71.

20.4K 1.4K 1.7K
                                                  

Rozejrzała się dookoła i zauważyła coś, co spowodowało, że zaburczało jej w brzuchu. Snape parsknął i podążył za jej wzrokiem.

- Czekolada?

- Jestem aż tak transparentna?

- Oczywiście, że tak. Jesteś Gryfonką.

- Świetnie. Mógłby pan ją tutaj przysunąć?

Jakiś dziwny błysk w jego oku spowodował, że poczuła się niepewnie. Coś kombinował, tylko pytanie co. Teraz patrzył na nią poważnie.

- Ufasz mi, Granger?

To było niespodziewane pytanie, ale odpowiedź była szybka i szczera.

- Tak.

- W takim razie zamknij oczy.

Zrobiła to, o co prosił i słyszała jak coś mruczy, najwyraźniej wypowiadając jakieś zaklęcia. Po chwili poczuła, że przysuwa jej coś do ust.

- Weź.

Czekolada, ale jakaś inna. Rozpuszczała się w ustach i powodowała uczucie całkowitej błogości.

- Pyszne- powiedziała słabo- Co to?

- Nieważne. Gotowa na następną?

- Oczywiście.

- Otwórz usta.

Wiedziała, że powinna czuć się dziwnie- jadła z ręki Snape'a coś, co do czego nie była przekonana czy jest bezpieczne. Ale przecież nie otrułby jej, prawda? Za szybko zamknęła usta i przez przypadek musnęła wargami jego palce. Przeszedł ją dreszcz i miała wielką nadzieję, że nie widać tego po niej. Druga czekoladka była mocno gorzka i smakowała lekko owocowo, ale tak samo jak poprzednia rozpływała się w ustach. Zjadła jeszcze trzy i każda z nich była smaczniejsza od poprzedniej.

- Ta była ostatnia- rzucił wyraźnie rozbawiony Snape. Otworzyła oczy i wiedziała, że wygląda na rozczarowaną.

- Już?

- To były magiczne czekoladki, nie wolno jeść ich zbyt wiele na raz.

- Jak pan to zrobił?

- Nie powiem ci, bo uzależnisz się od nich i będziesz wyglądała jeszcze gorzej.

- Wielkie dzięki- mruknęła. Miała ochotę powiedzieć mu, że jemu nie pomoże nawet tona czekoladek, ale w tym momencie Fred i George zaczęli prosić o uwagę.

- Za pięć minut będzie Nowy Rok, więc zapraszamy wszystkich na zewnątrz!

Miała wrażenie, że w jej żołądku zamieszkało bardzo ruchliwe zwierzątko, gdy tylko słowa bliźniaków dotarły do jej świadomości. Będzie musiała pocałować profesora Snape'a Tłustowłosego dupka z lochów. Przerośniętego nietoperza. Najbardziej irytującego człowieka jakiego znała. Jedynego mężczyznę, który powodował, że robiło się jej gorąco. Oparli się o boczną ścianę domku skąd mogli podziwiać fajerwerki. Fred i George wyciągnęli prawdopodobnie cały zapas fajerwerków, jaki mieli na składzie. Dwie minuty przed północą zaczęli je puszczać. Musiała przyznać, że efekt był niesamowity. Niebo wybuchało wszystkimi kolorami tęczy, huk ledwo zagłuszał okrzyki radości i podziwu. Serce zaczęło jej bić szybciej, gdy wszyscy zaczęli odliczać.

- Granger!- krzyknął do niej Snape- Pamiętasz, jak pytałaś się mnie czy jestem uzdolniony?!

- Pamiętam, że powiedział pan, żebym sama się o tym przekonała!- starała się przekrzyczeć huk fajerwerek i okrzyki zebranych.

- Dobra odpowiedź!

W momencie, w którym tłum ryknął: SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!! Hermiona była oparta o ścianę, a Snape pochylił się nad nią w efekcie zasłaniając jej wszystko inne. Nie, żeby cokolwiek ją teraz interesowało. Przymknęła oczy i drgnęła, gdy poczuła jego oddech na swoich wargach. Dotknął jej twarzy dłonią, gładząc policzki, nos i obrysowując usta. Czuła na sobie jego wzrok i wiedziała, że gdyby otworzyła oczy, to zobaczyłaby, jak jego ciemne oczy płoną. Jego usta były chłodne i twarde, ale kiedy pocałował ją wyczuła, że wewnątrz są ciepłe i miękkie. Smakował brandy- mocno i intensywnie. Instynktownie oddała pocałunek, jednocześnie czując dreszcz, który przebiegł przez całe jej ciało, a który zmusił ją do przybliżenia się do niego. Objął ją w pasie i przycisnął do siebie, a drugą ręką gładził jej kark, pogłębiając pocałunek. Merlinie... Jego pocałunki były tak namiętne, takie perfekcyjne, że nie wiedziała nawet jak się nazywa. Delikatnie ssał jej dolną wargę, by po chwili zająć się górną. Objęła go i stanęła na palcach, by jednocześnie móc się przytulić do jego silnego ciała i nie zrywać pocałunku. Jego usta poruszały się szybko, z pewnością i potrzebą, którą tylko ona mogła spełnić. Gdy poczuła ciepły język pieszczący jej wargi bez wahania uchyliła usta pozwalając mu na penetrację. Smakował ją bez pośpiechu z niemalże bolesną powolnością. Kiedy jego język dotknął jej, by zachęcić do wspólnego tańca, jęknęła i czuła, że jej nogi robią się słabe. Po chwili ich języki walczyły o dominację, o siłę, o przyjemność i żadne z nich nie chciało ustąpić. Krew szumiała jej w uszach i nie docierały do niej okrzyki radości i życzenia, które składali sobie jej przyjaciele. Jej świat ograniczył się do mężczyzny, którego całowała, na nim się skupiła. Przyciągnęła go za kark nieco bliżej siebie i polizała jego wargi, by w nagrodę usłyszeć głęboki pomruk zadowolenia, który podniecił ją, jak nic innego. Ich pocałunki nabierały siły, języki kochały się w najbardziej intymny sposób i zaczęła czuć, że to zdecydowanie za mało. Zaczęła głaskać jego plecy i nawet nie zwróciła uwagi na to, że jej ręka jest już wolna. Był idealny, przynajmniej dla niej. Jego plecy nie były szerokie, ale barki mogły zadowolić każdą kobietę. Wyczuwała napięte mięśnie i rozkoszowała się twardością jego ciała. Kolejny jęk wyrwał się z jej gardła, gdy poczuła, że jego dłonie również rozpoczęły wędrówkę po jej ciele. Lewa dłoń gładziła biodro, a prawa poznawała jej plecy. Gdy oderwał swoje usta od jej fuknęła z irytacji, by po chwili cicho krzyknąć, gdy poczuła jego pocałunki na swojej szyi. Przyciskał ją teraz do siebie zaborczo i z siłą, ale podobało jej się to. Zupełnie tak, jakby chciał jej pokazać, że należy tylko do niego. Jej umysł nie pracował, nie myślał logicznie, a jedynie odbierał impulsy przyjemności. Nigdy nie wiedziała, że ma tak wrażliwą szyję. Obchodził się z nią delikatnie- praktycznie muskał skórę wargami, a gdy zdarzyło się, że ją przygryzł natychmiast łagodził to miejsce wilgotnym językiem. Zacisnął lewą dłoń na jej pośladku, a ona instynktownie przycisnęła swoje biodra do jego i mruknęła z satysfakcją, gdy wyczuła jego erekcję. Zajął się teraz jej uchem- ssał płatek, nadgryzał... Nie chciała być bierna, więc jedną dłonią założyła mu włosy za ucho i pocałowała w początek kości policzkowej, która była naprawdę piękna. Schodziła niżej po szczęce, która okazała się być wrażliwa na dotyk- jego oddech przyspieszał, kilka pomruków wyrwało się z jego gardła, ale gdy przycisnęła swoje usta do jego szyi zadrżała, gdy westchnął z przyjemności. Złapał ją za podbródek i brutalnym ruchem uniósł jej głowę do góry, by pocałować ją z pasją, której nigdy nie doświadczyła. Istotnie miał ognisty temperament. Tym razem odrzucił na bok delikatność i brał jej usta w posiadanie, jego język pieścił jej w sposób, o jakim nawet nie śniła, a który przyprawiał ją o drgawki. To była namiętność i pasja w czystej formie. Niewielu zwróciło na nich uwagę. Hal wyszeptał do pani Granger:

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now