Rozdział II

2.6K 249 67
                                              

Pogoda popsuła się na dobre. Gdy rano wychodziłem do szkoły padało, a na dodatek wiało. Cieszyłem się, że nie miałem daleko do szkoły. Przynajmniej mnie nie zmoczyło za bardzo. Wstałem dziś wyjątkowo szybko, ale to dlatego że nie mogłem zasnąć ponownie. Coś wyczuwam, że znów będę przysypiał na ostatnich lekcjach. Przynajmniej nie na religii.

Pierwsza w planie była matematyka z profesorem Andersem. Z matematyką nie miewałem problemów. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, że byłem z nią za pan brat. Nawet geometria jakoś mi szła, choć zawsze, gdy dochodziło do narysowania czegoś bardzo dokładnie na ocenę, okropnie trzęsły mi się ręce.

Matematyka nigdy mi się nie dłużyła, bo profesor Nicolas nieczęsto przynudzał lub tłumaczył coś po raz wtóry jak pozostali matematycy. Bardzo lubiłem jego sposób prowadzenia lekcji, ale zapowiedź pracy klasowej mnie nie ucieszyła. Zapisałem na marginesie, że za tydzień klasówka i wyszedłem z sali razem z resztą swojej klasy.

Nie byliśmy ze sobą zbyt zżyci. Raczej klasa, do której należałem, podzielona była na grupki przyjaciół, ale gdy zachodziła potrzeba przygotowania czegoś lub zorganizowania, potrafiliśmy się zgrać. Nasz wychowawca założył, że integrowanie nas na siłę byłoby bez sensu.

Planowo powinniśmy mieć muzykę, ale pani się rozchorowała. Przyszedł do nas pan ze świetlicy, ale nie robiliśmy nic godnego uwagi. Dwie godziny angielskiego minęły, jak z bicza strzeli. Po nich mieliśmy religię w sali od niemieckiego. Niemiecki mieliśmy mieć w środę. Większość uczniów lubiła panią od niemieckiego za jej poczucie humoru i dystans do siebie. Zaliczałem się do tej grupy i bardzo chętnie uczęszczałem na jej lekcje.

W sumie katecheza była swoistą rutyną. Jak zwykle najpierw modlitwa, następnie sprawdzenie obecności, a szybkie sprawdzenie zadania domowego, jeśli profesor Michaelis coś zadał i wyraził chęć skontrolowania przygotowania uczniów do lekcji. Dziś sobie to odpuścił i po prostu zaczęliśmy omawiać kolejny temat.

W wychowaniu fizycznym nie uczestniczyłem przez moją astmę. Dziś zajęcia przebiegały dość spokojnie, ponieważ chłopacy grali w siatkówkę. Wyjątkowo wyszedłem z hali sportowej bez bolącej od hałasu głowy. Na szóstej godzinie odezwało się już moje niewyspanie, ale na szczęście ani na niej, ani na następnej nie przysnąłem. Zresztą przyśnięcie na geografii mogłoby się skończyć dla mnie prawdziwym piekłem, więc lepiej było nie ryzykować.

Dzień minął mi zwyczajnie, bez żadnych ekscesów. Tak samo następny, następny i następny. Dopiero piątek wniósł do mojego życia coś nowego. Trudno powiedzieć, czy dobrego.

Ostatni dzień szkolny kończył się jak zwykle lekcją z profesorem Michaelisem. Temat, który przerabialiśmy brzmiał "Kościół prowadzi do zbawiania". Z tej lekcji zapamiętałem głównie słowa "oczekiwanie na szczęście jest motorem ludzkiego życia". Może jak jeszcze trochę poczekam, to w końcu mój motor się uruchomi, zobaczy się. Poza tym podczas omawiania tego krótkiego tematu wgapiałem się praktycznie cały czas w obraz umieszczony w podręczniku. Starałem się też wsłuchiwać w to, co mówi profesor Sebastian, jednak sens słów uciekał z głowy tak szybko, jak się do niej dostawał. Za to ton i barwa głosu jakby odbijały się echem po całym moim ciele, wprawiając je w drżenie. Musiałem się bardzo postarać, żeby przestać wyobrażać sobie, jak przyjemnie brzmiałyby czułe słówka szeptane do ucha takim głosem. Resztki nadziei na bycie hetero zniknęły wraz z pojawieniem się tego mężczyzny w moim życiu. Naprawdę wątpiłem, czy kiedykolwiek uda mi się znaleźć osobę, która choć w połowie wyda mi się tak idealna, jak uczący w naszej szkole katecheta. Zdawałem sobie doskonale sprawę z tego, że ciągoty do jakiegokolwiek nauczyciela są chore. Większość uczniów lubiła swoich wychowawców oraz pozostałych profesorów jednak bez przesady. Na początku próbowałem uświadomić sobie, że to tylko chwilowe zauroczenie. Problem polegał na tym, że miały miesiące, a ono nie przechodziło. Wizja ukończenia szkoły wydała się przerażająca, gdy uświadomiłem sobie, jak bardzo będzie mi w niej brakowało profesora Michaelisa. Powiedziałbym nawet, że bez niego usechłbym niczym kwiat bez wody, ale zabrzmiałoby to, jakbym cytował tekst z taniego romansidła dla kobiet po menopauzie.

Nauczyciel | KuroshitsujiPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz