Obudziłam się w nocy, czując bóle w dole brzucha, które przerodziły się w skurcze. Starałam się zmienić pozycję, aczkolwiek skurcze nie ustąpiły. Już od dwóch tygodni wiedziałam, że trzeba się na to przygotować i moja pani ginekolog doskonale mnie o wszystkim poinformowała, ale nie sądziłam, że zacznę rodzić o trzeciej nad ranem.

- Harry... - szturchnęłam go parę razy w ramię, aż w końcu go obudziłam. - ... rodzę!

- Nie nabiorę się na to.

- Nie żartuję!

- Jasne... - kretyn. Zwaliłam go z łóżka, próbując oddychać najgłębiej jak mogłam. - ... Boże, ty nie żartujesz!

- No co ty nie powiesz!

- Boże, mój Leoś się rodzi. Oddychaj, oddychasz, dobra! Torba, gdzie jest torba?! - szybko naciągnął na siebie dresy i zabrał czarną torbę, gdzie były już przyszykowane dla mnie rzeczy. Wybiegł z pokoju, a ja zastanawiałam się czy naprawdę był takim kretynem.

- Chyba o czymś zapomniałeś!

- Boże, telefon! - rzuciłam w niego poduszką, zwracając na siebie uwagę. No raczej już się bardziej nie dało. Przecież rodziłam!

- A ja?!

- No właśnie! Jeszcze ty! - pomógł mi dojść do samochodu i nawet nie zwracał uwagi na przepisy podczas jazdy. Powtarzałam mu, aby oddychał, bo wyglądał jakby miał zaraz zejść, a ktoś musiał mnie zawieść. - Moja dziewczyna rodzi! I co się gapisz? Wózek przywieź, cokolwiek! Nigdy nie widziałeś rodzącego wielorybka?!

- Nazwij mnie tak jeszcze raz, a nie doczekasz porodu!

- Leo rodzi Emmę, nie czekaj... Emma rodzi Leo! Spokojnie, kochanie. Nie denerwuj się. Wdech i wydech.

- Zadzwoń do pani Durand.

- Może ja to zrobię, ponieważ widocznie pani partner bardziej się denerwuje od pani. - podziękowałam pielęgniarce, której podałam telefon mojej lekarki.

- Kretyn. - mruknęłam, spoglądając na bruneta.

Pani ginekolog pojawiła się w błyskawicznym tempie, chociaż było bardzo wcześnie. Znalazłam się na porodówce wraz z Harry'm, który okropnie panikował, natomiast ja próbowałam robić to co zalecała mi lekarka.

- Gotowa?

- N-nie.

- No to rodzimy!

Poród trwał dobre sześć godzin, a i tak niektóre kobiety rodziły dłużej. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa, niż wtedy gdy usłyszałam płacz małego Leosia, a doktor Durand oznajmiła, że urodziłam pięknego, zdrowego synka. Harry chyba zemdlał, jednakże nie przejęłam się tym zbytnio. Pielęgniarki zajęły się moim synkiem jak i dorosłym mężczyzną, który tak emocjonalnie do tego podszedł, że aż stracił przytomność. 

- Gratuluję, kochana. - podała mi już zawiniętego w niebieski kocyk aniołka, który miał zamknięte oczka. - Na razie powieki są lekko obrzmiałe, ale to minie. Ma dziesięć paluszków u rąk i u nóg, wszystko jest w porządku, a Harry powinien zaraz przyjść. Trzecia faza porodu się już skończyła. Nie mogę uwierzyć, że zemdlał przy przecięciu pępowiny. Nie zdarzyło mi się to od czternastu lat mojej pracy. Badania malucha zrobię dopiero po dwóch godzinach. 

- Dziękuję. - szepnęłam, nawet na nią nie zerkając. Trzymałam moje dziecko blisko siebie, uśmiechając się i ledwo wyczuwalnie składając pocałunki na jego małej główce. Wydawał się taki drobny, delikatny. Oprócz wielkiej euforii oraz wzruszenia, czułam również zmęczenie i niedowierzanie. To była najpiękniejsza chwila i tak jak na początku byłam słabo przekonana do tego wszystkiego, to teraz nie wyobrażałam sobie, by ktokolwiek chciał mi go odebrać.

- Hej.

- Hej, chodź. - oderwałam wzrok na moment od małego Leosia, by zachęcić Styles'a do podejścia bliżej. Zachowywał się bardzo niepewnie, a zwłaszcza kiedy usiadł na skraju łóżka.

- Jaki piękny. - otarłam łzę, która spłynęła z policzka młodego prawnika, lecz skupiał się jedynie na swoim synku.

- Przytul go.

- J-ja, nie...

- No dalej, kochanie. - posłałam mu uśmiech i podałam powoli, bezpiecznie, ostrożnie chłopczyka na ręce jego taty. Trzymając go przy swojej piersi, totalnie się rozryczał, co prawda ja również się popłakałam, jednak nie tak jak on. 

- Mały Leo Styles. Boże, jest taki cudowny. Dziękuję. Wszystko w porządku? Ma dziesięć paluszków u rąk i nóg?

- Tak, skarbie. Jest zdrowiutki.

- Kocham was. - musnął czoło Leosia, a następnie moje usta.

- My ciebie również kochamy i to bardzo.

✫✫✫✫✫✫✫✫✫✫✫✫✫✫✫

Playboy✫h.sPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!