47.

17.3K 1.3K 1.9K
                                              

Hermiona weszła do sali od Eliksirów niepewna tego, jak zostanie przyjęta. Kiedy Ron i Harry opisali jej co się działo w Skrzydle Szpitalnym poczuła się naprawdę obrzydliwie. Snape stał nad kociołkiem i mruczał zaklęcia. Wyglądał normalnie, tylko pionowa zmarszczka pomiędzy jego oczami wskazywała na to, że odczuwał ból lub złość.

- Profesorze?

- Spóźniłaś się pięć minut, Granger. Bierz się za Veritaserum.

Kiedy stała w tym samym miejscu obrócił się i spojrzał na nią ponuro.

- Zamierzasz tu stać cały dzień?

- Nie, panie profesorze. Ja...- nabrała powietrza i spojrzała prosto w czarne, chłodne i ostre oczy- Ja chciałabym podziękować i przeprosić. Podziękować za uratowanie mnie i przeprosić za to, co mówiłam. Naprawdę nie chciałam! W sumie nawet nie wiem co dokładnie mówiłam, ale Ron i Harry przekazali mi co najczęściej powtarzałam. Przepraszam!

Spojrzała na własne stopy, zacisnęła pięści i zęby oczekując na odpowiedź.

- Veritaserum, Granger. Cztery kociołki.

Już lepiej żeby wrzeszczał. Kiedy kroiła odnóża żaby rogowatej ledwo powstrzymywała łzy. Wspaniale! To ona nic nie pamięta, a on o to jest zły?! Kiedy była w połowie pracy nie wytrzymała i obróciła się do niego.

- Mógłby pan chociaż coś powiedzieć!

- Wydaje mi się, że wydałem ci polecenie. Zaliczyłbym to do „powiedzenia czegoś".

- Dlaczego jednak nie ma ani jednego komentarza?! Ani jednej złośliwej odpowiedzi?! Jeśli jest pan na mnie zły- niech pan krzyczy!

Wciąż stał obrócony do niej plecami i zajmował się swoimi kociołkami.

- Od kiedy lubisz kiedy krzyczę? Granger, jestem zajęty i nie mam czasu na twoje fanaberie.

Szybko przeszła dzielącą ich odległość, złapała go za łokieć i pociągnęła.

- Niech pan na mnie spojrzy kiedy mówi!

Uparcie zasłaniał się włosami.

- Nie mam na to ochoty. Zostaw mnie i zajmij się swoim zadaniem.

- Czego pan się boi? Przecież nie ugryzę pana.

- Niczego. Zostaw mnie.

Odepchnął ją tak mocno, że prawie upadła na podłogę. O, nie. Tak łatwo to ona się nie da! Wyczuła moment, w którym będzie sięgał po składniki i wepchnęła się pomiędzy niego a stół. Musiał spojrzeć jej w twarz. Zdążyła zauważyć jedynie szeroko otwarte oczy, ale po chwili już stał dwa kroki w tył i udawał, że jest zafascynowany czyszczeniem swojej peleryny.

- Dlaczego, do diabła, nie patrzy pan na mnie?!

- Bo nie chcę. Granger, nie mam nastroju na kłótnie.

- Nie chodzi o kłótnie. Unika mnie pan.

- Gdybym cię unikał, to nie byłoby mnie w tym samym pomieszczeniu.

- Och, rozumiem. Użala się pan nad sobą- prychnęła z pogardą- Severus Snape, groźny Mistrz Eliksirów nie może spojrzeć w oczy uczennicy, bo się wstydzi! Głowa Slytherinu nie może spojrzeć w oczu zwykłej Gryfonce! Cóż za odwaga i poświęcenie, panie profesorze. Bez wątpienia Ślizgoni biorą z pana przykład. Tak samo tchórzliwi.

Zauważyła, że zaczynał zaciskać pięści. To dobrze, czekała aż wybuchnie. Nie może tego wszystkiego dusić w sobie, bo zwariuje bardziej niż teraz.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now