— Spójrzmy, co my tu mamy — odchrząknął Nick, sięgając po kartę deserów. Został jednak zupełnie zignorowany.

— Erin, powiedź mi proszę, że nie ukradłaś samochodu Michaelowi Castalawowi — odezwała się Alea, tym razem z cieniem błagania w głosie.

Erin otworzyła szerzej oczy.

— Skąd ty...

—Skąd wiem, że to auto Castalawa? Widziałam rejestrację i nie jestem głupia. Z tego co wiem chodzisz do szkoły tylko z jednym dziedzicem Królewskiej Krwi.

— Babeczka czekoladowa? — wtrącił Nick, pełen nadziei.

— Okej — przyznała Erin — to jego samochód. Nie róbmy z tego wielkiej sensacji.

— Ale czy on wie, że go masz? — naciskała dalej Alea.

— Sernik? — próbował dalej Nicholas.

Erin powędrowała myślami do otrzymanych sms'ów.

— Teraz już wie — odparła z niewinnym uśmiechem. Alea jęknęła.

— Erin! To nie jest podstawówka! To jest cholernie drogi samochód i dziedzic najpotężniejszego rodu Wampirów! W co ty się znowu wpakowałaś? Nie możesz tak igrać z ogniem!

Erin prychnęła cicho. Igranie z ogniem? Dobre sobie. Michael w najgorszym wypadku był zimny jak lód, a przecież lodem się sparzyć nie można.

— Wyluzuj, siostrzyczko. Michael nic mi nie zrobi — zapewniła ją ze spokojem i pewnością, która ją samą trochę zaskoczyła.

— Tort czekoladowy? — wtrącił się szybko Nick.

Alea zmrużyła oczy, obserwując swoją bliźniaczkę uważnie.

— Co między wami jest? — zapytała wprost.

Erin nie rozumiała, dlaczego ostatnio wszyscy zmuszali ją do refleksji nad relacją z Michaelem. Ani trochę jej się to nie podobało.

— Nic — odparła natychmiast, z obronną nutą w głosie.

— Kremówki? Może eklery?

— Ukradłaś mu samochód dla zabawy! — naciskała dalej Alea. — Znam cię, próbujesz zaleźć za skórę tylko osobom, które ci się podobają. To twój pokręcony sposób flirtowania, nie zaprzeczaj!

Okej. Może, może Alea miała jakąś mikroskopijną ilość racji. To jednak wcale nie znaczyło, że Michael Castalaw się Erin podobał. Po prostu... Jakoś tak wyszło, że od nienawiści przeszli do dręczenia się wzajemnie. Może dlatego, że zaczynało im brakować do tej nienawiści powodów i musieli sami je produkować. Z resztą, co za różnica. Wkurzanie Michaela miało swój urok, okej? Erin zawsze była niegrzecznym dzieckiem. Poza tym Wampir nie był lepszy. To on zaczął te dziwne zawody między nimi, od początku z satysfakcją rzucając jej kłody pod nogi.

— O jeżu, Erin, ty go lubisz! — wykrzyknęła nagle Alea, jakby wreszcie udało jej się rozszyfrować minę bliźniaczki.

— Słucham? O nie, nie ma mowy. Nie. Ma. Mowy.

Erin kręciła energicznie głową, zaprzeczając zapalczywie, ale wydawała się bardziej przerażona, niż zdenerwowana oskarżeniami, które padły.

— Jabłecznik? — zaryzykował Czarodziej, korzystając z zapadłej ciszy.

— Po prostu coś zamów! — jęknęły obie Lanefordówny jednocześnie, zwracając się w jego stronę.

Czarodziej błysnął zębami w łobuzerskim uśmiechu.

— Klony — mruknął, po czym odszedł w stronę lady.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!