39.

15.7K 1.2K 303
                                                  

Hal chodził po swoim dywanie zdecydowanie zaniepokojony. Sev miał się do niego odezwać kiedy tylko skończy majstrować te swoje eliksiry. Miał do niego sprawę, która nie mogła czekać. Pewien plan, który należało wprowadzić w życie na tyle subtelnie, na ile się dało. Spojrzał na zegar i zaklął- trzecia w nocy. To już nawet nie chodziło o jego przyjaciela- był przyzwyczajony do bezsennych nocy pełnych pracy, ale Hermiona... Ta dziewczyna miała energię właściwą swojemu wiekowi, ale jej wytrzymałość była dość niska. Wyszedł szybko ze swojego pokoju położonego we wschodniej wieży i zaczął szybko schodzić na dół. Nieraz się zdarzało, że Sev sam się otruł lub prawie wysadził w powietrze, ale nawet wtedy powiadamiał go, że się spóźni. Panika zaczęła w nim narastać i do lochów praktycznie biegł. Otworzył drzwi do gabinetu, salonu i sypialni- pusto. Została więc pracownia. Otworzył drzwi i aż uchylił usta w zdumieniu. Cała sala była pokryta jakąś dziwną zielonkawą posoką, która w dotyku była twarda niczym kamień. No, jeśli któreś z nich tym oberwało, to możliwe, że będzie kolejny pogrzeb- pomyślał, czując, że coś wyjątkowo ciężkiego usiadło mu na żołądku. Polubił tę dziewcznę, niech go Merlin trafi, naprawdę polubił ją. A przede wszystkim- pasowałaby do Sev'a, tylko trzeba byłoby zrobić mu kompletne pranie mózgu i wszczepić inną osobowość. Była energiczna, bystra, zdolna i niesamowicie silna wewnętrznie. Zupełnie jak jego przyjaciel. Sprawdził najpierw pod biurkiem- nikogo. Dopiero kiedy spojrzał na prawo zainteresowała go czarno-zielona bryła spod której wystawały nogi, obecnie upaćkane tym czymś. Tknął je i zmartwiał- kamień. Niedaleko leżały dwie różdżki, najwyraźniej wytrącone im z ręki. Ktoś ich zaatakował czy też oni doprowadzili do eksplozji. I gdzie, do diabła, jest Hermiona? Czyżby w środku? Westchnął- nigdy nie był dobry w transmutowaniu martwych przedmiotów. Po chwili kamień zmienił się w ciecz, którą niegdyś pewnie był i wylądował w skamieniałym kociołku. To czarne, to była nieśmiertelna peleryna Sev'a. Najwidoczniej kiedy zauważył niebezpieczeństwo złapał Hermionę i zakrył ich. Zawsze miał refleks. Uwolnił również nogi i dopiero wtedy rozłożył poły peleryny tylko po to, by ze zdumienia usiąść na najbliższym krześle i wpatrywać się w coś co, jak sądził, nie będzie mu dane nigdy zobaczyć. Sev siedział oparty o szafkę, nogi miał wyrzucone do przodu, za to rękoma obejmował Hermionę, a policzek opierał o jej głowę. Dziewczyna była skulona, ale opierała się o mężczyznę z pełną ufnością. Musiał powstrzymywać łzy wzruszenia kiedy jego przyjaciel zaczął mamrotać, drgawki zaczęły nim trząść, ale chwilę po tym jak ścisnął ramiona i schował twarz w gąszczu włosów dziewczyny rozluźnił się, powrócił do poprzedniej pozycji i lekki uśmiech pojawił się na zwykle wykrzywionych ustach. Hal Friedrich był mężczyzną uczuciowym, wiedział o tym, ale rzadko kiedy płakał. Po prawdzie bardzo rzadko. Od skończenia Hogwartu płakał dwa razy ze smutku- gdy dowiedział się o ślubie Molly i gdy doszły do niego plotki o okrucieństwie Sev'a- Śmierciożercy- i dwa razy ze szczęścia- gdy jego przyjaciel dołączył do Zakonu i gdy jego matka tuż przed śmiercią, powiedziała mu, że jest z niego dumna. Teraz jednak był piąty raz. Pragnął- och, jak bardzo!- by ten chłopak, którego traktował, jak syna, znalazł swoje szczęście, na które zasługiwał po tylu latach bólu. To, co właśnie zobaczył, dało mu nadzieję. Teraz pytanie, które pierwsze z nich obudzić? Po namyśle doszedł do wniosku, że Hermiona szybciej się z tym pogodzi. Sev pewnie do końca życia wypierałby się tego i w dodatku robiłby wszystko na opak. Jak zawsze zresztą. Delikatnie potrząsnął dziewczyną, ale ona jedynie mruknęła coś w proteście i mocniej wtuliła się w młodszego mężczyznę. Hal nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, ale dalej próbował ją obudzić. W końcu uniosła niechętnie powieki, zamrugała kilka razy i dopiero po chwili zdała sobie sprawę kogo widzi.

- Profesor Friedrich...

- Hal, moja droga. Dobrze się śpi?

- Mhm...- ponownie zamykała oczy, ale jeszcze raz nią potrząsnął. Trzeba zastosować terapię szokową.

- Zanim ponownie zaśniesz lepiej zobacz, jaką masz poduszkę.

Wciąż nieprzytomna niechętnie podniosła wzrok, który najpierw zatrzymał się na czarnym płaszczu, a dopiero później na bladej twarzy. Oczy dziewczyny w jednej chwili zrobiły się wielkości galeonów i szybko wstała, nie przejmując się tym, że właśnie uderzyła czubkiem głowy w łuk brwiowy Sev'a, który syknął i również się obudził, w pierwszym odruchu szukając różdżki.

- Tego szukasz?- podał mu czarny, długi przedmiot. Drugi, zdecydowanie krótszy i jaśniejszy, wręczył Hermionie.

- Hal, co ty do diabła tutaj robisz?

- Mniemam, że właśnie uratowałem wam życie zdejmując z twojej peleryny to świństwo- wskazał kciukiem na zepsuty kociołek. Sev warknął do swojej asystentki:

- Który to już kociołek rozwaliłaś?

- Ja? Jeden! A pan rozwalił drugi!

Miała głębokie rumieńce na policzkach, ale dzielnie trzymała podniesioną głowę.

- Granger, nie wypróbowuj mojej cierpliwości.

- To pan w ogóle jakąś ma?

- Hal, która jest godzina?

- Koło trzeciej w nocy.

- Granger, śmigasz do łóżka i nie musisz dzisiaj rano przychodzić. Wyśpij się.

Próbowała protestować, ale wściekłe spojrzenie Mistrza Eliksirów uciszyło ją. Spięła się i krzyknęła:

- Świetnie! Niech pan sam sobie radzi, bo przecież jest pan w tym mistrzem, no nie?! Dobranoc!

I wyszła trzaskając drzwiami. Sev skrzywił się.

- Zero kultury. Hal, musisz pomóc mi wstać- westchnął- Wszystko mnie boli.

Kiedy już obaj stali przeciągnął się i parsknął, gdy usłyszał trzaski w kręgosłupie.

- Kiedy ostatnio byłeś u uzdrowiciela?

- Sądzisz, że któryś z nich poradzi cokolwiek na efekty Cruciatusa? Bo ja szczerze wątpię- ogarnął wzrokiem salę- Ale bałagan...

Zaczął machać różdżką i po kilku minutach wszystko wyglądało tak, jakby nic się nie stało. Zostawił jedynie zieloną plamę na jednej ze ścian.

- A to po co?- wskazał ją palcem Hal. Złośliwy grymas pojawił się na obliczu przyjaciela.

- Pomnik. Ostrzeżenie dla tych, którzy bawią się eliksirami. Gdyby którekolwiek z nas dostało tym w twarz, to mógłbyś odprawić piękną mszę pogrzebową pełną fałszywych ochów i achów.

- Bardzo śmieszne.

- Staram się.

- Dziwię się jednak, że spędziłeś kilka godzin w towarzystwie kobiety, która nie była od ciebie dalej niż na wyciagnięcie różdżki- zachichotał i nie umknął mu uwagi rumieniec na twarzy Sev'a, który natychmiast został zasłonięty kurtyną czarnych, jak skrzydło kruka włosów.

- Granger da się znieść. Zwłaszcza kiedy śpi i nic nie mówi.

- Które z was zasnęło pierwsze?

- Hm? Przypuszczam, że ja. Coś nie tak?

- Niemożliwe. Ty zasnąłeś w czyjejś obecności?

- Nie sądzę, bym miał coś ciekawszego do roboty w tym czasie.

Przywołał nowy kociołek i zapalił pod nim ogień. Hal lubił obserwować, jak Mistrz Eliksirów pracuje- miał pewne ruchy, nie robił niczego bez potrzeby.

- Potrafię jednocześnie rozmawiać i pracować. Co chciałeś mi powiedzieć?

- Mam pewną małą wojnę do rozegrania.

- A ja mam być pionkiem? Dzięki wielkie, ale miejsce dla mojego pana jest już zajęte, nawet nieco przeładowane.

- Pionkiem!- krzyknął Hal z oburzeniem- Ja proponuję ci współpracę. Spodoba ci się to.

- Mów.

Kiedy skończył odpowiadać, Severus Snape uśmiechał się szeroko.

- Tak... Wchodzę w to. To będzie coś wspaniałego.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now