Rozdział 17 : Czy ty słyszysz co ty mówisz?

3.7K 280 37

Wiem wiem długo nie było rozdziału ale jak już pisałam wcześniej usunął mi go wattpad, miałam dodać rozdział ale zepsuł mi się ruter Wi-Fi i w ogóle nie miałam dostępu do internetu. No i ostatnio tyle się u mnie dzieje że już nie potrafię tego ogarnąć. A teraz jeszcze święta i te całe generalne porządki. Sprzątanie na święta to złoooo 😉😉.

Ps. Objaśnienia

Harry - dialogi/rozmowy

******************************

Ten moment wybrał Syriusz by przyjść.
- Co tu się dzieje? - zapytał widząc Rona zbierającego się z podłogi.
- Nic Panie profesorze, tylko Weasley nie umie chodzić i potknął się o szatę.- powiedział Draco.
Wszyscy gorliwie przytaknęli więc Łapa otworzył klasę i pozwolił młodzieży wejść jako pierwszej. Po lewej stronie klasy usiedli ślizgoni zaś po prawej gryfoni. Harry siedział razem z Viki i rozmawiali co chwilę się śmiejąc. Syriusz trochę się zdenerwował bo nie zwracali na niego żadnej uwagi, jakby nie istniał. W końcu nie wytrzymał
- Cisza - krzyknął, w sali natychmiast ucichnął wszelki hałas. Podszedł do swojego biurka i odłożył swoje rzeczy, a następnie odwrócił się do klasy.
-Jak wiecie nazywam się Syriusz Black i będę uczył w tym roku obrony przed czarną magią- zaczął swoje przemówienie - Chcę nauczyć was jak najwięcej więc musimy razem współpracować. Jeśli wy będziecie zachowywać się tak jak należy, ja nie będę surowy w stosunku do was - zakończył swoją tyradę. Wszyscy zgodzili się na jego warunek więc przeszli do lekcji.

******************************

Nadszedł koniec Opcm-u i wszyscy zaczęli się pakować. Kobra już prawie wyszedł, został mu tylko jeden mały krok, gdy usłyszał
- Harry zostań na chwilę - wspomniany chłopak zacisnął szczękę ze złości, nie chciał wcale widzieć swojego ojca chrzestnego, a co dopiero z nim rozmawiać. Nie miał on wątpliwości o czym będzie ta rozmowa, i nie chciał tracić czasu na takie bzdury. Avadooki odwrócił się i podszedł do biurka z kamiennym wyrazem twarzy.
- O co chodzi profesorze? - spytał gdy wszyscy wyszli.
- Harry ja.. ja.. - jąkał się Syriusz - Nie wiem co powiedzieć, wiem że popełniłem błąd i jesteś wściekły ale zrozum to było dla twojego dobra. - te słowa wkur.... zielonookiego, ledwie nad sobą panował , w tej chwili dziękował wszelkim bóstwom za lekcje aktorstwa.
- Czy ty słyszysz co mówisz? - zapytał na pozór spokojnie. - Teraz to brzmisz zupełnie jak drops. A teraz pozwól że zapytam: Czy więzienie mnie u mugoli którzy się nade mną znęcali służyło mojemu dobru? Czy wmawianie mi że osoba mi najbliższa nie żyje służyło mojemu dobru? Czy okłamywanie mnie na każdym kroku pomagało mi? Odpowiedź na te pytania brzmi: Nie. A wiesz co jest najgorsze? Ja uważałem was za moich przyjaciół, przyszywaną rodzinę, a wy wbiliście mi nóż w plecy, traktowaliście mnie jak broń, rzecz która jest potrzebna tylko do pokonania Voldemorta, zapomnieliście tylko że ja nie jestem waszym rycerzykiem, mam uczucia i chcę o sobie decydować. Zniszczyliście mi dzieciństwo i część nastoletniego życia, ale ja już na to dłużej nie pozwolę. Według prawa jestem pełnoletni i sam za siebie decyduję, nie macie nade mną żadnej władzy - Syriusz po jego słowach nie wiedział co powiedzieć, właśnie dotarło do niego jak traktowany był jego chrześniak, i zdał sobie sprawę że na to wszystko pozwolił, nie sprzeciwił się, wiedział że zawiódł na całej lini lecz miał nadzieję że Harry mu wybaczy.
- Jeśli to już wszystko to ja już pójdę, do widzenia Panie profesorze - rzekł Harry i wyszedł z klasy. Na korytarzu zdał sobie sprawę że po wyrzuceniu z siebie wszystkiego zrobiło mu się lżej w duszy. Nie chcąc ponownie widzieć Syriusza ruszył na kolejne lekcje ciesząc się że ma to już za sobą.

******************************

Właśnie trwała ostatnia lekcja szóstego rocznika Slytherinu w tym dniu. Na nieszczęście biednych uczniów była to transmutacja z najbardziej sztywną i nudną nauczycielką jaką świat widział. Tak dobrze myślicie to Minerwa McGonagall vel Mcnudziara jak ją nazywał Harry. W klasie panował spokój, a ciszę przerywało miarowe skrobanie piór. To uczniowie zawzięcie pisali by jak najszybciej skończyć notatkę z lekcji, przecież nikt nie chciał robić karnego eseju tylko dlatego że nie przepisali ''całej książki ''. Spokój i ciszę przerwał dźwięk piosenki, nie byle jakiej zresztą a jej tekst pasował tak idealnie do sytuacji, że wszyscy śmiali się jak opętani.

''Ty stara cholero, ty stara tyyyy
Cie diabli nie biero, ni chuja ni
Co robić tero
Jak megiero z tobą żyć?

Chodząca afero, afero ty
Dożarta pijawko, na mojej krwi
Wyczucia zero
Tera tu wygarnę ciii... "

( radzę posłuchać, wtedy naprawdę zrozumiecie ten tekst 😀😀)

Mina Mcnudziary była bezcenna, zaczęła rozglądać się za źródłem piosenki. Harry nie przejmując się niczym wyjął telefon z torby i odebrał połączenie:
- Halo?
- Dzień dobry, nazywam się Jonathan Simpson i chciałem umówić się z panem na spotkanie
- A mógłbym wiedzieć w jakiej sprawie?
- Chciałbym by wystąpił Pan na koncercie, zgadza się Pan na spotkanie
- Tak oczywiście, kiedy i gdzie?
- Proszę przyjść do mojej firmy 15 września o godzinie 14:00, adres wyślę panu sms-em.
- Dobrze dziękuję, do zobaczenia
- Dozobaczenia
Kobra zakończył połączenie i gdy tylko uniósł wzrok zobaczył przed sobą McGonagall, która wisiała nad nim niczym sęp. Jej wściekłe spojrzenie mówiło mu że ma kłopoty, ale przecież nie zrobił nic złego. Tylko że był jeden problem, właśnie dostała pretekst by wysłać go na herbatkę z veritaserum i obrzydliwymi cytrynowymi dropsami do Starego trzmiela. Jego rozmyślania przerwała Mcnudziara która zaczęła swoje kazanie :
- Co to miało znaczyć Panie Potter?
- To była zwykła służbowa rozmowa - odparł nonszalancko, wiedział że będzie musiał iść do Dumbledora bez względu czy zrobił coś złego czy nie. Postanowił więc utrzeć nosa kocicy ( McGonagall ) i sprawić by zrobiło jej się głupio.
- Wie Pan bardzo dobrze że nie wolno używać ''magicznych zabawek dla dzieci '' w trakcie lekcji. Slytherin traci.... - Nie zdążyła dokończyć gdyż przerwał jej zielonooki.
- Właśnie Pani profesor nie wolno używać magicznych rzeczy, zaś to oto pudełko nie jest w żadnym calu magiczne. To mugolski przedmiot i nazywa się telefon - powiedział Harry i zaczął wymachiwać jej przed nosem swoim smartfonem. Cała klasa patrzyła na zaistniałą sytuację w osłupieniu. Czy tego chcieli czy nie musieli przyznać rację Potterowi, nie złamał żadnego zakazu i nie powinien zostać ukarany.
- To że ten telefon nie jest magiczny nie ma nic do rzeczy, nie powinien go Pan tu przynosić a tym bardziej przemycać na teren Hogwartu.
- Skoro niby nielegalnie go przemyciłem to niech Pani profesor uświadomi mnie, który punkt regulaminu złamałem? Bo z tego co pamiętam żaden nie mówi o zakazie wnoszenia telefonu do Hogwartu. Zresztą tylko czarodzieje wychowujący się wśród mugoli wiedzą co to jest więc tym bardziej nie wiedzieli by co tak naprawdę zakazują przynosić. - rzekł z zadowoloną miną Harry. Wiedział że wygrał tą bitwę, a jeśli kocica wyśle go do Dropsa to wszyscy w Hogwarcie dowiedzą się o jej niesprawiedliwości. Mcnudziara nie mogła sobie na to pozwolić, gdyż to zniszczyłoby jej wizerunek wiecznie srogiej i sprawiedliwej opiekunki gryffindoru. Dlatego nie odezwała się już ani słowem i wróciła do poprzedniego zajęcia. Uczniowie siedzieli przez chwilę w szoku, otrzeźwił ich dźwięk dzwonu oznaczający koniec zajęć.

############################

Staram się nie popełniać błędów, dzięki wszystkim dobrym duszyczką które to czytają, komentują i gwiazdkują. Chwała wam 😉😉😉😀😀

Wesołych Świąt

Harry Potter i wymarzona wolnośćPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!