4.

24.8K 1.4K 1.1K
                                              

Hermiona aportowała się tuż przed bramą Hogwartu i odetchnęła. Ostatnim razem aportowała się kilka miesięcy wcześniej i nie była pewna, czy wciąż to umie. Ale podobno nie zapomina się tego tak samo, jak jazdy na rowerze. Zerknęła na zamek i uśmiechnęła się - tutaj czuła się jak w domu. Widziała basztę, w której była jej sypialnia i od razu poczuła się dobrze. Na tyle, że zapomniała, że nie jest sama.

- Długo będziesz tak stać? - warknął Snape, stojący przy bramie szkolnej. - Nie mam czasu na twoje fanaberie.

- Przepraszam, profesorze.

Śmignęła koło niego przez bramę i poczekała, aż ją za sobą zamknie. Ruszył przed siebie długimi, szybkimi krokami i ledwo mogła za nim nadążyć. Wydawałoby się, że z dopiero co posklejanymi wnętrznościami powinien iść wolniej niż zazwyczaj, jednak pędził przed siebie ze stałą prędkością. Bez ociągania się weszła do holu szkolnego i przystanęła, niepewna co teraz.

- Zanieś bagaż do swojego pokoju - mruknął Snape- Jak tylko to zrobisz, to przebierz się w swoje szaty robocze, weź rękawice i przyjdź do sali Eliksirów. Byle szybko!

Pokój wspólny Gryffindoru był przyjemnie znajomy, jednak nie mogła się ociągać. Wbiegła do sypialni i rzuciła swoje rzeczy na łóżko.

Pokój jej, Parvati i Lavender był mały. Mieścił trzy łoża z baldachimami, trzy biurka z lustrami (chłopcy tego nie mieli, widocznie Założyciele uznali, że nie potrzebują) i trzy szafy. Nie bawiła się w porządek, tylko wypakowała swoje szaty i zaczęła się szybko przebierać. Wiele z sobą nie miała - pidżama, trzy pary szat roboczych, rękawice ochronne, bielizna na zmianę, mydło, szampon, szczoteczka do zębów i pasta, ręcznik oraz kilka opasłych tomów dotyczących Eliksirów. Pamiętała, że jest tu głównie po to, by przeprowadzić badania nad eliksirem leczącym skutki Crucio. Wzdrygnęła się wspominając ten nieziemski ból. Musiała go znosić jedynie przez kilka minut, ale wydawało się to trwać godziny.

Związała swoje bujne włosy gumką i szybko rzuciła okiem na lustro, czy żadne pasma się nigdzie nie zapodziały. Już kilka razy zepsuła eliksir tylko dlatego, że zbuntowany kosmyk wpadł do kociołka. Zdziwiła się widząc swoją twarz - od ponad trzech miesięcy nie spoglądała w lustro. Jej oczy wydawały się być jeszcze większe, cienie pod oczami wydłużyły się. Była blada i wyglądała na zmęczoną.

- To pewnie z braku snu - westchnęła, po czym zaczęła biec w stronę lochów. Od ponad miesiąca nie mogła dobrze spać. Bała się o rodziców, o Harry'ego, Rona, Ginny, Weasleyów, Lupina, Tonks, Dumbledore'a, profesor McGonagall... Tylu ludzi, których obawiała się stracić. Wpadła do sali od eliksirów i usłyszała jakieś jęknięcie. Zdziwiona zajrzała do środka i oblała się rumieńcem - uderzyła drzwiami profesora Snape'a. Siedział właśnie na ziemi i pocierał czoło.

- Wejście smoka, Granger - warknął podnosząc się. Zauważyła, że nieco się krzywi i zalało ją poczucie winy. - Zamierzasz stać w drzwiach przez resztę nocy? Bo jeśli tak, to wracaj do Nory.

- Nie. Jestem tu, by panu pomóc.

- Wiesz, jak się warzy Veritaserum?

- Wiem.

- W takim razie zrobisz trzy kociołki.

- Przecież eliksir musi warzyć się miesiąc...

Zaczął siekać żuki i zaklął cicho pod nosem.

- Widać nie wiesz jednak wszystkiego - powiedział z przekąsem. - Zamiast muszek siatkoskrzydłych dodaj sproszkowane jajka muszek. Dzięki temu oszczędzasz na czasie i robisz eliksir w ciągu pięciu godzin. Kiedy dodasz jajka, to zostaw eliksir na najniższym poziomie wrzenia i zajmij się Wielosokowym. Wierzę, że wiesz, jak go zrobić. Zamiast skórki boomslanga wrzuć pokrojone w kosteczkę owoce boomslanga. Zresztą, zanim to dodasz daj mi znać, to dalej cię poinstruuję.

Bez Cukru |Snape x GrangerWhere stories live. Discover now