54.

16.9K 1.3K 380
                                                  

Była niewyspana, zła, smutna i rozgoryczona. Dlatego kiedy szła w kierunku sali od Eliksirów cieszyła się, że jest tak wcześnie- nikt nie musiał jej oglądać w takim stanie. Od zawsze wiedziała, że uczucia ma wypisane na twarzy i zdawała sobie sprawę z tego, jaką może mieć teraz minę, co w połączeniu z podkrążonymi i zaczerwienionymi od płaczu oczami na pewno wyglądało upiornie. Bez pukania weszła do sali od Eliksirów i na wstępie usłyszała:

- Czy ja ci nie mówiłem, że masz pukać?!

- Tak, mówił pan, ale jakoś nigdy się tym nie przejmowałam.

- Nie zaczynaj, Granger. Nie mam na to nerwów.

Był równie wściekły jak ona, jeśli nie bardziej. Szybkim krokiem przemierzał trasę kociołek- magazyn- kociołek. Ściągnięte brwi, zaciśnięte usta i stalowy błysk w oczach wyraźnie mówił jej, że lepiej być cicho. Kiedy w końcu zatrzymał się na dłużej przed kociołkiem odważyła się przemówić.

- Panie profesorze, co dzisiaj mam zrobić?

- Poza siedzeniem cicho? Wymyśl coś. Dumbledore chwilowo potrzebuje jedynie jednego kociołka Veritaserum, a mimo to uparł się, że masz być dzisiaj tutaj- przez chwilę była cisza- Wymyśliłaś coś?

- Nie, ale czekam na propozycje. Najlepiej żeby było to coś, co pozwoli mi się uspokoić. Najlepiej jakaś paskudna trucizna.

Snape obrócił się szybko, a jego szaty zawirowały wokół niego. Rzucił jej ponure spojrzenie.

- Nie będziesz warzyła niczego niebezpiecznego, Granger. Nie chcę umierać wskutek twojej pomyłki. To byłaby hańba.

- Ja się nie mylę!

- Tak? Więc to- wskazał dłonią zieloną plamę na ścianie- wzięło się samo z siebie?

- Profesorze, albo da mi pan jakąś paskudną miksturę do zrobienia, albo na panu wyładuję swoje mordercze zamiary.

- Świetnie się składa, bo ja również mam mordercze zamiary- parsknął i wyciągnął różdżkę. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszyła się, że czeka ją pojedynek ze Snape'em. Machnięciami różdżek ustawili stoły pod ścianami i zabezpieczyli kociołek z bulgoczącą bazą do Veritaserum.

- Wracamy do podstaw, Granger- zaczęli poruszać się jakby po okręgu i wpatrywali się w przeciwnika- Co jest pierwszą zasadą?

- Uderz pierwsza, nie czekaj na zaproszenie.

- Dokładnie. Wytłumacz mi więc co teraz robisz?!

Przygryzła dolną wargę i zaczęła się zastanawiać jak to wytłumaczyć.

- Czekam na odpowiedni moment, panie profesorze.

Kiedy tylko nabrał powietrza w jego kierunku śmignęło czerwone światło, którego ledwo uniknął. Jednak jego peleryna nieco na tym ucierpiała.

- Daj mi chwilę, muszę to zdjąć.

Zaczął zdejmować obszerne szaty i po chwili stał w surducie. Nie mogła nic poradzić na to, że zauważyła, że ma bardzo zgrabną sylwetkę. Ten wiktoriański surdut przylegał do jego ciała ZBYT dobrze. Wściekła, tym razem na samą siebie, wysłała ku niemu zaklęcie rozbrajające, a tuż za nim odrzucające. Uniknął obu i ze zdumiewającą prędkością posłał jej kilka innych. Nie była tak zwinna, ale udało się jej w odpowiednim momencie pochylić. Złość ją rozsadzała i bez namysłu zaczęła rzucać klątwy. Uśmiechnęła się pod nosem gdy zauważyła, że Snape głównie broni się. Krzyknęła, gdy włamał się do jej umysłu. Nie potrafiła go stamtąd wyrzucić, więc przewidywał każdy jej ruch. Tym razem to ona musiała się bronić i wychodziło jej to zdecydowanie gorzej. Przede wszystkim było tu za mało miejsca i po chwili została przyparta do ściany bez możliwości ucieczki. Wzniosła tarczę i skupiła się na wyrzucaniu Snape'a ze swojej głowy. Wysłała mu obraz samej siebie próbującej rzucić Expelliarmus w jego lewy bark. Zamiast tego rzuciła zaklęcie w prawo. Wzięty z zaskoczenia wypuścił różdżkę, która po chwili znalazła się w jej dłoni. Okręciła się wokół własnej osi i zachichotała.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now