Prolog.

2K 137 10

     Walka się zakończyła. Wszystko się zakończyło. Przyjaźń, nienawiść... Wszystko zniknęło w jednym momencie.

     Dwójka kompanów po skończonej walce leżała obok siebie nieprzytomna. Pomiędzy nimi była jedynie wielka kałuża. Kałuża krwi. Walczyli dzielnie, każdy z nich miał w walce swój cel, jednak nikt jej nie wygrał, zakończyła się remisem. Sasuke stracił lewą rękę, a Naruto prawą.

   - Kakashi-sensei! - żeński głos rozbrzmiał echem wśród otaczających ciał skał. Różowo włosa niemalże natychmiast znalazła się obok byłych kompanów.- Znalazłam ich! - rozglądała się, wzrokiem szukając nauczyciela.

     Zanim zdążyła odnaleźć dotychczasowe miejsce pobytu mężczyzny, ten przy pomocy techniki znalazł się tuż obok niej. Obaj spojrzeli na leżące ciała i wstrzymali oddech. Pod Sakurą ugięły się kolana. Upadła patrząc na nich pustym wzrokiem. Nie minęła, chwila a po policzkach dziewczyny zaczęły spływać pojedyncze łzy, które po chwili zamieniły się w głośny szloch. Wiedziała, że może ich kiedyś stracić, są przecież potężnymi ninja, których wysyłać się miało na najniebezpieczniejsze misje, jednak nie spodziewała się, że straci ich tak szybko. Oboje mieli przed sobą wiele lat życia, wiele niespełnionych marzeń, nie mogli tak po prostu umrzeć przez te głupią walkę. Uspokoiła się lekko dopiero wtedy, gdy poczuła dłoń Kakashiego na ramieniu. Spojrzała na niego ze łzami w oczach.

- Spróbujesz ich uleczyć? - spytał, patrząc na ciała.

    Haruno powoli pokiwała głową. Wytarła łzy, po czym zaczęła leczyć osobę, która była bliżej niej. Sasuke. Kakashi widząc to, przysunął Naruto bliżej, by jego też spróbowała uleczyć.

  - Ich stan się pogarsza... - powiedziała pod nosem Sakura. - Mają coraz mniej chakry, tak samo, jak ja...

  - Musisz mieć na względzie najgorsze. Nie możesz tu zginąć. Jeśli ich stan się nie polepszy, będziesz musiała zaraz przestać.

  - Nie zgadzam się! - zacisnęła pięści, odganiając tym samym od siebie najczarniejsze scenariusze. - Nie pozwolę im tak umrzeć! Ja... Ja za długo czekałam na to, aż znów będziemy razem. Nie chcę ich stracić...! - jej dłonie lekko zaczęły się trząść. Traciła siły.

  - Sakura. Wiem, że oni są dla ciebie ważni, ale nie przeceniaj swoich możliwości!

    Zignorowała go. Krople potu na czole, trzęsące się dłonie... Wiedziała, że długo nie pociągnie, ale nie chciała przerywać. Kontynuowała aż do momentu, w którym poczuła, że to już nie ma sensu, że to koniec. Sasuke i Naruto nie mieli już ani krzty chakry. Nie żyli.

  - N - Nie... - powiedziała pod nosem, nie dowierzając w to, co się dzieje. Dopiero co zatrzymane łzy znów zaczęły wypływać z jej oczu jedna po drugiej. Spojrzała na nauczyciela. - Kakashi... sensei. Oni... Oni nie mogą tak umrzeć! Nie zgodzę się na to! - krzyknęła z rozpaczy na całe gardło. - Musi być jakiś sposób, by ich uratować... Na pewno jest...!

  - Właściwie to jest... -podrapał się po karku.

    Sakura spojrzała na niego tępym wzrokiem.

  - Jest? Jaki?! - ożywiła się momentalnie, nadal klęcząc na ziemi.

  - Nie wiem, czy zadziała...

  - To nie ma znaczenia! -usiadła po turecku.- Powiedz mi, na czym ona polega!

    Kakashi westchnął i wyjął z sakiewki zwój.

  - Muszę rozwinąć na nich ten zwój, po czym złożyć odpowiednie pieczęcie. Sama technika jest dość łatwa, lecz chodzi o to, co się z nimi stanie. W każdym razie powinni stąd zniknąć.

  - Jak to zniknąć?!

  - Dokładnie nie wiem, gdzie mają się przenieść. Z tego, co mi mówił Minato-sensei, mają się przenieść do innego wymiaru. Ma to być świat bez chakry i to ma im uratować życie. A na tym zwoju będzie wypisane, w jaki sposób mają wrócić. Jednak, jeśli wykonam tę technikę źle, ich ciała mogą zostać w przestrzeni między wymiarowej na zawsze i już nigdy ich nie zobaczymy.

  - Rozumiem... - spojrzała na kompanów zamyślona. - Musimy poinformować Tsunade! - chciała wstać, ale ręka Kakashiego ją powstrzymała.

  - Nie mamy czasu. Ta technika działa tylko do godziny po śmierci osoby, na której się ją wykonuje.

    Sakura zacisnęła dłonie w pięści i patrzyła raz to na Sensei'a, a raz to na chłopaków. Nie wiedziała co zrobić, nie chciała, aby ich ciała zniknęły, być może na zawsze, ale nie mogła pozwolić na to, by tak po prostu zmarli.

  - Zgoda. - odparła po chwili. - Kakashi-sensei proszę, użyj tej techniki.

  - Postaram się to zrobić jak najlepiej.

    Ostrożnie położył otwarty zwój na klatkach piersiowych Sasuke i Naruto. Oddalił się o krok od nich i wykonał szybko pieczęcie w następującej kolejności: Ptak-Koń-Ptak-Pies-Ptak-Szczur-Ptak-Baran-Pies. Haruno patrzyła na niego z zafascynowaniem. Mężczyzna trwał jeszcze chwile w bezruchu, aż w końcu opuszczając bezwładnie ręce, głośno westchnął. Sakura wstała i podbiegła do niego.

  - Kaka...

  - Nie udało się. Niestety musisz się poże...

    BUUUUM

    Rozległ się głośny huk, a ich otoczenie spowił dym. Kakashi i Sakura głośno kaszleli, odgarniając dłońmi dym, który po chwili oparł, dając im pełny dostęp do powietrza.

  - Sensei...Oni... - wskazała na kałuże krwi. -Zniknęli...  

W innym świecie.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!