło siebie Harry'ego, Rona z Hanną, Ginny z Draconem i Neville'a z Millie. Jej przyjaciele przeżyli, Ślizgonka nie była już w magicznym śnie, Ginny miała wrócić do Hogwartu, by ukończyć chociaż część teoretyczną zajęć, Draco jej nie zostawił i wyszło na to, że doszli do porozumienia. Harry nie miał już koszmarów i co chwila dotykał czoła, by upewnić się, że blizny na pewno nie ma. Nie było. Nie było Voldemorta. Nie było Śmierciożerców, choć kilku z nich udało się uciec i Aurorzy na nich polowali. Nie mogła być szczęśliwsza. No... Ewentualnie można by dodać do tego Severusa, który by przyszedł, wyznał jej dozgonną miłość, oświadczył się i przeprosił za swoje zachowanie, ale, jako że żadna z tych rzeczy nie była możliwa, to musiała zadowolić się tym, co miała. A to i tak było dużo. Przynajmniej to sobie wmawiała i starała się zbytnio nie skupiać na wizji Snape'a wyznającego jej miłość. Nie, żeby wierzyła, że kiedykolwiek to zrobi. Po pierwsze było to niemożliwe z braku wyżej wymienionej miłości, a po drugie... Cóż, to byłoby kompletnie nie w jego stylu i pewnie prędzej w jakiś sposób by ją obraził, niż wydusił z siebie te dwa słowa. Miał do tego wybitny talent. Westchnęła i pokręciła głową. Obiecała sobie, że nie będzie o tym myśleć! Jeśli chodziło o nią, to Severus Snape był skończonym dupkiem i mógł iść się utopić. Albo powiesić. Albo wsadzić ten swój durny łeb w kociołek pełen wrzącej substancji. Albo otruć się, najlepiej w jakiś spektakularny i bolesny sposób. Albo przyjść do niej, dać się zaciągnąć do łóżka, a następnie...

Zarumieniła się, gdy zrozumiała, w jakim kierunku zmierzają jej myśli. Było źle, bo dokładnie taki sam kierunek miały od dwóch tygodni. Jej umysł wyraźnie jej mówił, że powinna go nienawidzić, unikać, jak tylko się da. Jednak nie mogła powstrzymać tego nerwowego uczucia w podbrzuszu i ciągle się kręciła, nie mogąc pozbyć się tej... tremy? Jednocześnie chciała i bała się go zobaczyć. Jak zareaguje ona? Rozpłacze się czy wścieknie? A on? Zaciśnie zęby i odwróci głowę czy też roześmieje się jej prosto w twarz? Millie wbiła jej łokieć pomiędzy żebra i syknęła:

- Uspokój się.

Uśmiechnęła się i przestała wiercić, ale wszystkie jej wnętrzności były zaciśnięte na supeł. Ślizgonka przewróciła oczami i pokręciła głową nad jej głupotą. Dobrze, że wróciła do świata żywych. Dwie godziny po bitwie Neville dostał fiolkę z tym samym eliksirem, którym otruto jego dziewczynę i w pierwszej kolejności pobiegł do Skrzydła Szpitalnego, gdzie podał jej łyk mikstury. Mijały minuty i chłopak był pewien, że wszystko stracone i przytulił do siebie Millie, by usłyszeć - jak teraz się śmiał - najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek słyszał:

- Strasznie śmierdzisz.

Od tamtej chwili byli praktycznie nierozłączni. To on pocieszał ją, gdy okazało się, że jej rodzice zostali już obdarzeni Pocałunkiem Dementora. To ona miała z nim być, gdy w ten weekend będą aplikować jego rodzicom eliksir na efekty uboczne Cruciatusa.

Towarzystwo koleżanki działało również dobrze na Hermionę. Ona jedna poznała szczegóły tego, co działo się w noc bitwy. I jedynie ona i Draco nie świętowali z tego powodu. Harry i Ron średnio co pięć minut powtarzali: „a nie mówiłem!", Ginny była zbyt zajęta swoim brakiem magii, by cokolwiek innego ją interesowało, a Neville stwierdził, że tak lepiej dla zdrowia psychicznego Hermiony. Powozy zatrzymały się przed bramą Hogwartu i uczniowie zaczęli wysiadać. Wszyscy, którzy byli członkami Zakonu, wiedzieli, że właśnie dzisiejszego dnia miała się odbyć Ostatnia Bitwa, gdyby Voldemort się nie pospieszył. Nie była to pocieszająca myśl. Romilda Vane podeszła bliżej do nich i uśmiechnęła się kokieteryjnie do Harry'ego.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now