Wszystko się posypało. Tyle wydarzeń miało ostatnio miejsce, że nie jestem w stanie powiedzieć, co się tak naprawdę wydarzyło. Więc, wróćmy może do samego początku.

Kolejna misja, kolejny cel. Nikogo nie interesuje, w jakim stanie psychicznym jesteś. Ważne jest, abyś wykonał zadanie. Od dłuższego czasu, zmagam się z tym kim jestem. A raczej kim byłem, zanim zrobili ze mnie posłusznego mordercę. Którym można się posłużyć, aby samemu nie mieć krwi na rękach. Czasami podczas snu wydaje mi się, że widzę czyjąś twarz. Lecz jest ona na tyle nie wyraźna, że nie jestem w stanie określić, kim jest ta osoba. Mam nieodparte wrażenie, że jest to twarz faceta, którego wyciągnąłem z wody kiedy spadł wprost do Potomaku, bezwładnie opadając na dno. Jednym z pytań, które nęka mnie od dłuższego czasu jest to, dlaczego nie pozwoliłem mu zginąć? Dlaczego po prostu go tam nie zostawiłem? Podczas walki z nim odnosiłem wrażenie, że go znam. A mimo to, nie pozwoliłem dopuścić do siebie myśli o tym. Najważniejsze dla mnie, było wykonać misje. Reszta, zdawała się nie mieć żadnego znaczenia. Kiedy helicarrier bezwładnie zaczął opadać ku rzece, a ja trzymając Go jedną ręką ledwie przytomnego, a drugą uderzając w jego twarz w zamiarze dokończenia tego co wydawało się być nieuniknione, usłyszałem jego głos. Były to słowa które sprawiły, że na chwile wróciły resztki człowieczeństwa. Wtedy postanowiłem, że nie mogę tak po prostu pozwolić mu umrzeć. Ostatnimi czasy robiłem potworne rzeczy. Pomimo tego, iż podświadomie wiedziałem, że robię coś złego. Nie potrafiłem się temu przeciwstawić. Ciągłe naciski ze strony agentów Hydry, zamykanie w kriokomorze i wypuszczanie kiedy jedyną osobą, która mogła zlikwidować cel byłem ja. Czyszczenie pamięci. Zbyt wiele tego było. A teraz ? Kiedy Hydra została odkryta, muszę uciekać. Uciekać jak najdalej, w strachu przed własnym cieniem. To wszystko co zrobiłem. Wszystkie krzywdy wyrządzone innym. Tyle śmierci. Nie odpuszczą mi. I nie oczekuje, że tak się stanie. Lecz jeszcze wiele przede mną. Ciąg dalszy piekła, dopiero się zaczyna. 

Kiedy udałem się do muzeum i zobaczyłem zdjęcie mężczyzny, okrytego barwami ameryki, to był on. Nie opodal tego zdjęcia widniało inne, a przy nim napis. Brzmiał on... Bucky Barnes. Wtedy dotarły do mnie słowa, wypowiedziane przez niego na moście. Kiedy nie miałem pojęcia, dlaczego nazwał mnie Bucky. Teraz już wiem. Tak, to byłem ja. Tak podobno kiedyś mnie nazywano. Teraz wszystko już jest jasne. Na razie muszę pozostać w ukryciu.


But... I knew Him - Bucky BarnesPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!