50.

16.7K 1.3K 749
                                                  

Hermiona siedziała w bibliotece i cały czas powtarzała sobie w głowie słowa Rona. Skoro „Maria" jest figurą stylistyczną, to jak to się ma do eliksiru? I co to ma wspólnego z daniną z krwi? W sumie bard nie napisał czyj kciuk naciął... Czyżby możliwe było to, że potrzebna jest krew kogoś bliskiego? Nie, to bez sensu. Na wszelki wypadek zapisała swoje przemyślenia i postanowiła przejść dalej.„Czystości nieskalanej światło, w jasnym świecie bladło". Wszystko wspaniale, tylko co to za czystość?! Robaczki świętojańskie, wróżki? Wszystkie lekko świeciły, ale żadne z nich nie było „czystością nieskalaną". Więc co? W poszukiwaniu natchnienia rozglądała się nieprzytomnie po bibliotece, ledwo rejestrując większość faktów. Kiedy jednak jej wzrok zatrzymał się na zegarku poczuła, że sztywnieje. Dwie godziny temu miała być w pracowni Eliksirów. Powstrzymując krzyk wrzuciła szybko książki do torby, odesłała te, których nie potrzebowała i pobiegła prosto do lochów. Przed drzwiami zatrzymała się i niepewnie zapukała.

- Wejść- doszło ze środka wściekłe warknięcie. Wspaniale, zapowiadało się długie popołudnie.

- Em... Panie profesorze, przepraszam za spóźnienie...

- Dziesięć punktów od Gryffindoru, Granger i ciesz się, że tylko tyle! Marsz do swojego kociołka!

Był zły, nie wściekły, co zapowiadało albo burzę, albo słońce. Wszystko zależało od tego, jak to rozegra.

- Gdyby nie to przeklęte zapotrzebowanie Zakonu na taką ilość Veritaserum, to w życiu byś tutaj nie stała! I w dodatku, kiedy już muszę znosić twoją obecność, ty się spóźniasz!!!

- Profesorze, nie może pan mówić o Zakonie w sali, gdy słychać...

- NIE MÓW MI CO MI WOLNO, A CO NIE, GRANGER!!!- ryknął i z wściekłością zaczął ciąć coś, co już wyglądało jak mokra papka- Poza tym ta sala jest chroniona wszelkimi zaklęciami przeciwko podsłuchowi. Mogłabyś wysadzić całą salę, a na zewnątrz nawet by nie zadrżało. Co nie oznacza, że masz próbować- dodał jadowitym tonem. Postanowiła zignorować jego przytyk i rozpaliła ogień pod kociołkiem. Po godzinie uznała, że bez większych przeszkód może się odezwać.

- Bolą pana plecy i twarz, prawda?

- Nie, to przyjemne uczucie głaskania- sarknął- Skąd ta błyskotliwa dedukcja? Jesteś potomkiem Sherlocka? A może Watsona?

- Ani tego, ani tego, chociaż jestem pod wrażeniem pańskiej znajomości literatury mugolskiej. Sądziłam, że ogranicza się pan do Batmana- musiała siłą powstrzymywać się od śmiechu- Zauważyłam, że jest pan w znacznie gorszym humorze, kiedy pana coś boli. Stąd wnioskuję, że...

- Ja ZAWSZE jestem w złym humorze, Granger, a dzisiejsze pogroszenie stanu zwykłego było spowodowane twoim całkowitym brakiem odpowiedzialności.

- Moim całkowitym...?!

- Tak, twoim całkowitym brakiem odpowiedzialności. Czy ja zawsze muszę się przy tobie powtarzać?

- Siedziałam w bibliotece i odrabiałam zadania domowe!- niewielkie kłamstwo- Nie moja wina, że większość czasu spędzam tutaj uwięziona z panem!

- Granger, ja jednocześnie potrafię uczyć, sprawdzać prace idiotów, szpiegować, znosić Hala, chodzić na spotkania z Czarnym Panem i być tutaj z tobą uwięzionym. Sądzę, że masz nieco mniej zajęć?

Tu miał rację, ale nie da mu tej satysfakcji.

- Owszem, mam mniej zajęć, ale jestem od pana znacznie młodsza i męczę się znacznie szybciej. Mój organizm potrzebuje więcej snu. Mogłabym niedosypiać, ale niedospany uczeń, to uczeń niebezpieczny, jak sam pan często powtarza.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now