115.

16.8K 1.1K 237
                                              


Dwadzieścia trzy godziny. Severus westchnął ciężko i zamknął za sobą bramę Hogwartu, po czym spojrzał zmęczonymi oczami na zmartwionego Hala. Jego przyjaciel miał zmarszczone czoło i wyłamywał sobie palce.

- I... I co?

- Dwadzieścia trzy godziny. Tyle mam.

Plecy starszego mężczyzny zgarbiły się, a z jego gardła wyrwało się bliżej nieokreślone przekleństwo. Dowiedzieli się w ostatniej chwili. Dumbledore zatrzymał go przy bramie i przekazał informacje, które udało mu się zdobyć. Czarny Pan nie był zadowolony gdy Severus powiedział mu, że trójka uczniów, odpowiedzialnych za morderstwo młodych Gryfonów, została zdemaskowana i miała być przekazana Aurorom następnego dnia. Cóż... Niezadowolony to eufemizm. Severus został zobligowany do powrotu przed oblicze swojego pana za dwadzieścia trzy godziny, by ponieść karę.

- I przygotuj się na długą, naprawdę długą, zabawę... Rodzice tych dzieci będą zadowoleni mogąc w pełni okazać ci wdzięczność za trzymanie ich pociech z daleka od niebezpieczeństwa.

- Cieszmy się i radujmy, bo nadszedł czas Igrzysk- Lucjusz chichotał w kącie, najwyraźniej uważając całą sytuację za wielce zabawną, ale od zawsze lubował się w oglądaniu czyjegoś cierpienia. Każdy ma swoją formę rozrywki. Jedni czytają książki, inni odcinają głowy. Jedni piją wino, inni upuszczają krew i czekają, aż ofiara się wykrwawi. Starszy Malfoy zdecydowanie należał do tych „innych". Jak większość Śmierciożerców. I Czarny Pan. I kilku innych ludzi, których Severus miał...eee... przyjemność znać (Moody jako pierwszy przychodził mu do głowy). Szli powoli w kierunku szkoły, wdychając świeże, zimne powietrze i rozkoszując się panującą dookoła ciszą. Przynajmniej to miał w planach Severus- Hal zdecydował, że musi się odezwać.

- Nie ma szans, żebyś się z tego wymigał?

- Nie. To było moje zadanie- zwodzić Dumbledore'a tak długo, jak tylko się da.

- Ty znałeś nazwiska tych dzieciaków?

Severus skrzywił się.

- Tak. Mówiłem ci, że je znam. Jednak nie mogłem w żaden sposób tego zdradzić- pomachał lewą ręką- Jedna z niedogodności związanych z Mrocznym Znakiem.

Hal pokręcił głową z niedowierzaniem. Gdy usłyszał nazwiska winnych był przerażony. Dwoje z nich to byli jego Krukoni.

- Nigdy się tego po nich nie spodziewałem. Po Earvishu- owszem. Chłopak nienawidzi Harry'ego. Po pannie Edgecombe, jak najbardziej. Nie tylko jej matka jest pracownicą Ministerstwa, ale dziewczyna wciąż cierpi z powodu klątwy, która została na nią rzucona przez Hermionę. Ale Michel Corner i Morag McDougal?! Prefekt Naczelna?!

- Bycie prefektem nie oznacza, że nie jest się złym. Sam Czarny Pan za swoich szkolnych czasów był Prefektem Naczelnym.

- Ale... To... Ja nie rozumiem. Po prostu nie rozumiem. Dlaczego?!

Młodszy mężczyzna wzruszył ramionami- na tym etapie wojny nic go już nie dziwiło. Niedawno jeden z pierwszorocznych Ślizgonów próbował go otruć. Nie udało mu się to, rzecz jasna, ale sam fakt, że jedenastoletnie dziecko chciało go zabić, był raczej... niepokojący.

- Rodzice. Arabella i Hubert McDougal dołączyli do Czarnego Pana rok przede mną i do dzisiaj są mu ślepo wierni. Uniknęli Azkabanu, bo nigdy ich nie odkryto. Jeśli chodzi o Cornera, to chłopak ma osobistą urazę do Świętej Trójcy i samego Albusa Dumbledore'a. Jest przekonany, że nie był przez nich wszystkich odpowiednio doceniony, a jedynie odsunięty na boczny tor. Jeśli chodzi o trzeciego- Perkinsa- nie jestem zdziwiony. Cała jego rodzina to Ślizgoni na usługach Czarnego Pana. Mieli wiele wspólnego z Blackami. Swoją drogą- czy Andromeda zdecydowała się wreszcie na umieszczenie w swoim domu kobiet?

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now