Rozdział 14

10 1 0
                                                  

Szli w ciszy przez las wąską ścieżką wijącą się między drzewami. Od czasu do czasu można było usłyszeć w oddali ciche dźwięku lasu lecz poza tym panowała grobowa cisza, nie wiał nawet lekki wietrzyk, który mógłby wywołać szum liści w koronach drzew.

Robert zastanawiał się gdzie w ogóle zmierzają. Odkąd opuścili polanę żaden nie odezwał się ani słowem. Nie było też ku temu żadnego powodu – mężczyzna po prostu ruszył w swoją stronę, a Robert poszedł za nim. Teoretycznie mężczyzna mógł po prostu ignorować obecność chłopaka, ale Robert nie mógł pozbyć się przeświadczenia, że jego niegdysiejszy prześladowca doskonale zdawał sobie sprawę, że ten pójdzie za nim. Tak czy inaczej kiedyś gdzieś dotrą.

Po kilkudziesięciu minutach drzewa zaczęły rosnąć coraz gęściej. Niespodziewanie znaleźli się na rozległej, płaskie przestrzeni otoczonej z każdej strony gęstą ścianą drzew. Nie była to zwykła leśna polana, a specjalnie wykarczowane miejsce. Znajdowało się tutaj około jedenastu niewielkich, parterowych domostw zbudowanych z drewnianych bali i pokrytych strzechą oraz kilka zagród, które teraz były puste.

Gdy Robert spojrzał na niebo dostrzegł, że dzień chyli się ku zachodowi co było dla niego niemałym zaskoczeniem gdyż podczas ich wędrówki leśną ścieżką nie zauważył by las pogrążał się w mroku.

-Witaj w Woodwill Robercie – odezwał się starzec zataczając ręką szeroki łuk. – Chodź ze mną.

Podpierając się na długiej lasce, mężczyzna poprowadził Roberta między chaty. Po chwili dotarli na niewielki, okrągły plac. Po przeciwległej jego stronie stał większy od reszty budynek. Poza rozmiarem nie wyróżniał się niczym szczególnym, ale już sam fakt, że był większy świadczył o tym, że mieszka w nim najprawdopodobniej przywódca ten dziwnej wioski ukrytej głęboko w lesie.

Gdy Robert rozglądał się ciekawie dostrzegł biegnącą przez plac młodą, bardzo ładną dziewczynę. Była mniej więcej w jego wieku, ubrana w prostą, ale schludną sukienkę. Gdy biegła rozwiewała się za nią burza długich blond włosów. Zatrzymała się na chwilę zaciekawiona nowym przybyszem. Uśmiechnęła się do Roberta, pomachała i pobiegła dalej. Zauroczony chłopak śledził ją przez chwilę wzrokiem.

-Ach tak Maddie – odezwał się starzec wyraźnie czymś rozbawiony. – Każdemu młodzikowi zawróci w głowie.

Dopiero po tych słowach Robert zauważył, że jego towarzysz patrzy na niego z szerokim uśmiechem. Poczuł dziwne palące uczucie na policzkach i szybko się odwrócił udając, że jest zaciekawiony otaczającą ich wioską.

-Co to za miejsce? – zapytał i odwrócił się twarzą do starca czując, że rumieniec ustępuje.

-To miejsce to Woodwill jak już wspomniałem. Jest to dom dla tobie podobnych.

Ruszyli przez plac kierując się do największego budynku. Gdy podeszli do drzwi starzec zapukał delikatnie.

-Zapraszam – usłyszeli głęboki głos dochodzący ze środka.

Weszli do dużego pomieszczenia o niskim stropie z którego zwisało kilka niewielkich lamp. Pośrodku pokoju, na niewielkim kwadratowym dywaniku stał niski stolik. Na dywaniku białą nicią został wyszyty symbol ośmioramiennej gwiazdy. Na stoliku stał metalowy imbryk oraz trzy porcelanowe filiżanki. W pomieszczeniu nie było żadnych krzeseł. Po przeciwległej stronie pomieszczenia, przy ścianie znajdowało się maleńkie palenisko zbudowane z cegieł nad którym na rożnie piekły się trzy zające.

Robert pomyślał, że nic tutaj nie pasuje. Rozejrzał się i zobaczył dwa przejścia zasłonięte grubymi kotarami – zapewne pokoje sypialne.

Ścieżka potępionych - ZAWIESZONEPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz