85.

17.5K 1.2K 204
                                                  


- Harry możesz mi podać sól? Harry!

Chłopak drgnął i spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela ze zdziwieniem.

- Co się dzieje?

- Jeszcze śpisz? Podaj mi sól.

- A, tak. Jasne.

- Wszystko w porządku?- Hermiona przyjrzała mu się niepewnie- Wyglądasz blado.

- W porządku, w porządku.

NIE BYŁO w porządku. Tuż przed wyjściem z dormitorium znalazł pod swoją poduszką wiadomość od Dumbledore'a.

Harry,

dzisiaj wieczorem, tuż po kolacji, przyjdź do mojego gabinetu pod peleryną niewidką. Jest pewne miejsce, w które musimy się udać. Ubierz się ciepło.

Hasło to: „ciastka czekoladowo- kokosowe"

Miał wielką nadzieję, że w końcu będzie mógł coś zrobić. Ron znikał na całe wieczory- z Hanną odsłuchiwali rozmowy Ślizgonów aż do późnej nocy, Neville szedł do szklarni pomagać profesor Sprout, a gdyby nie posiłki i wspólne lekcje, to i Hermiony cały dzień by nie widział. Czuł się bezużyteczny i to go rozstrajało. Ron nieraz zarzucał mu, że na niego naskakuje bez powodu, ale Harry po prostu czuł się samotny. Dlatego też na kolacji był w znacznie lepszym humorze, czego nie można było powiedzieć o jego przyjaciołach.

- Neville, co ci się stało w rękę?- pytanie było uzasadnione, bo cała dłoń chłopaka pokryta była bąblami.

- A, to... Nic ważnego. Jadowita Tentakula wyraźnie pokazała mi, że nie ma zamiaru oddawać mi swoich kolców bez walki. Hermiono- twoja prośba o nasiona makalosfora jest wyjątkowo ciężka. Wiesz dobrze, że...

- Dopiero za miesiąc będą nasiona. Wiem. Mówię ogólnie, żebyś odłożył z dwa, trzy nasionka na bok.

- One są niebezpieczne.

- Owszem, ale niezbędne do moich badań. Ron, coś nowego?

- Poza tym, że zarówno Zabini, jak i Malfoy powinni mieć obite gęby za to co opowiadają o Ginny i Lavender? Nic nowego, niestety. I to nas trochę martwi- rzucił Muffliato- Nie sądzicie, że skoro Sami- Wiecie- Kto kazał im atakować Zakon wewnątrz szkoły to powinni już dawno podjąć jakieś działania?

- Nikt z nas nigdy nie jest sam- zauważył Neville.

- Owszem, ale Ron ma rację. To jest dziwne. Z tego co zrozumiałam pomiędzy wierszami narzekań Snape'a, to rozkazy Voldemorta... weź się w garść, Ron... wykonywane są od razu. Wszelkie nieposłuszeństwo kończy się źle.

- Zauważyłem, że od czasu do czasu chodzą za mną jacyś Ślizgoni, ale tylko patrzą- Harry uśmiechnął się i wzruszył ramionami- Póki co nie martwmy się. Oni są naszym najmniejszym problemem. A jak twoje poszukiwania, Hermiono?

- Niestety, nie idą mi tak dobrze, jak bym chciała. Jestem już w połowie wiersza, ale wciąż zostało mi sporo do roboty. Prawdę mówiąc miałam nadzieję, że uda mi się dzisiaj porozmawiać z Dumbledore'em.

- Idę do niego zaraz po kolacji. Może pójdziesz ze mną?

- Chętnie. A po co idziesz?

- Zostawił mi notkę. Może chodzi o horkruksy.

Ron zbladł.

- Stary, tylko na siebie uważaj. Przy ostatniej takiej wyprawie prawie nie wróciliście.

- Tym razem będzie lepiej, a przynajmniej taką mam nadzieję- kątem oka zauważył, że dyrektor wstaje od stołu i wychodzi z sali- Zaraz będę szedł. Hermiono?

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now