Rozdział 1

4.3K 235 21

~~Wszyscy znamy historie o Greckich Bogach i ich dzieciach z jednym śmiertelnym rodzicem, herosach. Ale co się dzieje gdy w naszych czasach dwoje bogów ma dziecko? Właśnie, wtedy wszystko się komplikuje. Rodzi się nowa boska istota. Taka osoba nie ma w swoim życiu wyznaczonego celu jak na przykład Posejdon, który panuje nad morzami lub Gromowładny Zeus. Jest się nienaznaczonym. Często też się zdarza, że zazdrosna żona Boga próbuje zabić bezbronnego malucha, ale na szczęście to już rzadkość. Nie można niemowlaka zesłać na ziemie bo spaliłoby żłobek lub wywołałoby sporej siły trzęsienie ziemii. Więc co zrobić z takim darem od losu? Bobas na początku wychowuje się na Olimpie. Szkolenia i lekcje to od trzeciego roku życia normalna część dnia. Taka sytuacja wydarzyła się dokładnie piętnaście lat temu. Nazywam się Ariadna i nie wyglądam jakoś niezwykle. Wzrost średni, zielone oczy a charakter po mamie, ale mniejsza z tym. Stałam się jakby dzieckiem wszystkich Bogów wśród których dawno już nie było podobnego przypadku.

Gdy zaczeli mnie trenować zauważyli mój potencjał do walki bronią białą i posługiwania się magią. Po roku szkoleń wyższych, w wieku dziesięciu lat podczas Rady Wielkich nad moją głową zabłysnął kruk z brzozową gałązką w dziobie- symbol Gai. Wszyscy wiedzieli co oznacza jej błogosławieństwo.
Zostałam uniwersum, czyli strażnikiem wszystkich herosów i bogów. Okropnie niewdzięczna robota.

Musiałam uczyć się panowania nad mocami innych. Codzienne lekcje czarmowy z Afrodytą, strzelanie z łuku z Artemidą, walka z Aresem i inne sprawiły, że stałam się chodzącą potęgą, lecz to nie było to to czego pragnęłam. Trochę luzu dawali mi jedynie rodzice.
Hades i Hekate byli dla mnie jak ciepła kołderka otulająca Cię w trudnych chwilach lecz nadszedł dzień, w którym wszystko się zmieniło. Nie był najgorszy w moim życiu lecz nigdy go nie zapomnę.

Od  naznaczenia minął rok.

Zeus był wtedy wyjątkowo niespokojny. Szare włosy najczęściej zaczesane do tyłu latały na wszystkie strony a granatowe oczy były zaćmione. W dłoni ciągle nerwowo kręcił gromem. Poganiał wszystkich a po korytarzach pałacu Olimpijskiego niosła się męcząca cisza.
Gdy pytałam innych o co chodzi zbywali mnie smutno-złym spojrzeniem i mówili, że w końcu mu przejdzie. Oczywiście głód ciekawości nie został zaspokojony.
Poszłam znudzona do mojego pokoju. Bardzo się zdziwiłam gdy spotkałam tam mamę. Pamiętam jakby to było wczoraj. Po pchnięciu drzwi zobaczyłam ją siedząca na moim łóżku. Patrzyła na mnie jeszcze chwile zanim wstała i zaskoczyła swoimi zapłakanymi, zielono-żółtymi oczami po czym powiedziała:
-Niedługo zaczynasz trening z Gają. Opuścisz Olimp dziś wieczorem aby dotrzeć tam jak najszybszej. Spakuj się porządnie. Miecz, przypomnij sobie podstawowe zaklęcia, coś do jedzenia. Do jej pałacu w chmurach dotrzesz jutro rano a do tego czasu musisz być bezpieczna i przygotowana na każde okoliczności.
Ona nauczy cię tego, czego nawet my nie potrafimy. Pamiętaj, że z tatą bardzo cię kochamy.
Podeszła do mnie i przytuliła tak ciasno jak nigdy. Gdy wychodziła zobaczyłam tylko czarną mgłę i po chwili jej nie było.

Nie było mi strasznie smutno lecz byłam przywiązana do tego miejsca a Gai nawet nigdy nie widziałam a co dopiero jej pałacu. Wiedziałam tylko, że niezabardzo lubi Olimpijczyków.

Jak mi kazano spakowałam co trzeba i myślałam nad swoim losem siedząc na poduszce przy łóżku. Ktoś zapukał do drzwi.
- Lecisz mała, to już czas.- wychylił głowę Hermes.
- Chwilę.- złapałam torbę i spojrzałam w lustro.
- Może chociaż zgubię ten brzuszek od ćwiczeń.- pomyślałam i oddałam Hermesowi czekającemu przed drzwiami torbę.

Ostatni raz szłam przez biały korytarz. Diamentowe żyrandole, rzeźby przedstawiające mieszkańców i wszechobecne bogactwo. Od dzieciaka miałam to na codzień a teraz muszę się z tym żegnać. A może to i lepiej? Wyrosłabym na kolejną arogancką boginię bez wstydu i samoopanowania. Ale jak to teraz będzie? Czy pałac Gai jest duży? A istoty tam mieszkające?
- Nie martw się słońce, poznasz tam nowych znajomych.- wyrwał mnie z zamyślenia Boski Posłaniec- Gaja prowadzi kilka szkół, które są na naprawde wysokim poziomie a ty będziesz miała dodatkowe zajęcia to nie będziesz się na pewno nudzić.
- Oby to było prawdą, bo jak nie to uciekam  do Rosji.- było to jedno z niewielu państw, które znałam.
- Jak zwiejesz ze szkoły to będziemy wiedzieli gdzie Cię szukać.- zaśmiał się- Ale pamiętaj, że uczysz się dla siebie.
- Wiem.
- A jak już dorośniesz i staniesz się naznaczoną boginią to nie będziesz miała nam za złe tego rozstania. Ucz się a cały  świat stanie przed Tobą otworem i zobaczysz jego prawdziwe cuda.
- Pokaże wam co potrafię. A na koniec się spotkamy i będziemy żyć wszyscy razem wesoło?- poczochrał mi włosy.
- Obiecuję.

Gdy siedziałam już w wielkim rydwanie Heliosa, który miał mnie odwieźć, ostatni raz rzuciłam okiem na Olimp i zaniemówiłam. Bogowie więksi i pomniejsi stali na balkonach swoich komnat i trzymali flagi ze swoimi atrybutami pomachując nimi lekko. Wokół unosiła się typowa biała mgła w której pobłyskiwały ogniki. Z łzą w oku ostatni raz im pomachałam.

Nauki u Gai trwały już cztery lata a ja stałam się jeszcze silniejsza niż byłam wcześniej. Uczyłam się tworzenia mgławic, hybryd zwierzęcych, ludzkich i tego jak rządzić wśród innych. Tak jak mówił Hermes poznałam innych studentów, którzy stali się moimi przyjaciółmi. Gaja okazała się najlepszą nauczycielką i koleżanką jaką było mi dane spotkać. Dla żartów wołaliśmy czasami do niej "ciociu".

W końcu nadszedł dzień ostateczny i pełnoletniść, która wśród istot magicznych zaczyna się w wieku piętnastu lat.
Rozpoczęłam nowe życie na Ziemii. W starym, gęstym lesie otoczonym wzgórzami. W drewnianym domku który zaprojektowałam i zbudowałam (ze skromną pomocą gnomów i nimf oczywiście ) zamieszkałam z wieloma zwierzętami.
Herosi wiedzą o tym, że istnieje lecz niektórzy uważają mnie za legendę.~~

-No w końcu to napisałam-powiedziałam do siedzącego obok małego gryfa- może ktoś to kiedyś przeczyta.
Odłożyłam pamiętnik na półkę i udałam się na piętro do pokoju alchemicznego. Nagle, gdy miałam już otwierać drzwi za plecami usłyszałam ciche sapnięcie. Powoli się odwróciłam i zobaczyłam tam...

⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡

Witajcie! Pierwszy rozdział za nami, mam nadzieję, że się wam spodobał ponieważ pomysł na tę książkę miałam od bardzo dawna. Zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów.
Będą one miały po 900-1000 słów, bo naprawdę lubię się rozpisywać i opisywać przeróżne zjawiska 😂
Do kolejnego!

Jedyna. HerosiPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!