59.

16.3K 1.3K 699
                                              

Usiadła na swoim zwykłym miejscu, a Harry i Ron tuż obok niej.

- Mówię ci, bez ciebie Eliksiry to była porażka...- Ron właśnie dziesiąty raz tego dnia poprawiał swoje wypracowanie- Nie dość, że prawie wysadziłem kociołek, to jeszcze Harry'ego mikstura prysnęła na moją pelerynę. Masakra.

- Też się cieszę, że się pojawiłaś, Granger- Pansy patrzyła na nią złośliwie- Bez twoich kudłów nie było czym wycierać podłogi.

- Trzeba było założyć majtki, Parkinson- odpowiedziała- Wtedy mogłabyś je zdjąć i nimi wytrzeć. Chociaż przypuszczam, że z trzech sznurków nie zrobisz wielkiej szmatki.

- Ja przynajmniej mam co pokazywać.

- Każda dziewczyna ma to samo co ty do pokazywania, a jednak tego nie robi. Czy ty w ogóle się nie szanujesz?

- Cóż, mnie przynajmniej ktoś przeleciał i nie skończę, jako stara panna, która będzie robić sobie dobrze do zdjęcia chłopaka sprzed dwudziestu lat.

- Parkinson! Odwal się od niej!- Ron wstał, cały czerwony, ale Hermiona pociągnęła go za rękaw.

- Usiądź. Wiesz dobrze, że jeśli tkniesz jakiegoś Ślizgona, to kłopoty murowane.

- Właśnie, Weasley, lepiej usiądź- zarechotał Nott- I dalej próbuj włożyć Granger rękę pod spódnicę. Wszyscy w szkole wiedzą, że posuwasz Abbot nocami, a w dzień przystawiasz się do tej szlamy.

Ron wyjął różdżkę, ale Hermiona szybko się odezwała.

- I co z tego? Jak się jest tak przystojnym, jak Ron, to ciężko opędzić się od dziewczyn. Widziałam, jak się na jego widok śliniłaś, Parkinson. Nic dziwnego, że i Puchonka to zauważyła. Mnie osobiście to nie przeszkadza.

Ron zaczerwienił się jeszcze mocniej, jeśli to było w ogóle możliwe, ale nieco się opanował. Hermiona błagała Snape'a, żeby się pospieszył i przyszedł, ale jakoś go nie było widać. Nott postanowił nie odpuścić.

- Wiesz, Weasley, twoja szlama nie rozkłada dla ciebie nóg, ale idę o zakład, że ktoś ją posuwa.

Harry i Ron jednocześnie wyciągnęli różdżki i poderwali się na nogi. Hermiona złapała ich za łokcie.

- O to im chodzi! Siadajcie!- syknęła, ale było już za późno. Zaklęcia zaczęły latać po sali i po chwili Ron przeleciał nad jej głową i uderzył o ścianę. W tym momencie pojawił się Snape.

- CO TU SIĘ DZIEJE?!- ryknął i w ekspresowym tempie pozbawił wszystkich różdżek, łącznie z jej własną. Kiedy ją zauważył nie okazał swojego zdziwienia, ale jego oczy zwęziły się w sposób, który dobrze znała. W jego wnętrzu panowała dzika furia i najmniejsza iskra mogła spowodować wybuch. Obudził Rona i kiedy wszyscy usiedli przemówił głosem tak pełnym lodu, że nawet Ślizgoni drgnęli- Co tu się działo? Parkinson?

- Weasley i Potter zaczęli rzucać w nas klątwami, więc musieliśmy się bronić, panie profesorze. Nie wiem o co im poszło.

- Wspaniale. Gryffindor traci...

- Oni mówili okropne rzeczy na temat Hermiony!- krzyknął Ron- Nazywali ją... szlamą!

Snape lekko drgnął, ale nawet nie spojrzał na Ślizgonów, którzy zaczęli się szczerzyć.

- Siadaj, Weasley i naucz się, że nie należy się odzywać bez pytania. Nie obchodzi mnie kto co mówił. Jeśli wy zaczęliście tę bitwę, to poniesiecie konsekwencje.

- Ale on ma rację!- Dean oburzył się, a Hermiona jęknęła w duszy. Nie wiedzieli kiedy się zamknąć?!- Nie pozwolimy na to, by ktoś mówił o naszej koleżance, że ktoś ją posuwa!

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now