Bezdech

39 3 1



GATUNEK: HORROR, THRILLER

Dziś w nocy znów śniła mi się postać czarnego kozła. Wstałem i spojrzałem w okno, moja twarz odbiła się w ciemnej szybie, zęby rozciągnęły się w uśmiechu, bestia, bestia znów powróciła, a ja nie jestem w stanie dłużej jej utrzymać...

Zszedłem do piwnicy, gdzie od dwóch dni czekała ofiara... na mój widok zakneblowana dziewczyna zalała się łzami, jej śliczna twarz wykrzywiła się w grymasie, a z zakneblowanych ust wydobywały się jakieś niezrozumiałe słowa. Z metalowej szafki wyciągnąłem długi, mocny sznur i rozwinąłem go w dłoniach– ona załkała cicho i bezskutecznie próbowała uwolnić związane ręce. Jeszcze moment, zaraz cię uwolnię... zaplotłem pętle i przywiązałem ją u sufitu, by to zrobić musiałem stanąć na stole, ustawionym idealnie po środku tego wysokiego jak na piwnicę pomieszczenia.

Zeskoczyłem i podszedłem do kobiety z uśmiechem, po czym wyjąłem jej knebel z ust. Gdybym tego nie zrobił, sam zepsułbym sobie zabawę.

– Błagam cię... wypuść mnie...– szeptała, walcząc o oddech, a ja machnąłem lekceważąco ręką.

– Zaraz cię uwolnię– zapewniłem i delikatnie, by nie posiniaczyć jej alabastrowej skóry, podniosłem ją na nogi, nie opierała się, najwyraźniej sądząc, że naprawdę mam zamiar ją wypuścić. Zawsze tak myślą. Ale kiedy zamiast w kierunku drzwi, przesunąłem ją do stołu, jej oczy rozszerzyły się i zaczęła mocno się wyrywać. Nie masz szans, pomyślałem, i siłą postawiłem kobietę na stole, wchodząc na niego razem z nią.

– Nie!– krzyczała i wyrywała się, ale dzięki doświadczeniu sekundę później jej szyja była już zaciśnięta szorstką pętlą. Mimo to wciąż się wyrywała, jeszcze chwila i sama by się udusiła- to zdecydowanie mi się nie podobało, złapałem ją więc mocno za szyję i siłą przytrzymałem w miejscu.

– Kiedy się wyrywasz, pętla zaciska się coraz mocniej– wyjaśniłem, zmuszając by na mnie spojrzała, a ona zamarła – Więc zanim wykonasz ruch, dobrze się nad nim zastanów, bo każdy łyk powietrza może być twoim ostatnim.

– Kim ty jesteś... – uśmiechnąłem się szeroko, wiedząc, że teraz już nie doprowadzi się do samobójstwa i zeskoczyłem ze stołu.

– Jestem handlarzem śmierci... – nie umiem żyć z ludźmi, więc wywieram na nich presję, dzięki mnie przekraczają własne granice bólu, jestem artystą, a nie ma nic piękniejszego niż śmierć... pomyślałem i odsunąłem stół, moja ofiara zawisła w powietrzu.

Przymknąłem oczy, słysząc najcudowniejszą muzykę, lina napina się pod ciężarem, ciało kołysze się w agonii, a gardło walczy o kolejny oddech... pot wystąpił mi na skórę, ogarnęła mnie cudowna, jedyna w swoim rodzaju ekstaza... osiągnęła apogeum i opadła, w momencie w którym śmierć wygrała ze słabnącym tętnem. To jak narkotyk.

Ty będziesz następna.

Idę za tobą, nie zauważasz mnie w szarym tłumie, obserwuję cię już od wielu dni i wszystko czego chcę, to zobaczyć cię w agonii...

Budzisz się w środku nocy, bo z otwartych balkonowych drzwi ciągnie chłód i dostrzegasz mnie, zamaskowaną postać stojącą nad twym łóżkiem. Pewnie już wiesz, że koniec nie będzie dla ciebie miły. Wrzeszczysz, ale to ci nie pomoże, zanim zdążysz choćby wykonać ruch, siadam na tobie okrakiem i zaciskam dłonie na twej odsłoniętej szyi, oczy wychodzą ci na wierzch, rękami młócisz mnie po plecach, jakbym cokolwiek czuł...

– Zapomnij o wszystkim...– szepczę, rozkoszując się twoim cierpieniem, kilka minut później przestajesz się rzucać, twoje oczy przymykają się, powieki drgają... o nie, nie tak szybko. Przerywam duszenie i zaczynam cię cucić, a kiedy twoje policzki znów przybierają różową barwę, zaczynam wszystko od nowa. Rozczarowałaś mnie, sądziłem, że wytrzymasz dłużej. Ale to nic, nie przeszkadza mi to... znów doprowadzam cię na granicę życia i śmierci i znów cię cucę, czuję żądzę i nienawiść, dwa doskonale znane mi uczucia, ciało pokryło mi się potem, to moja obsesja, obsesja, obsesja...

Wyciągam z tylnej kieszeni mały nóż i na twojej wilgotnej twarzy rysuję nim odwrócony krzyż– kiedy już cię znajdą, pomyślą, że autorem tego dzieła jest sekta satanistów... nikt mnie nie posądzi... zalewasz się krwią, co wprawia mnie w jeszcze większą ekstazę, pochylam się i czubkiem języka zlizuję trochę czerwonego płynu z twojego policzka, na moim języku wybucha bomba, mocno zaciskam powieki, smakując ten cudowny nektar...

Prawie o tobie zapomniałem. Czas na finał. Zaciskam obie dłonie na twojej szyi, dałem się ponieść namiętności i usłyszałem cichy chrzęst kości... ale to nic. Jesteśmy tylko ty i ja. Dokańczam dzieła, kocham ten moment, chwilę gdy bezdech tworzy jedność ze słabnącym tętnem...

Zazdroszczę ci.

Wróciłem do domu, zmęczony, ale szczęśliwy, łyknąłem garść psychotropów i popiłem tanim, otwartym piwem... dziś to zrobię. Najlepiej jak potrafię– podjąłem decyzję. Założyłem drogi garnitur, najlepszy jaki mam w szafie i zszedłem na dół, do pustej już piwnicy, sięgnąłem po tę samą, znaną linę i sprawnym ruchem zaplotłem ostatnią pętlę, po czym przytwierdziłem ją do sufitu i wszedłem na stół, od razu przekładając linę przez głowę, czując na szyi przyjemny dotyk materiału... na moment się zawahałem, ale bestia wygrała z sentymentem. To już, zaraz poznam to, co zaznała każda moja ofiara...

Zdecydowanym ruchem odsunąłem stół i zatopiłem się w moment wiecznej ekstazy.

I<

Moje HistorieWhere stories live. Discover now