31.

16.2K 1.2K 363
                                                  

Kiedy Harry wydał z siebie pierwszy okrzyk pełen bólu Hermiona podskoczyła i spojrzała na przyjaciela. Oczy miał zamknięte, a drugą ręką uciskał bliznę. Niewiele myśląc zamknęła ranę na nadgarstku i próbowała do niego mówić.

- Harry! Harry! Co z tobą? Harry!

Po chwili stanął obok nich Snape, który wycelował w chłopaka różdżkę.

- Oddziel się, Potter!- krzyknął- Zerwij połączenie! Cholera jasna!

Najwidoczniej coś zrobił, bo Harry przestał krzyczeć, za to prawie spadł z krzesła, ale złapała go.

- Co pan zrobił, profesorze?!

- Nie wpadaj mi tu w histerię! Wyłączyłem jego umysł.

- CO pan zrobił?!

- Muszę się powtarzać?! Wyłączyłem wszelkie procesy myślowe. Sądzę, że to nazywa się śmiercią w ludzkim pojmowaniu medycyny.

Nogi się pod nią załamały i stuknęła kolanami w podłoże. Łzy pociekły jej po policzkach.

- To on nie żyje?

- Żyje, ale jeśli za dwie minuty go nie obudzę to dojdzie do śmierci nawet w sensie magicznym.

- Nie rozumiem.

- Istnieją pewne... klątwy, które powodują zatrzymanie pracy mózgu, nie serca. Potter ma zbyt cenne informacje w głowie, by Czarny Pan mógł do niej wchodzić. Musiałem temu zapobiec, skoro ten imbecyl nie nauczył się stosować poprawnie Oklumencji! W tej chwili jego życie podtrzymuje magia. U mugoli człowiek umiera, gdy wyłącza się jego mózg. U nas, czarodziejów, człowiek umiera gdy przestaje bić jego serce. Mózg da się uratować, serce nie.

Przyłożył różdżkę do skroni Harry'ego i szybko coś wymamrotał. Po chwili jej przyjaciel otworzył oczy i pomasował bliznę.

- On jest zadowolony- powiedział ponuro- Bardzo zadowolony.

- Czego nie można powiedzieć o mnie. Potter, czy ty przypadkiem nie miałeś się uczyć Oklumencji właśnie na takie chwile?!

- Ja... Ja się uczę, ale... No...

- Cóż za potok elokwencji! Od dzisiaj codziennie będziesz przychodził i ćwiczył ze mną Oklumencję! Bez dyskusji, Potter!!!

Hermiona westchnęła- była wdzięczna Snape'owi za uchronienie myśli Harry'ego, ale zdecydowanie wolała go gdy spał. Jego wrzaski niedługo spowodują jej głuchotę. Dopiero teraz zwróciła uwagę na to, że Ron w ogóle nie wydał żadnego dźwięku. Spojrzała w kierunku swojego... ych... chłopaka i ze śmiechem zauważyła, że zasnął. Harry głośno przełknął ślinę i rozedrganą ręką sięgnął po sierp.

- To... kończymy, tak?

- Nie- powiedziała ku zdziwieniu obecnych- Jesteś zmęczony. Idź z Panią Pomfrey. Ja dokończę.

- Granger, czy ja się nie wyraziłem jasno, że ty dzisiaj nie bawisz się w krwiodawstwo?

- To tylko dwie miarki. Dam radę, panie profesorze. Jadłam porządne śniadanie.

- Ale nie jesteś wyspana. Odpada. Potter, tnij.

Wyrwała sierp z ręki zielonookiego i zanim którykolwiek zdążył zareagować przecięła nadgarstek i zaczęła napełniać trzecią czarkę.

- To załatwia sprawę. Harry, idź z Panią Pomfrey. Panie profesorze, jakby mógł pan wrócić do eliksirów, to byłabym wdzięczna. Zostało tylko siedem kociołków.

Pierwsza część jej polecenia została wykonana natychmiastowo, ale Snape, jak to on, stał obok i patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Sama sobie spędzała krew i szło jej to coraz lepiej. Po pierwszej nawet kolana się jej nie trzęsły. Jednak w połowie drugiej musiała złapać się stołu. Oj, pomyślała, to chyba jednak był zły pomysł. Po chwili poczuła chłodne palce na swojej ręce.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now