30. Węże i łuski

17.7K 1.6K 1K

Erin Laneford lubiła spać. Ponieważ jednak nigdy nie była w stanie dobrze zorganizować sobie czasu i przez większą część tygodnia zarywała noce, sobotnie poranki były dla niej czymś świętym i pod żadnym pozorem nie pozwalała się ograbić z możliwości leżenia w łóżku do południa.

Dodatkowo poprzedniego dnia przewracała się na materacu do późna, bezsenna, nie potrafiąc wyrzucić z głowy swojej walki z Michaelem. Na samo jej wspomnienie chciało jej się śmiać i spalić ze wstydu jednocześnie.

Tak więc Erin Laneford zamierzała spędzić połowę soboty w łóżku. Gdzieś o świcie otworzyła jedno oko by zobaczyć jak Tatiana opuszcza pokój, zapewne by spotkać się z Dalem. Przez głowę zdążyła jej jedynie przebiec myśl, że ponura przyjaciółka i Dale są dla siebie stworzeni, bo z pewnością jako jedyni wstawali rano z własnej woli, nawet w weekendy. Zaraz jednak sen pochłonął dziewczynę na nowo.

Drugi raz przyszło Erin zahaczyć o rzeczywistość, kiedy jej telefon zaczął wibrować wściekle tuż przy jej uchu. Burknęła coś obraźliwego, ledwo uchylając powieki i po omacku wyszukała komórkę, po czym cisnęła ją na znajdujące się po drugiej stronie pokoju łóżko Tatiany. Chwilę później znów spała jak zabita.

Trzeci raz odbył się już o całkiem przyzwoitej godzinie, ale to ani trochę nie umniejszyło irytacji Erin, kiedy ktoś zaczął głośno pukać w drzwi ich pokoju. Pierwsza reakcja dziewczyny była oczywista – jęknęła cicho i nakryła głowę poduszką, czekając aż intruz po drugiej stronie odpuści.

Nie odpuszczał.

Z łóżka znajdującego się nad Erin odezwało się pełne męki mruczenie.

— Lyyyyzy — wychrypiała dziewczyna, nadal z twarzą wciśniętą w materac. — Liz, zrób coś.

— Yyyyhm — odpowiedział jej zabarwiony nadal snem głos współlokatorki. Pukanie zaczynało się nasilać i można było w nim usłyszeć irytację.

— Lizzy, Liz, LiLi — jęczała Erin — kocham cię bardzo mocno, pójdź sprawdzić kto to.

— Alea! — zaprotestowała blondynka z góry, już bardziej rozbudzona. — Ty masz bliżej do ziemi!

— I dlatego grawitacja na mnie mocniej działa — wymamrotała szatynka, zaciskając mocno oczy i próbując wpaść z powrotem w sen zanim obudzi się na dobre i pozostanie jej jedynie wstać.

Z górnego łóżka dobiegło ciche westchnienie, po czym drabinka skrzypnęła cicho i Lizzy, z potarganymi włosami i w koszulce nocnej dowlokła się do wejścia.

Erin słyszała, jak blondynka naciska klamkę, otwiera drzwi, wciąga głośno powietrze i zatrzaskuje drzwi z powrotem.

— To... to chyba do ciebie — pisnęła Lizzy, gramoląc się do łóżka Erin. Choć sytuacja była nieco intrygująca, szatynka nadal trwała przy postanowieniu, by wrócić do spania. Uniosła więc lekko jedną brew, czego Lizzy nie mogła zobaczyć i przemilczała komentarz, mimo że blondynka wpatrywała się teraz w nią uporczywie, kucając w nogach jej łóżka.

Chwilę później pukanie wróciło.

— Lizzyyyy — Erin wydała z siebie niski, gardłowy dźwięk i przewróciła się na bok, wreszcie otwierając oczy. Pierwszym co napotkała była wystraszona twarz współlokatorki.

— To do ciebie, Aleo — powtórzyła blondynka uporczywie z cieniem... skrępowania?

To zmusiło wreszcie szatynkę, by się ruszyć. Pchana głównie ciekawością wylazła spod kołdry mamrocząc przekleństwa, wyprostowała pomięte podczas snu szorty i koszulkę i nie próbując nawet doprowadzić swoich włosów do porządku otworzyła drzwi od pokoju.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!