101.

14.7K 1.3K 361
                                                  


Jeśli sądziła, że będzie miała czas na przygotowanie się do tego spotkania, to grubo się myliła. Jedynie refleks i szybko wzniesiona tarcza uratowały jej życie. Zamknęła szybko za sobą drzwi i z przerażeniem wpatrywała się w scenę rozgrywającą się tuż przed jej oczami. Gdyby nie było jej tak chłodno, to byłaby pewna, że śni. Profesor Dumbledore i Hal stali koło łóżka i miotali zaklęciami w jednym kierunku. Spojrzała tam i czuła, że wytrzeszcza oczy- Snape wyglądał, jakby coś naprawdę go wkurzyło. To nawet nie była furia. To była czysto zwierzęca agresja. Nie mogła ruszyć ręką, przez co zmusiła wyjątkowo zmęczonego Hala do chronienia jej. Dopiero po chwili zauważyła, że coś do niej mówi.

- Hermiono! Dziewczyno, do cholery! Ocknij się!

- Ja... Hal... co...

- Zacznij z nim rozmawiać! Spróbuj się zbliżyć, a my będziemy cię ochraniać!

- Zwariowałeś?! On mnie zabije gołymi rękami, jeśli będzie trzeba!

To nie był Severus Snape, jakiego znała. Patrząc na niego widziała dzikie zwierzę, zapędzone w róg przez myśliwych. Czytała kiedyś o takich przypadkach i wiedziała, że mężczyzna będzie walczył do ostatniej kropli krwi, w każdy możliwy sposób.

- Nie zrobi tego!

- Jesteś tego taki pewien?!- jej głos był teraz piskiem.

Zawahał się przez chwilę, po czym pokręcił głową.

- Nie, ale to jedyne co możemy zrobić. Robiłaś już niebezpieczniejsze rzeczy, dziewczyno. Rusz się.

Zrobiła dwa kroki do przodu, a Mistrz Eliksirów w mgnieniu oka obrócił się lekko i zaczął miotać w nią klątwy. Dumbledore i Hal cały czas utrzymywali wokół niej tarczę i starali się zbijać zaklęcia, nim rozbijały się o pas ochronny.

- Ee... Panie profesorze?- miała kompletną pustkę w głowie. Nie wiedziała co powiedzieć, jak się zachować- To ja. Hermiona Granger. Pamięta mnie pan?

Chyba nie pamiętał, bo zwiększył szybkość ruchów różdżką. Gdyby nie była teraz w niebezpieczeństwie, to podziwiałaby jego prędkość i perfekcjonizm- nawet najcięższe inkantacje nie zajmowały mu umysłu dłużej, niż przez ułamek sekundy. Pokój nie był szeroki, ale wolała nie podchodzić za blisko- znała siłę jego dłoni. Bez większego problemu mógł skręcić jej kark, zanim pozostali dwaj czarodzieje zorientowaliby się co się dzieje. Musiała również przezwyciężać własny strach- wciąż pamiętała wszystko, co o nim przeczytała. I teraz w każdej z tych historii widziała siebie, jako ofiarę. Nie, nie! To dobry człowiek! On po prostu jest teraz... Ze zdziwieniem spojrzała mu prosto w oczy i zrozumiała co się z nim dzieje, bo podobny wyraz miały tego ranka. Był przerażony. Wydawało mu się, że oni chcą go zabić i jak na razie nie robili niczego, by go przekonać, że wcale tak nie jest. Z drugiej strony nie mieli takiej możliwości- zanim udałoby się go przekonać, że nie mają zamiaru mu nic zrobić pewnie byliby już martwi. Wyciągnęła różdżkę i powolnym ruchem zaczęła się pochylać ku ziemi.

- Spokojnie, panie profesorze. Nie zamierzamy panu nic zrobić- starała się mówić do niego tym samym tonem, którego używała wobec Krzywołapa, gdy ten czegoś się wystraszył- Widzi pan? Odkładam różdżkę. Już leży na ziemi.

Zaczęła się powoli prostować i z zadowoleniem zauważyła, że spowolnił atak i przyglądał się jej uważnie. Rozłożyła ręce i zrobiła krok do przodu.

- Nic panu nie zrobię, naprawdę. Profesorze Dumbledore mógłby pan utrzymywać moją tarczę? Hal, ty otocz was tarczą, ale nie atakujcie.

- Moja tarcza nie utrzyma niektórych zaklęć- głos Dyrektora był poważny, ale wyraźnie chciał jej przekazać, że decyzja należy do niej. Spojrzała prosto w oczy Snape'a i skinęła głową. Po chwili dwaj starsi czarodzieje przestali atakować, co chyba nieco wyprowadziło młodszego z równowagi. Rozglądał się nerwowo wokół, jakby wietrzył spisek i rzucał zaklęciami, ale po jakimś czasie jego atak osłabł, aż wreszcie ustał. Wciąż się nie ruszała- wiedziała, że jedna zła decyzja i może się to dla niej źle skończyć. Hal i Dumbledore wręcz promieniowali gotowością do użycia różdżek, ale ona odsunęła swoją tak daleko, jak tylko się dało. I cały czas mówiła spokojnym, jednostajnym głosem.

- Spokojnie, panie profesorze. Nikt nie chce pana skrzywdzić. Chcemy panu pomóc. Widzi pan? Nie zamierzam użyć różdżki i oni także. Niech da sobie pan pomóc.

Stała teraz tak blisko, że koniec jego różdżki prawie dotykał jej szyi. Starała się nie dopuścić do siebie strachu, więc zaczęła wspominać jak grali razem w szachy, jak się śmiał, jak siedzieli oglądając rozbijające się fale, jak ją całował... Uśmiechnęła się z ufnością i zrobiła krok do przodu. Bariera Dumbledore'a pękła, a różdżka praktycznie wbijała się w jej podbródek, ale starała się nie zwracać na to uwagi.

- Jestem teraz bezbronna i ufam, że nic mi pan nie zrobi. Jest pan dobrym człowiekiem, panie profesorze. Nie ma pan powodów do obaw. Chcemy panu pomóc.

Jego nawiedzony wzrok powoli łagodniał i w momencie, w którym lekko wygiął wargi w uśmiechu była pewna, że wygrali.

- Niech pan sobie pozwoli pomóc, panie profesorze. Nic panu nie zrobimy- powtarzała te słowa, jak mantrę- Nie ma pan powodów do obaw.

Ręka z różdżką zadrżała i lekko ją opuścił, a potem podniósł drugą. Dlatego też nie spodziewała się tego, co się stało. Czerwony promień ugodził ją prosto w pierś, a gdy upadła ujrzała nad sobą jego wykrzywioną w diabelskim uśmiechu twarz. Chciała zaprotestować, ale ręka zaciskająca się na jej gardle z niemalże miażdżącą siłą przeszkodziła jej w tym. Kątem oka zauważyła, że Hal unosi różdżkę, ale Dyrektor złapał go za przegub i zaczął mówić głośnym, spokojnym głosem.

- Severusie, spójrz na to, co robisz. Nie możesz...

Dalszych słów nie słyszała, bo czuła, że powoli traci przytomność. Zaczęła wierzgać nogami i machać rękami czując coraz większą panikę. On ją zabije! Czemu Dumbledore gada, zamiast jej pomóc?! Zrobiło jej się ciemno przed oczami... I dlatego też po chwili ze zdziwieniem zauważyła, że może wziąć oddech, a koło ucha słyszy najpiękniejszy dźwięk, jaki mogła sobie wyobrazić. Jedwabiście gładki baryton był teraz lekko zachrypnięty i pełen przerażenia, ale nie dało się pomylić tego głosu z żadnym innym.

- O, Merlinie... Co ja zrobiłem? Hermiono... Przepraszam, przepraszam...

Lekko drżącymi rękami objęła go w pasie i gładziła plecy.

- Już dobrze...- prawie nie poznała własnego głosu. Trzeszczący i cichy brzmiał bardziej, jak starej kobiety, niż młodej dziewczyny- Jest pan bezpieczny. Nic mi nie jest.

Z trudem usiadła i przytuliła go do siebie, czując, że jest kompletnie załamany. Szeptem tak cichym, że ledwo go słyszała, mówił:

- Ja... robiłem złe rzeczy. Wiem o tym, ale naprawdę już taki... Ja... Dzisiaj musiałem... Brzydziłem się, ale...

Przycisnęła go mocniej i czuła, jak łzy spływają jej po policzkach.

- Już dobrze. Wiem. Daj temu upust. Masz do tego prawo.

Poczuła, że Snape drży, a po chwili zacisnął dłonie na jej szlafroku i zaczął płakać. W tej chwili, jak nigdy, przypominał małe dziecko, które zostało same i które nie potrafi sobie poradzić z tym, co je spotyka. Hal i Dumbledore wyszli już w chwili, w której uznali, że jest bezpieczna, dając im trochę prywatności. A Hermiona trzymała go w ramionach przez resztę nocy, aż zasnął z wyczerpania i płaczu.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now