41.

16.6K 1.2K 252
                                                  

Oczy Hermiony omal nie wyszły z orbit- Harry sam z siebie przyszedł porozmawiać z profesorem Snape'em? Musiało z nim być naprawdę źle. Stali teraz przed biurkiem Mistrza Eliksirów i rozmawiali przyciszonymi głosami. Dokładniej- Snape syczał, Harry wściekle zaciskał pięści i wymieniali między sobą pełne nienawiści spojrzenia. Było to dalekie od przyjacielskiej pogawędki. Co dziwniejsze profesor McGonagall stała właśnie obok niej i machała nad nią różdżką.

- Po co pani to robi, pani profesor?

- W zeszłym tygodniu profesor Slughorn założył te śmieszne kratki przeciwko truciznom. Niestety, dzisiaj kończą swoją przydatność. Udasz się z profesorem Snape'em do kanałów i będziesz zakładała odpowiednie zaklęcia. Profesor dokładnie ci powie jakie.

- Tam... tam jest ciemno?- przełknęła głośno ślinę. Starsza kobieta wiedziała o co jej chodzi.

- Będziesz miała różdżkę, więc nic ci nie grozi. No i nie będziesz sama.

- Wielkie dzięki za takie towarzystwo- mruknęła, czym zasłużyła na rozbawione spojrzenie swojej głowy Domu.

- Czasami zastanawiałam się czy nie powinnaś znaleźć się w Ravenclawie z takim mózgiem, ale teraz jestem już całkowicie pewna, że powinnaś być w Gryffindorze. Od pierwszej klasy nadstawiałaś kark dla swoich przyjaciół, ale to zrobiłby nawet Puchon. Przyjaźń jest ważna dla wszystkich domów, prócz Slytherinu. Jednakże wykłócanie się i dyskutowanie z Severusem, głową Slytherinu, przypomina drażnienie i tak wściekłej kobry. Coś, do czego jedynie prawdziwy Gryfon jest zdolny.

- Pani profesor, KAŻDY, nawet Hanna Abbot, zaczęłaby się kłócić z profesorem Snape'em gdyby musiała spędzić z nim tyle czasu. Muszę pyskować, inaczej zwariowałabym.

Profesorka zachichotała.

- Też prawda. Co nie zmienia faktu, że jestem dumna z ciebie, moje dziecko.

Uśmiechnęły się do siebie, a Hermiona poczuła, że ma czerwone policzki- tak miło było być chwaloną przez kogoś, kogo uważa się za autorytet. Chciała coś odpowiedzieć, ale w tej chwili Harry ryknął:

- ŻE JAK?! KŁAMIE PAN!!!

Snape patrzył spokojnie na wrzeszczącego chłopaka, jakby się tego spodziewał.

- Potter, po co miałbym kłamać?

- Obrażał pan mojego ojca, a teraz matkę?! Jak pan śmie!!!

- Potter, albo mnie wysłuchasz, albo możesz sobie iść w diabły i obudzić się z krwią takiej, na przykład, panny Granger na rękach. Tego chcesz?

Hermiona drgnęła, kiedy ją wspomniano, a dzikie spojrzenie jej przyjaciela w niczym nie pomogło. Czyżby czarna magia miała na niego aż tak wielki wpływ?

- Niech pan... przejdzie do sedna- mruknął zrezygnowany chłopak i ponownie zaczęli szeptać. Po jakiejś godzinie, w czasie której profesor McGonagall wciąż rzucała na nią zaklęcia, Harry wyszedł, wyglądając na lekko chorego, a Snape spojrzał na dwie kobiety niechętnie.

- Już?

- Jeszcze chwilka, Severusie. Sporo zaklęć wymagasz.

- Nie mam możliwości wejścia do niektórych odpływów i Granger będzie zdana na siebie. Głupio byłoby umrzeć podczas wojny tylko dlatego, że jakiś wąż ją ukąsił.

Zbladła i zauważyła, że pomimo wypowiadanych słów słyszy w jego głosie satysfakcję. Witamy z powrotem, przerośnięty nietoperzu z lochów- pomyślała ponuro.

- Jeśli to z powodu węża, to cała wina spadnie na pana, profesorze. W końcu godłem Slytherinu jest wąż, czyż nie tak?

- Co nie oznacza, że potrafię z nimi rozmawiać. Przypuszczam więc, że wina spadnie na Pottera.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now