14.

15.7K 1.3K 461
                                                  

Obudziła się nagle, jakby coś ją zaalarmowało. Usiadła i spojrzała na zegarek. Siódma rano. Podniosła wzrok i wrzasnęła. Tuż przed nią siedział Harry. Zatkał jej usta i spojrzał niepewnie na Ginny, która mruknęła i obróciła się twarzą do ściany.

- Harry- syknęła- Co ty tutaj robisz?!

- Musiałem z tobą porozmawiać, a tylko teraz masz czas. Możesz pojawić się na podwórku?

Skinęła głową i ubrała się, gdy tylko zniknął. Pożyczyła jedną z koszulek Ginny i westchnęła widząc, że w biuście są na nią za luźne, a w pasie zbyt napięte. Jej przyjaciółka miała niesprawiedliwie wspaniałą figurę. Zarzuciła na ramiona granatowy sweter od pani Weasley z sową siedzącą na książce na przedzie. Harry chodził nerwowo od kurnika do studni.

- Co się dzieje, Harry?

Ale on jedynie obrócił się i skierował na nią różdżkę.

- Legilimens.

Siedziała z Tiarą Przydziału na głowie: „Ravenclaw dla takiego mózgu byłby dobry, ale chcesz znaleźć swoje miejsce w tym świecie. GRYFFINDOR!". Harry i Ron wpadli do łazienki z różdżkami podniesionymi do góry, a ona siedziała skulona pod zlewem w obronie przed trollem. Patrzyła na Billa i myślała o tym, że może go zabić. Snape odpowiadał jej na pytanie: „Może mu pomóc". Ron kucający przed nią. Pocałunek w dłoń.

Po chwili leżała na ziemi i trzęsła się z zimna.

- Co to, do diabła, miało być?!

- Przepraszam. Nie w tym celu cię tu zaprosiłem, ale mieliśmy ćwiczyć.

- Mogłeś wybrać lepszy moment. Jestem wciąż zmęczona. Czego chcesz?- burknęła.

- Co się wyrabia między Ginny i Malfoyem? Wczoraj w nocy zastałem ich przed waszymi drzwiami i wyglądali na dość... zżytych.

- To akurat moja wina. Wywaliłam ich z pokoju, bo chciałam spać a Ginny chciała mu pokazać album na temat Zjednoczonych SkądśTam.

- Z Puddlemore- wycedził Harry- Świetnie, ale to nie tłumaczy tego, jak... jak wyglądali!

- Harry to co się dzieje pomiędzy Ginny a Malfoyem nie powinno cię interesować. Niedługo będzie pełnoletnia, a on już jest.

- Nie o to mi chodzi!- znów zaczął spacerować- Może on rzucił na nią jakieś zaklęcie, że tak się do niego klei? Albo podał jakiś eliksir, w końcu Snape to jego najlepszy kumpel, więc bez problemu mógł jej dodać Amortencję.

- Nie mógł.

- Co?

- Nie mógł jej dolać Amortencji, bo jeszcze wczoraj widziałam ją nietkniętą w magazynie Snape'a. Ale jeśli już chcesz wiedzieć...

Powiedziała mu wszystko na temat eliksiru, który wymyśliła i jaki ma to związek z Ginny. Kiedy skończyła spojrzał na nią ponuro.

- Wielkie dzięki.

- Harry, to TY z nią zerwałeś, jeśli mam ci przypomnieć! Nie zwalaj winy na mnie!

- Ale to przez ciebie zadurzyła się w Malfoyu!

- Och, odpuść! Nawet bez mojej pomocy by odczuła, że ją pociąga. Jak chcesz, to i tobie mogę uwarzyć ten eliksir, żebyś mógł w spokoju czekać na swoją wybrankę.

- Zrobiłabyś to?- od razu się uśmiechał. Miała właśnie mu odpowiedzieć, gdy coś pyknęło i przed Norą pojawił się jakiś czarodziej. Był wysoki i szczupły, miał włosy koloru orzecha włoskiego i duże, złociste, rozmarzone oczy. Krótki, zgrabny nos powodował, że wyglądał na jakiegoś poetę lub myśliciela. Miał na sobie, co było najdziwniejsze, ubranie mugoli- dżinsy, białą koszulkę i skórzaną, czarną kurtkę. Podnieśli na wszelki wypadek różdżki, ale przybyły uśmiechnął się, widocznie rozbawiony i bez problemu wszedł na podwórko.

- Spokojnie. Dobrze wiecie, że nigdy nie wszedłbym na to podwórko, gdyby Dumbledore sam osobiście nie powiedział mi gdzie to jest- miał przyjemny, głęboki głos i olśniewający uśmiech- Nazywam się Wolly i mam dziś towarzyszyć dwóm pannom do Brighton.

- Co?!- krzyknęła zdezorientowana Hermiona- Miałyśmy iść same!

- Mam być waszą ochroną, chociaż mam inne obowiązki, więc musimy jakoś wzajemnie się znosić.

- Dlaczego pan?- przyglądała mu się podejrzanie. Było w nim coś nie tak. Nie umiała powiedzieć co, ale jego ton głosu irytował ją.

- Jako jedyny spośród członków Zakonu znam twarz każdego Śmierciożercy- uśmiechnął się czarująco. Harry opuścił różdżkę.

- Hermiona, co jest? Jest jednym z naszych.

- Wątpię. Nie pamiętam jego imienia na liście, w dodatku nie podał nazwiska. Poza tym w Zakonie są jeszcze dwie osoby, które znają twarz każdego Śmierciożercy.

- I sądzisz, że któryś z nich poświęciłby swój czas na to, by kryć dwie dziewczyny, którym zachciało się wybrać na zakupy?

- Gdyby dostali takie polecenie, to tak. Chociaż pierwszy poszedłby w milczeniu, a drugi darł się, jak stare prześcieradło i skończyłby utopiony w morzu.

Wolly'emu zadrgały usta i zachichotał.

- Dlatego ja tutaj jestem. Jeśli nie wierzysz, to udaj się do Hogwartu, do Dumbledora.

Przyjrzała mu się dokładnie.

- Czy ja pana przypadkiem skądś nie znam?- nie mogła się pozbyć tego uczucia. Podeszła bliżej i warknęła- Niech pan podniesie lewy rękaw.

Zmieszał się lekko, ale zrobił o co prosiła. Ręka nie miała Mrocznego Znaku. Odetchnęła.

- Uff... Eliksir Wielosokowy nie działa na tak mocne zaklęcia, jak Mroczny Znak.

- Skąd podejrzenie, że jestem Śmierciożercą? I że wypiłem Eliksir?

- Ma pan irytujący sposób mówienia- uśmiechnęła się wesoło.

- Każdy kto ma irytujący sposób mówienia sprawdzasz czy nie jest Śmierciożercą?- parsknął- Jakby miało to jakieś znaczenie.

- Nie ma, ale za bardzo przypomina mi pan pewnego nietoperza. Identyczna poza ważniaka.

Zrobił obrażoną minę i wymruczał coś niecenzuralnego.

- O, właśnie o tym mówiłam. Ciekawe, czy pani Weasley o panu wie. Idziesz, Harry?

Ruszyła przed siebie nieco zmieszana. Dlaczego pomyślała o Snape'ie? Na miejscu tego faceta, gdyby ktoś ją przyrównał do wrednego Mistrza Eliksirów, obraziłaby się do końca życia. Zatrzymała się i obróciła do idącego za nimi mężczyzny.

- Przepraszam, nieco mnie poniosło. Ostatnio bywam dość... nerwowa i podejrzliwa.

- To normalne w tych czasach- znów się uśmiechnął, ale w tym uśmiechu była jakaś prowokacja. Ściągnęła brwi i weszła do kuchni, zanim wymknąłby się jej kolejny komentarz. Pani Weasley uśmiechnęła się na ich widok.

- Ach, Wolly. Dumbledore przesłał mi Patronusa. To miło, że zechciałeś towarzyszyć Ginny i Hermionie. Dlaczego tak wcześnie się pojawiłeś?

- Mam przygotować obie dziewczyny do drogi.

- Sama dałabym radę- mruknęła Hermiona znad owsianki- Potrafiłabym zmienić nasz wygląd.

- Tak, ale dyrektor poinformował mnie o tym, że możesz być... niedysponowana. Mówiąc prościej- zbyt zmęczona, by wykonać pewne zaklęcia.

- Czuję się dobrze!

- Widzę. W takim razie wrócę równo w południe.

I już go nie było. Odetchnęła, ale po chwili musiała znów się spiąć, bo Harry zaczął ją wypytywać.

- Musiałaś być dla niego taka niemiła?! To całkiem w porządku facet.

- Jest w nim coś irytującego.

- Ty za dużo czasu spędzasz ze Snape'em.

- To niecałe pięć dni. Pomyśl co będzie po miesiącu lub po pół roku- zażartowała, ale gdzieś w środku coś ją ścisnęło. Ledwo przeżyła te pięć dni... Bała się myśleć o tym w jakim będzie stanie za miesiąc.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now