Szłam spokojnie ulicą. Spacer o tej porze nie był jedną z najprzyjemniejszych rzeczy. Było już dość ciemno i zimno. Naprawdę chciałam być już w domu. Niestety do niego miałam spory kawałek. Mogłam jechać autobusem, ale nie wiedziałam o której odjeżdżał. Pozostał mi spacer albo taksówka. Nie byłam, aż tak rozpieszczona, aby zamawiać samochód. Mogłam się przejść. Korona z głowy by mi nie spadła. Po prostu nie lubiłam zimna. Mróz nakłuwał moje policzki niczym igły. To była okropna pora roku. Przysięgam. Czemu wiosna nie mogła trwać cały czas? Wtedy wszystko było piękne. Kwiatki, rozwijające się drzewa, ciepło. W niektórych państwach mieli takie luksusy. Niestety tutaj, Londyn uraczył nas jedynie deszczem i chłodem.

Naciągnęłam rękawiczki na ręce i skuliłam się w kurtce. Zajęcia w szkole skończyłam już wcześniej, ale trzeba dodać dodatkową plastykę i korepetycje z angielskiego. Dużo miałam nauki. W końcu byłam w klasie maturalnej. Musiałam przygotowywać się do egzaminu. Moja przyszłość właśnie od tego zależała.Nigdy nie olewałam ważnych spraw. Zwłaszcza, kiedy byłam w stanie stawić im czoło. Tata opłacał mi kolejne lekcje. Dzięki temu poprawiłam oceny w szkole i wiedziałam trochę więcej. Oczywiście w domu byłam zmuszona do powtarzania całego materiału. Inaczej nic bym nie zapamiętała.

Idąc chodnikiem myślałam o tacie. Pewnie znowu jest w delegacji. Pewnie nawet nie ma go w kraju. Byłam córką znanego milionera i widywałam go rzadziej niż niektórzy jego pracownicy. Po tylu latach, pogodziłam się z tym. Ale co z tego? Potrzebowałam trochę miłości i ciepła. Dawał mi to, lecz rzadko. I to trochę bolało. Ale rozumiałam, że nie mogłam mieć do niego pretensji.

Moja mama nie żyła od mojego urodzenia. Nigdy jej nie zobaczyłam, nie usłyszałam, co zawsze wspominam z wielkim bólem. Tata rzadko mi o niej opowiadał. Nawet jak go o to prosiłam. Nie zupełnie wiedziałam dlaczego. Nie chciał? Ale byłam pewna, że ją kochał. Musiał. On taki nie był... Może nie chciał rozdrapywać ran.

Wiatr zawiał przez, co moje ciało przeszły dreszcze. Boże. Chciałam być już w domu. Powtórzyłam to kolejny raz w myślach.

Ktoś pociągnął mnie za ramię do tyłu. Odwróciłam i zobaczyłam młodego, obcego mi chłopaka, a zaraz za nim drugiego

- Cześć. - odpowiedzieli, uśmiechnęli się sztucznie, a po chwili byłam w czarnym vanie.

Co jest do cholery?! - pomyślałam. Byłam wściekła i przerażona. Nigdy nie dawałam sobie w kaszę dmuchać ale teraz nie do końca wiedziałam co się dzieje, raczej kompletnie nie wiedziałam.

Kostki zostały mi związane liną, ręce również. Na oczach miałam opaskę, aby nic nie widzieć. Mętlik w głowie totalny. O co tu chodziło?- przez całą drogę się zastanawiałam, aż auto się zatrzymało. Wyciągnęli mnie gdzieś niosąc. Wylądowałam na twardym krześle, a oczy zostały odsłonięte. Byłam w jakimś domu. Bardzo zaniedbanym domu. Teraz już trzęsłam się ze strachu. Dotarło do mnie - Zostałam porwana. Siedział przede mną młody chłopak. No nie wiem ile mógł mieć... 23 lata może rok więcej. Zielone oczy nie wyrażały żadnych uczuć. Były puste. Siedziałam i patrzyłam na niego. Nie chciałam mu pokazać że się boję , choć dokładnie tak było. Zakleił mi usta taśmą, a nożem zrobił mała dziurkę, aby podawać mi wodę i słomkę. Usiadł z powrotem i nic nie robił oprócz trzymania i bawienia się ostrzem. To była scena jak z kryminału. Nie wiedziałam do czego jest zdolny, co może mi zrobić

- Teraz zadzwonimy do jej ojca. - blondyn kucnął obok mnie i wyjął mój telefon.

Chciałam go kopnąć, ale miałam te nogi związane. Posłałam mu jedynie mordercze spojrzenie.

Chłopak siedzący przede mną spojrzał na mnie kątem oka i znów bawił się nożem. Jego koledzy chodzili po pomieszczeniu, a ten co wziął mi telefon dzwonił. Chwilę rozmawiał z moim ojcem, aż wszystko ustalili. Szczerze? Może to dziwne w sytuacji jakiej jestem ale byłam ciekawa reakcji mojego ojca.

- Tatuś zapłaci i cię puścimy.

- Walcie się! - próbowałam żeby zrozumieli, ale to było trudne z taśmą na ustach.

- Harry zostaniesz z nią na noc. Ja też zostanę będę miał podsłuch czy wzywa policje. - powiedział ten blondyn. Harry pokiwał głową i pozostała 3 wyszła, bo było ich pięciu. Czas mijał, a my siedzieliśmy tak. Chłopak schylił się i podał mi butelkę wody.

Pragnienie zmusiło mnie do wzięcia kilku łyków. Gdy widział, że już nie pije odłożył napój. Patrzył się w ścianę, a nóż zaciskając w ręce w pewnym momencie wbił się mu w udo. Nawet nie zareagował. Nie skrzywił się. Nic. Moje oczy szeroko się otworzyły. To było straszne. Bałam się, tak strasznie. Wyjął ostrze, a krew lała się i lała. Przerażające. Wzdrygnęłam się. Rzucił przedmiotem w ścianę i pięknie wbił się w komodę.

Błądziłam wzrokiem między chłopakiem a nożem. Nic nie mówił. On patrzył w swoje dłonie. Siedział teraz tylko tak. Byłam zmęczona, ale bałam się zasnąć. Po jakiejś godzinie odezwał się do mnie pierwszy raz.

- Chodź. - mruknął i podniósł mnie przerzucając przez ramię.

Doszliśmy do sypialni z osobną łazienkę. W toalecie nie było nic oprócz sprzętu sanitarnego, papieru i kilku ręczników. Okna też nie było.Postawił mnie i powoli zdjął taśmę z ust

Nie było sensu krzyczeć. Nie byłam na tyle głupia, wiedziałam że to nic nie da. Patrzyłam na niego pytająco.

- Mogłabyś nie krzyczeć i nie próbować uciekać? Nic ci nie zrobię. - poprosił spokojnie.

- Porwałeś mnie - odpowiedziałam zdziwiona jego głosem i słowami.

- Porwałem, ale nic ci nie zrobię. wzruszył ramionami patrząc w ścianę za mną. Podszedł do mnie i patrząc na moje dłonie rozwiązał mi nadgarstki. Potem ukucnął i to samo zrobił z kostkami.

- Twoje udo. Nie boli?

- Nie.

- Ale przecie....- dlaczego ja z nim rozmawiałam.

- Mnie mało rzeczy boli. Można powiedzieć, że nic.

- Jak?

Nie odpowiedział mi już. Musiał sobie coś przypomnieć, bo zacisnął pięści.

- Rób co musisz, ja poczekam. Potem pójdziesz spać. - dodał i wyszedł.

Nie było okna, nie miałam jak uciec. Westchnęłam i poddałam się. Umyłam się i ogarnęłam. Po kilkunastu minutach znów wyszłam. Siedział na starym łóżku i czekał.

- Chce do domu. - powiedziałam

- Jutro.- westchnął. - Połóż się.

- Nie zasnę.

- Ale się połóż. - zrobiłam jak chciał. Stanął przy oknie i w nie patrzył.

To na prawdę było dziwne. Leżałam i czułam każdy mięsień który mnie bolał

Nad niczym nie myślałam, ale powieki stawały się co raz cięższe. Później chyba zasnęłam.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!