119.

18.5K 1.2K 572
                                                  


Ból. Potworny ból, który nie pozwalał myśleć, ruszać się i mówić. Jedyne co wywoływał to jęki i chęć wyrwania sobie głowy z karku, byle tylko ustąpił. Hermiona miała pecha raz być pod wpływem Cruciatusa, ale nawet to nie równało się z tym, co odczuwała teraz. Co nie było nawet w połowie tak bolesne, jak to, co zrobił jej Snape. Cokolwiek jej zrobił- nie była pewna co się stało i być może dlatego nie zamordowała go na miejscu. Nie, nieprawda. Od wybuchu wściekłości powstrzymały ją dwie rzeczy- potworne zmęczenie i wyraz jego twarzy. Nigdy nie widziała Severusa w takim stanie- nawet wtedy, gdy miał napad lęku. Jeśli dotąd jej imię nie figurowało na jego liście „rzeczy, za które muszę siebie nienawidzić", to od wczorajszego wieczora na pewno się to zmieniło. Nie miał najmniejszego prawa wdzierać się do jej umysłu bez pozwolenia, owszem, ale nie chciał jej zadać bólu- czuła to w tamtej chwili i była tego pewna teraz. Bez względu na to ile razy mu powie, że jej na nim zależy, że nikogo innego nie chce, że wcale nie jest takim potworem za jakiego się uważa i że zasługuje na nią- on i tak w to nie uwierzy. Najpierw sam sobie musiał wybaczyć- co było równie prawdopodobne jak to, że Armaty Chudleya zostaną drużyną reprezentującą Anglię na Mistrzostwach Świata w Quidditchu i zdobędą tytuł. No, może nieco mniej nieprawdopodobne, ale mimo wszystko trudne do osiągnięcia. Zwlokła się z łóżka i z westchnieniem ulgi przyjęła nieobecność Parvati i Lavender- nie wytrzymałaby ich piskliwych głosów. Wyciągnęła podręczną apteczkę i przełknęła najsilniejszy eliksir przeciwbólowy, jaki miała, po czym przebrała się, zamieszała eliksir, spakowała i poszła na śniadanie. Harry już tam był- opierał się na ręce i pocierał skronie.

- Coś się dzieje?

- Trochę mnie głowa boli- uśmiechnął się przepraszająco- Nie będę dzisiaj najlepszym kompanem.

- Gdzie Ron?

- Z Hanną, Merlin jeden wie gdzie. Nieobecność kilku Ślizgonów wzbudziła w nich podejrzenia.

Spojrzała na stół Slytherinu i zauważyła, że faktycznie nie było większości. Dracona również.

- Malfoy coś mówił?

- Nic poza tym, że nie będzie go przez jakiś czas. Snape'a też nie ma.

- Wiem.

- I Hal wygląda na mocno zdenerwowanego.

Nauczyciel Obrony przed czarną magią szeptał coś właśnie dyrektorowi i wyraźnie był wkurzony. W pewnym momencie wstał i zaczął wymachiwać rękami w oburzeniu, po czym wypadł z Wielkiej Sali. Dumbledore za to wyglądał na lekko smutnego, ale zaraz skupił się na swojej jajecznicy. McGonagall dziobała widelcem tosta, jakby ten jej coś zawinił, i miała tak mocno zaciśnięte usta, że prawie ich nie było widać.

- Widocznie dzieje się coś, o czym nie wiemy.

- Serio? Nie wpadłbym na to.

Był nerwowy od momentu, w którym zniszczyli ostatniego horkruksa- poza Nagini. Nie były to łatwe wyprawy i o żadnej z nich nie chciał wiele mówić- wspominał jedynie o „paskudztwach" i „świństwu"- za to skupił się na tym, jak dorwać przeklętego węża. Niektóre pomysły były dość głupie, ale kilka z nich można było poddać dyskusji.

- Widziałeś może Ginny?

- Nie. Wróciła wczoraj roztrzęsiona, mamrocząc coś o stukniętych Ślizgonach i od razu poszła do swojego dormitorium. Dziewczyny mówią, że zaciągnęła zasłony wokół łóżka i widocznie rzuciła zaklęcie wyciszające, bo nic nie udało im się podsłuchać. A potrzebujesz czegoś od niej?

- Nie. Po prostu nie udało mi się wstać dzisiaj na robienie eliksirów i byłam ciekawa, czy ona tam zajrzała.

- Ty? Nie wstałaś?

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now