"Czasami zastanawiam się, czy to, aby na pewno się wydarzyło. Nie jestem pewna, ponieważ do teraz nie mogę w to uwierzyć." 


   Halloween było zdecydowanie moim ulubionym świętem w ciągu całego roku. Klimat jak zwykle utrzymywany w mrocznym stylu. Dookoła kręciły się dzieci poprzebierane za duchy, wampiry czy wiedźmy. Domy ustrojone w pajęczyny, kościotrupy oraz dynie wyglądały spektakularnie. W Parku Głównym na Halle Gate można było odwiedzić nawiedzony szpital. Za każdym razem coś innego kryło się w upiornych ścianach tego budynku. Dwa lata temu postawili na zombie, dwanaście miesięcy później były demony. Aktualnie mała dziewczynka, wykreowana na ducha i straszny klaun z siekierą chodzili po skrzypiącej podłodze naszej miejskiej atrakcji. Jeszcze kilka wiosen temu szwendałabym się po mieszkaniach, prosząc o słodycze lub płatając psikusy. Niestety, ale te czasy minęły, a ja znalazłam inną alternatywę, aby świetnie się bawić tego dnia.

   Brian Sheridan organizował imprezę dla najbliższych znajomych, czyli jego zdaniem połowy naszego miasta. Pewnie większość z nich nawet nie znał. Nie dało się ukryć, że chłopak był obrzydliwie bogaty, a jego rodzice szli mu na rękę i zostawiali go wtedy samego w posiadłości. Gdyby nie pieniądze na pewno nie byłby aż tak popularny. Jego twarz nie pozwalałaby mu na to. Wyglądał jak Arab na ruskim bazarze, pomijając to, iż jego włosy były rude. Chuderlawy, niski i niezbyt apetyczny. Bóg chyba posiadał niezwykłe poczucie humoru, bo jego wygląd był tak absurdalny, jak to, że moja sąsiadka karmiła pekińczyka śledziami z octem. Mimo wszystko zielonooki był naprawdę sympatycznym facetem. O co nie zwróciłabym się do niego, to zawsze służył mi pomocą. Cholernie go lubiłam i liczyłam na to, że kiedyś znajdzie idealną partnerkę, która nie będzie zwracać uwagi na jego miliony na koncie, które rodzina, co jakiś czas mu wpłacała.

   Gospodarz domówki słynął z niesamowitego poczucia humoru. Rok w rok przebierał się w wymyślny strój na tę okazję. Największą furorę wywołał jako Pedobear, jednak sławę zdobył też strój nudysty. Cóż, tutaj uprzedzałam, iż tak naprawdę nie był goły. Po prostu takie przebrania oferowała nasza wypożyczalnia kostiumów. Ciekawiło mnie to, jak wystąpi dzisiaj nasz ryży kolega. Może będzie bladą parówką z hot doga albo Jasmin z „Alladyna"? 

   Przekroczyłam próg jego mieszkania, trzymając pod rękę prywatnego Christiana Greya. Damien wyglądał seksownie w tym wydaniu i na pewno popsułam mu szyki, nie przebierając się za Anastasie Steele. Szatyn miał doklejony delikatny zarost, ubrał garnitur i przeczepił plastikową tabliczkę na marynarce: „Jestem Greyem, suczki", gdyby ktoś miał wątpliwości, co do jego kreacji. Jeśli chodziło o mnie, to zdecydowanie lubiłam siebie w wydaniu czarownicy. Zarzuciłam na ciało czarną, krótką sukienkę, buty na obcasie i stożkową czapkę wiedźmy. Rajstopy na nogach miejscowo podarłam. Czerwona szminka idealnie kontrastowała z moim ubraniem, a kredka powiększyła moje niebieskie oczy. Weszliśmy w głąb salonu, rozglądając się na boki.

   Pierwsze, co przykuło mój wzrok, to firanki z pajęczyny, na których siedział wielki pająk. Wyglądał bardzo realistycznie, więc na moich rękach pojawiła się gęsia skórka. Nienawidziłam owadów i panicznie się ich bałam. Mały robaczek potrafił mnie rozstroić, a co dopiero pajęczak wielkości dwóch moich głów. Z sufitu zwisały kościotrupy, w ponczu pływały sztuczne mózgi, a na ciastkach rodzynki przypominały muchy. Na zewnątrz było równie pięknie, co wewnątrz. Spod trawy wystawały ręce umarlaków, a nagrobki wytwarzały mgłę. Wszędzie były porozstawiane dynie, które miały powycinane różne wyrazy twarzy. Gdy przeniosłam spojrzenie na parkiet, dostrzegłam Briana, który był przebrany za Miley Cyrus. W ręku trzymał młotek i podczas tańca udawał, że go lizał.

Believe in the spirit | l.t.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!