Rozdział 6

3.3K 214 7


              Nareszcie ostatnia lekcja- polski. Nudziłam się jak nie wiem. Nagle dostałam wiadomość. Bałam się że tajemniczy dupek, ale moje wątpliwości zostały rozwiane w chwili gdy na wyświetlaczy zobaczyłam imię mojego przyjaciela Kamila.

Od Kamil: Dzisiaj 20 u Ciebie. Szykuje się świetna impreza :)

Do Kamil: Musze na nią iść?

Od Kamil: Tak! Dawno się razem nie bawiliśmy. Poza tym może kogoś poznasz ^^

Do Kamil: Po co mam kogoś poznawać mam ciebie ;)

Od Kamil: Ale dlaczego nie miałabyś się zabawić?

Do Kamil: Bo nie kręci mnie jednorazowy numerek

Od Kamil: Obiecuje, że będę Cię pilnował i nie pozwolę Cię skrzywdzić.

Do Kamil: Dobra!

Eh nie wiem po co się zgodziłam. W sumie ma rację. Powinnam się w końcu zabawić. Jestem tutaj drugi tydzień i jeszcze nic nie widziałam. Gdy tylko wróciłam do domu postanowiłam przygotować sobie ubranie na dzisiejszy wypad. Stwierdziłam, że ubiorę miętową koronkową sukienkę do połowy uda, a do tego czarny sweterek i czarne szpilki. Z szuflady wyjęłam świeżą bieliznę i odłożyłam obok przyszykowanej sukienki. Była godzina siedemnasta więc miałam jeszcze godzinę aby móc coś zjeść.

           Zeszłam na dół do kuchni i zaczęłam sobie przygotowywać składniki na naleśniki. Po skończonym posiłku i umyciu naczyń poszłam się szykować. Wzięłam szybki prysznic. wysuszyłam włosy i lekko je zakręciłam na końcówkach. Do tego zrobiłam lekki makijaż taki aby nie przypominać pustej plastikowej lali bo ja taka nie jestem. Stawiam bardziej na naturalne piękno. Było już za dziesięć ósma. Wiem, że moi rodzice mają wrócić jutro, ale nie jestem pewna czy będę już w domu dlatego zostawiłam im karteczkę:

"Kochani poszłam na imprezę. Jestem bezpieczna. Poszłam z Kamilem ^^. Całuje Amelia."

          Po przyczepieniu karteczki do lodówki usłyszałam dzwonek do drzwi. Od razu poszłam otworzyć, a w progu dostrzegłam mojego cudownego przyjaciela. Wpuściłam go do domu i poszłam na górę po torebkę, w której już znajdował się telefon i portfel. Zeszłam na dół i znalazłam Kamila przy wyspie kuchennej pijącego cole. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się tajemniczo i poszedł do przedpokoju. Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale postanowiłam zbagatelizować jego dziwne zachowanie. Ubrałam buty i wyszliśmy. Jadąc samochodem mało rozmawialiśmy, jednak to nie była taka cisza, która wprowadza człowieka w zakłopotanie. To była cisza, w której każdy czuje się dobrze.

- Ślicznie wyglądasz. Powalisz wszystkich na kolana.

- Oj nie przesadzaj. Jak przypuszczam większość dziewczyn i tak będzie bardziej rozebranych ode mnie więc na mnie nawet nie zwrócą uwagi.

- No właśnie. Nie paradujesz z dupą i cyckami na wierzchu więc będziesz bardziej widoczna.

- Dzięki, ale pamiętaj masz mnie pilnować.

- Wiem wiem. Spokojnie.

          Po piętnastu minutach byliśmy już pod jakimś domem. Muzyka była głośna. Razem z Kamilem weszliśmy ramię w ramię do domu organizatora. Wszędzie były obściskujące się pary, albo grupki już pijanych ludzi. Rozdzieliliśmy się z moim towarzyszem on poszedł się zapewne napić i wyrwać jakąś panienkę, a ja postanowiła trochę potańczyć. Tak przeleciały jakieś trzy piosenki gdy poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce. Nie zwracałam na to zbytniej uwagi dopóki tuż obok mojego ucha poczułam delikatne pocałunki. Gdy tylko usta mojego tanecznego partnera dotykały mojej szyi przechodziły mnie dreszcze. Po chwili poczułam oddech na swoim uchu cichy szept:

Znajomość z przypadku Where stories live. Discover now