38.

20K 1.3K 1.7K
                                                  

Hermiona zdecydowanie była w jednym kawałku, ale biorąc pod uwagę wściekłość Mistrza Eliksirów ten stan nie miał zbyt długo potrwać. Stał nad nią i pilnował czy dodaje odpowiednią ilość kropli jadu kobry i w momencie, w którym powinien milczeć, syknął jej prosto do ucha, żeby uważała na ostatnią kroplę, więc oczywiście poleciała o jedna za dużo. Zdążyła usłyszeć: „CHOLERA!" i po chwili czuła, jak jedną ręką łapie ją w pasie, a drugą ochrania ich peleryną. Chciała mu powiedzieć, żeby ją puścił, ale w tym momencie doszło do eksplozji i rzuciło ich na podłogę. Snape uderzył plecami o jedną z szafek- słychać było, jak spadają słoiki. Jeden spadł jej prosto na głowę i tylko dzięki obecności mocnej peleryny miała się nabawić jedynie guza, a nie rozcięcia. Zamroczyło ją, ale jak przez mgłę czuła, że coś kapie na ich ochronę. Kiedy już była w stanie myśleć odsunęła się od profesora i próbowała wstać, ale miała wrażenie, że uderzyła głową w ścianę.

- Siedź spokojnie, Granger- rzucił szorstko Snape i wiedziała, że nie wyjdzie z tego żywa- Ile kropel powinnaś dolać?!

- Trzy...

- A ile dolałaś?

- Cz-cz-cztery...

- Wspaniale, po prostu cudownie- zadrwił, po czym fuknął z irytacją- Masz przy sobie różdżkę?

Obszukała się, przez przypadek kilka razy uderzając swojego nauczyciela dłońmi, lub łokciami.

- Nie, widocznie mi wyleciała z ręki.

- Podobnie moja.

- Dlaczego nie mogę się wydostać spod tej peleryny?

- Ponieważ jest teraz równie twarda co mugolski beton, idiotko! Jad kobry jednocześnie truje i wzmacnia spoiwa cząsteczek elementarnych. Jedna za dużo i każda materia, której dotknie zmienia się w kamień, co spotkało moje buty, moje skarpetki, moje nogawki i moją pelerynę! Dopóki ktoś tu nie przyjdzie jesteśmy skazani na siebie.

Jęknęła ze zgrozy, gdy pojęła w jakiej jest sytuacji. Szpara pomiędzy peleryną a ziemią mieściła nogi Snape'a, ale nie dało się pod nią przejść.

- Nie może pan wstać?

- Chciałbym!- wrzasnął- Jednak tył peleryny przywarł do szafek, a moje nogawki do ziemi! Utknęliśmy tu przez ciebie, do jasnej cholery!!!

- Och, niech się pan zatka w końcu! Ogłuchnę i to będzie pańska wina. Lepiej pomyśleć nad jakimś wyjściem.

- A na czym niby spędziłem ostatni kwadrans?! Nawet nie możemy zawołać skrzata domowego, bo w czasie roku szkolnego mają zakaz pojawiania się w pracowniach. Krzyki też się na nic nie zdadzą, bo to cholerstwo skutecznie tłumi wszelkie dźwięki.

Zaczęła ją ogarniać panika- nie miała klaustrofobii, o nie. Ale panicznie bała się ciemności. A tutaj było wyjątkowo ciemno. Nie widziała nawet swojego nosa. Łzy napłynęły jej do oczu, zaczęła szybciej oddychać i napierać barkiem na ścianę peleryny (gdyby była przytomniejsza pewnie popłakałaby się ze śmiechu na takie porównanie).

- Ej, Granger, co się dzieje?! Granger? Nie mów mi, że na dodatek do tej wspaniałej sytuacji, masz klaustrofobię?!

- Nie- zapłakała- Ciemność! Tu jest ciemno!

Próbowała i próbowała, ale nic jej z tego nie wychodziło, więc zaczęła walić pięściami, nie zważając na ból. Nagle poczuła silne ręce obejmujące jej ramiona i ciągnące w dół. Nawet nie czuła, że płacze, ale kiedy wtuliła się w Snape'a niemal natychmiastowo zmoczyła mu przód szaty. Głaskał jej włosy i plecy cały czas cicho szepcząc:

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now