Tom 1: #0

1.2K 27 5

*Martyna

Nie ma jak to jechać nad morze z przyjaciółmi, którzy są już w związkach i jadą z swoimi drugimi połówkami. Tak, to ja jestem piątym kołem u tego wozu. Życie. Wolałabym zostać w akademiku w Wawie i cieszyć się życiem singla, ale.. moi rodzice nie dali mi wyboru. Kazali mi na miesiąc wyjechać nad morze. Żebym się jodu nawdychała i była bardziej odporna na choroby i alergie. Tylko jest jeden problem-jestem odporna i nie mam alergii. No chyba że chodzi o facetów, to mam alergię . Ale ja i tak znam prawdziwy powód ich zachęty. Chcą, żebym sobie w końcu kogoś znalazła. Chcą zostać dziadkami. Całe życie jestem singielką i jest mi z tym dobrze. Niektórym nie można przemówić do rozsądku... niestety. 

Po dojechaniu na miejsce zorientowałam się, że do domku obok wprowadzają się pewnie również na wakacje jacyś młodzi ludzie. Pomyślałam, że będzie ciekawie. Poszłam się rozpakować do swojego pokoju. Miałam "super" widok na tamten domek. Na balkonie stał wysoki brunet, który cały czas się na mnie gapił teraz jak i przedtem, kiedy wypakowywali walizki z samochodu. Nie jestem tego pewna, ale postanowiłam również wlepić  w niego moje oczy. Stałam na balkonie oparta o barierkę i udawałam, że podziwiam widok morza... 

Po pięciu minutach, kiedy to znudziło mnie gapienie się na niego-ogólnie szybko się nudzę-postanowiłam pobiegać z słuchawkami w uszach.

Wspominałam o tym, że kocham biegać? 

No więc: bieganie po ratowaniu ludzi i czytaniu książek jest moim ulubionym zajęciem, które wykonuję w wolnym czasie. 

Teraz spytacie pewnie: o co chodzi z ratowaniem ludzi? 

Jestem studentką ratownictwa medycznego i za rok będę ratownikiem medycznym.  

Wybiegłam z domu.

Moja trasa biegła wzdłuż morza. 

Nie powinnam się o nic zabić, chociaż u mnie to wszystko możliwe. 

Biegłam z zamkniętymi oczami. 

Bardzo lubię tak biegać, ale raz złamałam sobie przez to rękę. 

Poczułam, że dotykają mnie jakieś ręce. Zaczęłam krzyczeć, bo mógł to być jakieś zboczeniec czy ktoś przecież! 

-Nie krzycz tak, bo całe osiedle wypłoszysz z domów.

-Czy my jesteśmy na ty żeby pan mógł mówić do mnie w ten sposób?! 

-Nie jesteśmy, ale możemy być. Piotrek. 

-Martyna-podaliśmy sobie dłonie. 

Przyszedł mi sms, żebym wracała na kolację. Mus to mus. 

-Przykro mi, ale muszę już iść-wcale nie było mi przykro.-Do widzenia, Piotrze. 

-Czyli się jeszcze zobaczymy?

-Będę miała napięty grafik-uśmiechnęłam się sztucznie. 

-Ale ja wiem, że znajdziesz dla mnie czas-uśmiechnął się i pokazał szereg białych  zębów. 

-Ciekawe skąd?-prychnęłam. 

-Rozmawiałem z twoją koleżanką i mi powiedziała, że nie zamierzasz nic robić. Więc jutro idziemy. 

-Ciekawe.. 

-Chcesz się przekonać?

-Tak, chcę! 

-Do jutra, Martynko. 

Nienawidzę gdy ktoś mówi do mnie Martynka! 

Pobiegłam do domu. 

Boże, jaki on jest denerwujący!!! 

Najbardziej irytuje mnie ten jego głupi uśmieszek... 

Jeszcze on mu zejdzie z twarzy. 

Ja oto zadbam. 

Już to widzę, że jutro wyjdę do południa z domu. Życzę mu powodzenia, w tym, że mnie gdzieś wyciągnie.  


And it's so hard, to say goodbyePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!