78.

18.5K 1.2K 347
                                              

- Wybacz, że tak wypytuję, ale skoro może coś się zrodzić pomiędzy nim a Hermioną, to chciałabym wiedzieć o nim tyle, ile mogę.

- Mam ci o nim opowiedzieć?

- Jeśli możesz.

- Oczywiście, że mogę. W pełni rozumiem twoje obawy. Muszę tylko pomyśleć od czego by tu zacząć... Matka Seva- Eileen- była bardzo spokojna, cicha i wrażliwa. Nigdy nie była pięknością, ale była tak radosna, pełna życia i optymizmu, że nie dało się jej nie lubić. Pochodziła z rodu Prince'ów, elity wśród czarodziejów czystej krwi. Albus był jej ojcem chrzestnym i wpajał jej od dziecka, że mugole nie są gorsi. Ojciec Seva- Tobias- był mugolem, nie miał pojęcia o świecie magii, był... robotnikiem w jakiejś fabryce, jeśli dobrze pamiętam. Ten tragiczny nos Sev odziedziczył po nim- Hal uśmiechnął się złośliwie, a Helen parsknęła- Z tego co wiem to poznali się przypadkiem. Ona zbierała zioła nad rzeką i wpadła do niej, a on ją wyłowił. Pobrali się pół roku później, ku wielkiemu oburzeniu rodziny Eileen. Dopiero po ślubie przyznała się do tego, że jest czarownicą i od tego momentu zaczęło się dziać źle. Tobias, tak jak Sev, miał ognisty temperament, ale w przeciwieństwie do swojego syna nie potrafił nad nim panować. Uznał, że Eileen rzuciła na niego jakiś czar i dlatego się z nią ożenił. Zaczęły się kłótnie. Gdy Tobias stracił pracę Eileen zatrudniła się w mugolskim sklepie i zarabiała na nich oboje. Zaczął pić i po jakimś czasie popadł w alkoholizm. Albus nie wie kiedy Tobias pierwszy raz uderzył swoją żonę, ale było to jeszcze przed narodzinami Seva. Przez trzy ostatnie miesiące ciąży Eileen chowała się w Hogwarcie, pod okiem swojego ojca chrzestnego, bo Tobias tak ją bił, że dwukrotnie prawie poroniła. Merlin jeden wie za co go kochała i dlaczego do niego wróciła w miesiąc po porodzie. Od początku było wiadome, że ich syn jest magiczny- jego zdolności objawiły się jeszcze w kołysce, za co jego ojciec go znienawidził. Nigdy nie zwrócił się do niego imieniem, tylko zawsze wyzwiskami. Gdy miał pół roku Tobias uderzył go po raz pierwszy. Tego akurat Albus jest pewien, bo Eileen błagała go o wzięcie chłopaka na wychowanie. Wyszła do sklepu, by kupić coś na obiad i gdy wychodziła dziecko spało. Jednak pod jej nieobecność Sev obudził się i zaczął głośno płakać. Jego ojciec miał akurat kaca po jakiejś większej popijawie i nie mógł znieść tego hałasu. Złapał swojego syna za nóżki i uderzył nim o ścianę- głos Hala był ponury, a Helen przyłożyła dłoń do ust ze łzami w oczach. W upał wkradły się nutki chłodu- Przeżył cudem. Co się działo później- nikt nie wie, bo kiedy Albus odmówił Eileen, ta więcej się do niego nie odezwała. Sam Sev nie lubi mówić o swoim dzieciństwie i jest w stanie cokolwiek powiedzieć dopiero wtedy, gdy jest zalany w trupa. Między nim, a jego matką była wyjątkowo silna więź, była dla niego najważniejsza i nie mógł patrzeć na to, jak ojciec ją bije. Nienawidził go z całego serca i powiedział mi kiedyś, że takiej nienawiści sam Voldemort mógłby się od niego uczyć. Wiem o kilku nieprzyjemnych incydentach- złamana ręka, nóż w ramieniu, gorący olej wylany na szyję i plecy, niezliczone ilości siniaków i ran, oparzenia od niedopałków papierosów, bo robił za popielniczkę... To mi jednak wystarczy, nie chcę wiedzieć więcej. W Hogwarcie Eileen widziała szansę na lepsze życie dla Seva. Był bystry, inteligentny i żądny wiedzy. W tajemnicy przed matką, jeszcze przed szkołą, czytał czarno magiczne księgi, które ta schowała w skrytce pod podłogą. Czarna magia pociągała go, kusiła, obiecywała szansę na uratowanie matki. Był dzieckiem, był naiwny i uwierzył. Idąc do szkoły miał w głowie wiedzę, jaką inni poznają dopiero na szkoleniu Aurorów. Z tą różnicą, że Aurorzy uczą się, jak się przed tym bronić, a on wiedział, jak tego używać. Był wysoki, wychudzony, a jego szaty i książki były zdecydowanie z trzeciej ręki, co dało innym podstawę do wyśmiewania go. Jedynie różdżkę miał nową, jego dziadek Prince uznał, że przynajmniej tyle mu się należy. Jeszcze w pociągu przyczepiło się do niego czterech chłopców- James Potter, Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew- Helen krzyknęła z niedowierzaniem- Wszyscy byli z dobrych rodzin i, jak to dzieci, potrafili być okrutni. Severusa nazwali „Smarkerusem" i to przezwisko ciągnęło się za nim przez cały Hogwart. Trafił do Slytherinu, gdzie stał się odludkiem. Cały swój wolny czas przeznaczał na przesiadywanie w bibliotece i wkrótce Horacy, który był dumny ze swojego „małego geniusza", dał mu nielimitowany dostęp do działu Ksiąg Zakazanych, co było wielkim błędem. Odstawał od reszty- był spokojnym, cichym chłopcem, który musiał być we wszystkim najlepszy. Jego rówieśnicy robili sobie z niego żarty, ale póki miał swoje książki czuł się szczęśliwy. Remus i Peter głównie przyglądali się poniżaniu. To James i Syriusz rzucali w jego stronę różne klątwy i obelgi, podczas gdy on głównie się bronił. Od trzeciej klasy zaczął jednak odpowiadać atakiem na atak i był dobry, cholernie dobry. Jeśli nie udało im się wziąć go z zaskoczenia, to nawet w czwórkę ledwo dawali mu radę. Pod koniec trzeciej klasy w jego obronie zaczęła stawać Lilly Evans, późniejsza żona James'a i matka Harry'ego. Mnie wydaje się, że Sev czuł do niej miętę, ale on zaprzecza. Nie zrozum mnie źle- James, Syriusz i Lilly byli naprawdę wspaniałymi ludźmi. Każdy popełnia błędy- wystarczy spojrzeć na młodego Dracona. W połowie czwartej klasy Seva stała się tragedia, która zaważyła na całym jego życiu. Tobias tak pobił Eileen, że ta na wskutek odniesionych obrażeń zmarła. Albus powiedział, że kiedy przekazał tę informację chłopcu, ten jedynie skinął głową, ale przez tydzień nikt go nie widział. Z wakacji wrócił ze złamaną ręką, zwichniętą szczęką i taką ilością siniaków, że Poppy próbowała wymusić na Albusie, by ten pozwolił mu zostawać na wakacje. Podobno trudno było z Sevem wytrzymać następne dwa lata- jego temperament zaczął się ujawniać i nawet Dumbledore był przerażony tym, jak często wybuchały walki pomiędzy nim, a jego prześladowcami. Na ich siódmym roku objąłem stanowisko nauczyciela Obrony przed Czarną Magią. Merlinie... Od Seva wiało czarną magią nawet przez całą Wielką Salę. Równie silne fale wyczuwałem jedynie od Bellatrix i samego Voldemorta. Nie potrafiłem zrozumieć jakim cudem ten inteligentny, kulturalny chłopak może być aż tak naszpikowany czarną magią. Był już tak wysoki, jak teraz i zawsze mnie irytowało, że musiałem podnosić głowę, by z nim porozmawiać, ale jego rysy twarzy były bardziej zwierzęce i dzikie, a Minerwa mówiła często, że m „srogi i przerażający wyraz twarzy". Polubiłem go, zwłaszcza gdy poznałem jego historię. Mogłem z nim rozmawiać godzinami i nawet jego humory mnie bawiły. Jednak dla niego było za późno na ratunek. Tuż pod koniec siódmej klasy przyjął Mroczny Znak- Hal zacisnął szczęki i następne słowa przychodziły mu z trudem- Pokazał mi go i z dumą stwierdził: „teraz będę potężniejszy. Już nikt nie podniesie na mnie ręki, nie zaśmieje mi się w twarz! Będą się mnie bali i przez ten strach zaczną mnie szanować!". Próbowałem mu wytłumaczyć, że to zły tok myślenia. Pokłóciliśmy się i wychodząc z mojego gabinetu powiedział: „mam nadzieję, że akurat z panem nie będę musiał walczyć. Był pan jedynym człowiekiem, który okazał mi sympatię nie żądając niczego w zamian".

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now