32. Wiadomo, nie wiadomo

18.1K 1.6K 1.5K


Regan Castlaw wkroczył do sali zdecydowanym, ale wolnym krokiem i pobieżnie zeskanował otoczenie wzrokiem. Z jasnego, skórzanego fotela umieszczonego prawie na samym środku salonu spoglądał na niego Gordon Blackwood, najwyżej postawiony Alfa w środowisku Wilkołaków. Był to mężczyzna na pierwszy rzut oka dość niepozorny. W jego ciemnych włosach widać było pojedyncze pasma siwizny, które pojawiły się wcześniej niż powinny zapewne z powodu ciągłego stresu, w jakim znajdował się Alfa. Bronienie swojej pozycji wśród Wilkołaków było brutalne, nikt nigdy w to nie wątpił. Gordon miał krótki zarost, krzaczaste brwi, nieco odstające uszy i bardzo często niezadowolony wyraz twarzy. Czasem wyglądał bardziej jak zniesmaczony księgowy, niż jak czterdziestosiedmioletni przywódca Wilkołaków. Jednak to nie wygląd zapewnił mu miejsce w Wielkiej Piątce.

Kiedy podniósł się z miejsca i wyciągnął rękę w stronę Regana, trzy pary zmrużonych oczu jego strażników śledziły go uważnie. Jeden Wilkołak stał zaraz za fotelem, dwaj pozostali znajdowali się po przeciwnych rogach sali.

Wampir uścisnął mocno dłoń Gordona, kiwając lekko głową. Potem na ułamek sekundy jego wzrok powędrował, na jednego z ochroniarzy.

— Mogę ich odesłać, jeśli sobie życzysz — zaoferował Blackwood, wyłapując jego spojrzenie.

— Nie — głos Regana był zdecydowany i silny, ale było w nim coś melodycznego — Dobrze, że tu są.

Gordon marszczył lekko brwi, ale nie odezwał się. Zamiast tego wskazał przywódcy Wampirów kanapę ustawioną naprzeciw fotela i obaj mężczyźni usiedli.

Regan Castalaw zdawał się być całkowitym przeciwieństwem Gordona Blackwooda. Miał bledszą skórę i włosy w kolorze miodu, które, choć wcale nie tak krótkie, układały się samoistnie i w dodatku nienagannie. Posturę Wilkołaka definiowały wyćwiczone mięśnie, podczas gdy sylwetka Wampira była była bardziej smukła, choć nadal zdecydowanie męska. Jego gęsty zarost przycięty został idealnie, a szlachetne rysy twarzy wzbogacały dwie linie na czole, które zmieniały się w zmarszczki za każdym razem, kiedy Wampir rozważał coś w skupieniu.

Nie było mowy, by ktokolwiek pomylił Regana z księgowym. Nawet gdyby zdjął z palca błyszczący sygnet rodzinny, nadal pozostawało w nim to, co było tak charakterystyczne dla wszystkich Castalawów – elegancja pomieszana z władczością, wyrafinowanie za którym czaiła się potęga. Regan Castalaw był głową Rodziny Królewskiej i nie dało się tego przeoczyć.

Kiedy usiadł, rozpiął idealnie skrojoną marynarkę i z płynnością ruchów spotykają jedynie u Wampirów skrzyżował nogi. Jego plecy pozostały sztywne jak struna, dłonie ułożył na zgiętym kolanie.

Blackwood cały czas obserwował go uważnie. Regan znajdował się w jego posiadłości, na JEGO terenie. Zgodnie z prawem nie mógł wejść w towarzystwie choćby jednego ochroniarza, a jednak mimo tego emanował pewnością siebie. Pewnie właśnie dlatego jego strażnicy wpatrywali się w Wampira intensywnie, z mięśniami napiętymi do granic możliwości. Gordon nie podzielał jednak ich obaw.

— To pierwszy raz, kiedy mam zaszczyt gościć cię w moim domu — odezwał się, spokojnie. Nie było to kłamstwo, ale oboje wiedzieli, co kryje się za tymi słowami. „Co tu robisz?" - pytał wzrok Wilkołaka. Mogli spotkać się w oficjalnej siedzibie Wilkołaków, lub lepiej, w budynku zbudowanym specjalne dla Wielkiej Piątki. Zamiast tego byli tutaj, w prywatnym salonie Gordona Blackwooda.

W powietrzu wisiało coś ciężkiego, ale nie wrogość. Historia była bogata zarówno w wojny między Wilkołakami i Wampirami jak i w ich przymierze. Rasy te były zbyt podobne i jednocześnie zbyt skrajnie różne, by móc zachować neutralny stosunek. Zawsze były to krwawe konflikty, lub bliskie układy. Nigdy nic pomiędzy. Na szczęście dla wszystkich, obecnie panował pokój.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!