- Nie mogę prowadzić w taką pogodę. Charlotte, myślę, że musimy zostać u mnie dopóki nie przestanie padać albo chociaż będzie dobra widoczność.

Usiadłaś na miejscu pasażera w samochodzie Harry'ego, niegdyś nazywanego panem Styles'em. Nie chciał, żebyś szła na autobus, więc zaoferował, że odwiezie cię do domu, na co chętnie się zgodziłaś.

Od kilku tygodni twój dobrze zbudowany nauczyciel podobał ci się coraz bardziej i nie zapowiadało się, żeby to miało ulec zmianie.
Na począku było znośnie, tylko kilka razy niewinnie marzyłaś o pocałunku z nim, ale teraz, kiedy poznałaś go lepiej, wszystko wychodziło na jaw. Byłaś bardzo zaskoczona swoimi niegrzecznymi myślami, ale to było naturalne; twój umysł i ciało z pewnością pragnęły czegoś więcej niż tylko kilku marnych pocałunków.
- Och, taa, w porządku, panie Styles - wymamrotałaś i zarumieniłaś się na swoje wcześniejsze, zupełnie niewłaściwe myśli.
- Mówiłem ci, kochanie, jestem Harry - powiedział skręcając w - jak się domyślałaś - swoją ulicę.

Domki były bardzo urocze, a ogrody przystrzyżone do perfekcji.
- Jesteśmy - wjechał na swój podjazd i oboje szybko wyskoczyliście z pojazdu, licząc, że zastaniecie odrobinę ciepła w jego domu.
Podbiegłaś do głównych drzwi i czekałaś aż je otworzy; twoje ubrania były przezmoczone i zaczęłaś dygotać. Wtedy udało mu się odblokować drzwi i zaprowadził cię do środka.
- Poszukam jakichś suchych ubrań. W międzyczasie możesz po prostu tu zaczekać lub odprężyć się przy stole - rzucił mi mały uśmiech i wszedł po schodach.

Harry's POV

Uśmiechnąłem się do siebie, ponieważ mój plan szedł jak z płatka. Krok pierwszy, polegający na przyjściu tutaj wypalił, teraz zmierzaliśmy w kierunku kroku drugiego.

Szybko przebrałem się w jakieś dresy, nie siląc się nawet, żeby założyć koszulkę i zgarnąłem jakieś rzeczy dla niej. Nareszcie spędzę trochę zasłużonego czasu z moją dziecinką.
Wróciłem ponownie na dół i zauważyłem, że rozmawia przez telefon. Wyglądała na zmartwioną i nie lubiłem uczucia, które wywoływał we mnie jej stan.
- Nie, rozumiem. Zobaczymy się we wtorek. Też cię kocham.

Zakończyła połączenie i odwróciła się, dysząc, gdy spojrzała na moje ciało.
Rumieniec rozprzestrzenił się na jej twarzy i delikatnej szyi, barwiąc skórę na piękny różowy kolor.
Czułem, że staję się podekscytowany na myśl jak widoczne jest zaczerwienienie.

Wyciągnąłem rękę, podając jej ubrania, żeby pozbyć się ciszy.
- Coś nie tak? Wydajesz się być zmartwiona - zapytałem, upewniając się, że mój głos brzmi na zaniepokojony i szczery.
- Moi rodzice wylatują na cały weekend i poniedziałek, a nie mogli mi kupić biletu, więc zostaję sama.

Musiałem powstrzymać szeroki uśmiech, pojawiający się na mojej twarzy. Spędzę trzy dni i cztery noce z moją piękną dziewczynką. Musiałem tylko przekonać ją, żeby została u mnie na cały ten czas.
- Gdzie masz łazienkę? - wskazałem na pierwsze drzwi po lewej, a ona się tam udała, trzymając rzeczy w swoich ramionach.

Kiedy na nią czekałem, właczyłem wiadomości, żeby zobaczyć pogodę.
- Ogłoszono alarm o nagłej powodzi i silnym wietrze w wielu miejscach, oraz dużej ilości występującego deszczu. Radzimy, aby nigdzie nie wychodzić w takich warunkach. Różne departamenty proszą o pozostanie w domach przez najbliższy czas. Funkcjonariusze podejrzewają, że sytuacja ulegnie zmianie do najbliższej środy.

Mój dzień nie mógł być lepszy. Odwróciłem się i zobaczyłem Charlotte ubraną jedynie w białą koszulkę i bokserki, które jej dałem; spodenki musiały być dla niej zbyt długie. Bokserki były tylko trochę krótsze, ale mimo wszystko się gapiłem. Pogładziłem swoją twarz, upewniając się, że nie robię nic zbyt nachalnego.

teacher h.s. ||PLPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!