22.

22.9K 1.3K 1K
                                              

Harry wyszedł z kominka profesor Hooch i uśmiechnął się widząc z okna jej gabinetu boisko do Quidditcha. Pokój był pusty, przynajmniej dopóki nie zjawili się w nim bliźniacy, Ron, Ginny, Lavender, siostry Patil, Cho, Ernie i kilku Puchonów oraz reszta narybku Zakonu. Było ich ponad trzydzieści osób. Ruszyli do Wielkiej Sali głośno śmiejąc się i przepychając. Powrót w te znajome mury był uspokajający. Prawie Bezgłowy Nick powitał ich szerokim uśmiechem.

- Jak miło! Jak miło! Tak smutno tutaj bez uczniów w wakacje! Co prawda czasami panna Granger ze mną rozmawia, ale jest zbyt zajęta bieganiem od lochów do kominka u pani Hooch, by przystanąć na dłuższą rozmowę.

- My niestety też nie mamy czasu, Nick- Harry uśmiechnął się słabo- Ale obiecuję, że w czasie roku szkolnego poświęcę ci swój czas.

- Och, to wspaniale! Strasznie się nudzę, a wciąż nie chcą mnie przyjąć na Polowanie bez Głów. Wyobraź sobie, że…

Narzekał aż do samej Wielkiej Sali, przed którą stała już Hermiona z Nevillem i nad czymś dyskutowali żywo.

- … więc może cierpiętnik?- dobiegł go głos Nevilla.

- Nie, będzie za słaby- na ich widok uśmiechnęła się szeroko. Ron od razu ją objął i cmoknął w policzek, ale nieco się odsunęła. Harry poczuł się źle- współczuł obojgu. Hermionie, że musi się męczyć z Ronem, i Ronowi, bo nie wie, że nic z tego nie wyjdzie. Wielka Sala była opróżniona ze stołów, a na samym środku stał Szalonooki. Pokuśtykał do nich i odsapnął, nim zaczął mówić.

- Spokój! Jesteście tutaj, żeby się uczyć, nie wygłupiać. Od tego będzie zależało życie wasze i waszych znajomych, więc się skupcie!- od razu zapadła cisza, Cho i Parvati zbladły, a Ron mocniej zacisnął ramię wokół Hermiony, która pozieleniała- Zaczniemy od podstaw. Mniemam, że każde z was umie rozbroić przeciwnika?

Pokiwali głowami.

- To dobrze. To podstawa w pojedynkach ze Śmierciożercami. Jest dziś ze mną profesor Friedrich, który nam pomoże. Hal?

- Tak, tak- czarodziej przemówił zza ich pleców, więc zrobili mu miejsce by przeszedł do przodu- Expelliarmus to podstawa. Jeśli jednak ją znacie przejdziemy dalej. Jest pewne zaklęcie, które wymaga sprawności i refleksu, ale na pewno nieraz uratuje wam życie.Fondegio. Powtórzcie. Fon-DE-gio. Dokładnie tak się je wymawia. „Gio” jest melodyjne, „de” jest twarde.

Fondegio- powiedzieli chórem, a Friedrich się uśmiechnął.

- Dobrze, dobrze. Teraz ruch różdżką- machnął kilka razy odpowiednio- Jednak to nie wszystko. Jak pewnie zauważyliście to zaklęcie wymaga szybkich, ostrych ruchów. W tym właśnie tkwi szkopuł. Źle poderwiecie różdżkę, lub za późno i jesteście zgubieni. Koniecznie przećwiczcie ten ruch!

Ćwiczyli przez następne kilka minut, a on przechodził pomiędzy nimi i poprawiał mylących się.

- Pokażę wam dlaczego to takie ważne. Moody?

- Nie jestem w nastroju na to- mruknął starszy czarodziej- Jestem cały połamany.

Z końca jego różdżki wyskoczyła srebrna mysz wielkości kota i pognała przed siebie. Kilka minut później do Wielkiej Sali wpadł Snape przy szeleście czarnych szat.

- Czego, Moody?- warknął nieprzyjaźnie- Jakbyś nie wiedział jestem zajęty robieniem eliksiru, który poskłada twoje przeklęte kości.

- No, no, Sev, uspokój się- Friedrich uśmiechał się, a Moddy rechotał, po czym zaczął kaszleć.

- Mówiłem ci o tym „Sevie”, prawda?!- krzyknął Snape, po czym spokojniejszym tonem dodał- O co chodzi?

- Muszę przećwiczyć Fondegio z nimi i chcę pokazać czym grozi źle wykonany ruch.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now