Prolog

2.8K 180 132
                                    

Kylo Ren był szalony. To nie ulegało wątpliwości.

W jednej chwili sprawiał wrażenie spokojnego, zimnego i racjonalnego, w następnej wpadał w szał.

Efekt takiego szału właśnie wyraźnie rysował się groteskowym obrazem wokół generała Huksa: zdemolowana kajuta oraz, co o wiele gorsze, trup. Ściślej rozczłonkowany trup mężczyzny w białym pancerzu szturmowca; takich ran nie można było pomylić z niczym innym - z pewnością zadał je świetlny miecz. Charakterystyczny świetlny miecz o czerwonej klindze zasilany przez niestabilny kryształ - równie kapryśny i żywiołowy co jego właściciel.

Durastalowe ściany wciąż stygły pomarańczowymi bliznami po ciosach ognistego ostrza, szczątki ekranów ze ścian chrzęściły pod butami, stopiony metal syczał, na uszkodzonym pulpicie skakały śnieżne fragmenty zamazanego obrazu, a w kącie leżał zdewastowany droid. Jedna ze ścian wygięła się łukiem, jak gdyby coś próbowało ją staranować z zewnątrz lub zassać pod niewyobrażalnie dużym ciśnieniem od środka. Równie dobrze mógł to być efekt fali uderzeniowej po granacie. Sprzęty zostały porozrzucane, diody potłuczone, krew znajdowała się dosłownie wszędzie, nawet na suficie.

Tak wyglądała kajuta Kylo Rena.

– Zabił kolejnego szturmowca – zauważyła bez emocji w głosie kapitan Phasma. – To już czwarty.

– Nikt nie musi o tym wiedzieć – odparł Hux.

W kajucie znajdowało się łącznie pięcioro osób. Generał, jego asystent Snite, kapitan Phasma oraz dwóch żołnierzy w obstawie. Jedynie Snite i Hux nie nosili hełmów.

Maski, pomyślał Hux. Wszędzie te maski.

– Zrozumieliście rozkaz generała? – Phasma obróciła się do dwóch żołnierzy z obstawy. – Wyrzucić ciało przez śluzę w przestrzeń kosmiczną. I nikomu ani słowa.

– To był wypadek – oświadczył stanowczo Hux. – Po prostu wypadek.

Szturmowcy zawiesili karabiny na plecach, zasalutowali i bez zbędnego słowa zaczęli zbierać szczątki martwego kompana. Hux przyglądał im się bez zmian w mimice. Ciekawe, co sobie myśleli, znosząc fragmenty byłego towarzysza broni i układając je razem jak jakieś makabryczne, holonetowe puzzle. Hux wierzył w system szkolenia swoich żołnierzy, ale w podobnych okolicznościach każdy, nawet doskonale zaprogramowany człowiek, mógł mieć wątpliwości. Mógł zadawać sobie w duchu niewygodne pytania. Co innego oddać życie w walce, a co innego zostać zaszlachtowanym przez szaleńca. Bez powodu.

– Za dwie godziny dokuje prom – przypomniał asystent Snite, krzywiąc się na widok odrąbanej kończyny. – Skład uzupełniający.

– Wiem, podporuczniku. – Generał poprawił sterylnie czyste, czarne rękawice z syntetycznej skóry. Sprawiał wrażenie znudzonego. – Zajmę się tym osobiście. Aha, i przydziel Renowi nową kajutę. Ta już się do niczego nie nadaje. Gdzie on w ogóle jest?

– Nie wiem, sir.

– Zatem znajdź go. Phasma, będziesz mi towarzyszyć w hangarze. Że też musiało się to zdarzyć właśnie teraz, kiedy przylatują...

Goście, pomyślał Hux. Nowe maski do kolekcji.

***

Hux nie martwił się stratą żołnierza. Na pokładzie Finalizera znajdowało się osiem tysięcy szturmowców, wiernych i gotowych zginąć podczas służby. Do tego pięćdziesiąt pięć tysięcy załogantów i dziewiętnaście tysięcy oficerów, głównie niskiego szczebla. Jeden człowiek nic nie znaczył w tej wielkiej, wojennej machinie. Jego strata w żaden sposób nie miała wpłynąć na funkcjonowanie okrętu. Prawdę powiedziawszy, niewiele też obchodziła generała.

Chodziło o coś innego. Kylo Ren był źródłem chaosu i niezdyscyplinowania, a to źle wpływało na morale. Nikt nie chciał znajdować się w jego pobliżu, nikt nie chciał mu towarzyszyć podczas zadań specjalnych. Zostać wysłanym, by pełnić wartę pod kajutą Kylo Rena – dla załogantów Finalizera był to synonim kary. Kylo Ren robił zbyt wiele zamieszania.

Hux też był twardy a nawet okrutny, ale w przeciwieństwie do Rena budził raczej szacunek niż strach. I nie lubił marnotrawstwa. Jak tak dalej pójdzie, Ren wymorduje mu połowę załogi i doszczętnie zdemoluje okręt. Najlepszy okręt jaki Znana Galaktyka widziała od niemal trzech dekad, przez cały ten czas utrzymywany w tajemnicy przed szpiegami Nowej Republiki. Finalizer miał się stać postrachem od Światów Jądra aż po Zewnętrzną Rubież, tymczasem Kylo Ren ciął go na kawałki z byle kaprysu. Hux był bliski odszukania Rycerza i wygarnięcia mu twarzą w twarz, co myśli o podobnych wybuchach niekontrolowanego gniewu. Odrzucił jednak tę myśl. W przeciwieństwie do Rena umiał się opanować.

Kylo Ren nie bał się nikogo, za wyjątkiem Najwyższego Przywódcy Snoke'a. Najrozsądniej będzie więc na niego donieść właśnie do Snoke'a. Tylko to miało szansę przynieść pożądany efekt.

– Jest pan zdenerwowany, sir – stwierdził Snite, sztywnym krokiem ledwo utrzymujący tempo marszu generała. Był niższy od przełożonego o głowę, szczuplejszy i ogólnie - prezentował się mizernie. Typowy delikatny urzędnik, doskonały stereotyp attache. Z pewnością ledwo przeszedł testy sprawnościowe. Miał za to analityczny umysł oraz niezachwianą wiarę w Najwyższy Porządek. Dlatego Hux go wybrał. Mając zwykle do czynienia z zimnymi jak powierzchnia planety Hoth bezosobowymi żołnierzami lub sadystycznymi władcami Ciemnej Strony Mocy, potrafił docenić kogoś mniej skłonnego do przemocy, a ceniącego sobie finezję, spryt oraz niekonwencjonalne rozwiązania.

Za mężczyznami sunęła jak duch kapitan Phasma.

– Na pokładzie promu znajduje się następny Rycerz Ren. – Głos Huksa był wciąż płaski i bezbarwny. – Wyobrażasz to sobie, Snite? Już jeden sprawia masę problemów... A teraz ma być ich dwóch. Dwóch Rycerzy Ren naraz, tutaj, na moim okręcie.

– Dwoje - poprawił Snite, wywołując zaskoczenie generała. – Ten nowy to, jak się zdaje, kobieta.

Hux zatrzymał się w połowie kroku i spojrzał na asystenta.

– Kobieta?

Snite wzruszył ramionami. Generał Hux nie odezwał się już ani jednym słowem. A jego twarz była równie nieprzenikniona, co maska Kylo Rena.



Dzieci Imperium - Star Wars (#wattys2016)Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz