Rozdział IV

2.4K 219 89

Chce wam się to czytać...? Szacun. I dziękuję za życzenia, które dotałam już o 00.01 <3
Pierre POV*

Śmieliśmy się dopóki Nico nie spostrzegł, że ukradkiem ziewnęłam.
-M-mo-może c-chcesz t-tu przenocować...-powiedział cicho, a później odchrząknął-Może chcesz tu przenocować-powiedział już głośniej, ale po kolorze jego twarzy widać było, że to wiele od niego wymagało.
-Mogłabym? Znalazło by się miejsce?
-Pewnie!-powiedział z, na mój gust, zbyt dużym entuzjazmem. Pewnie udawał.
-Chociaż może... Może jednak pójdę, będę przeszkadzać.-nie chciałam się wpraszać.
-Nie!-krzyknął i podniósł się lekko. Po chwili zrozumiał, co zrobił I zarumienił się.-To na prawdę żaden płoblem...-ostatnie słowo wybełkotał w koszulkę, ponieważ spóścił głowę z zarzenowania.
-Ale... Nie mam w co się ubrać...-teraz to ja się zawstydziłam- pożyczysz mi jakąś koszulkę?
-Jasne... Chodź- wstał i ruszył w stronę czarnych drzwi, których wcześniej nie zauważyłam. W sumie, nie przyglądałam się domku. Więc, by nadrobić zaległości, rozejrzałam się. Czarne ściany, hebanowe szafki I komoda, krucza kanapa, z czerwonymi poduszkami. W oczy rzucił mi się plazmowy telewizor. Zdawało mi się, że w obozie nie mają takich sprzętów.
Nico zauważył, że mu się przyglądam.
-Prezent od ojca. Tylko nie mów Chejronowi- posłał mi blady uśmiech. Kiedy tak na niego patrzyłam, tylko jedna myśl krążyła mi po głowie. Mianowicie: Nico di Angelo jest na prawdę przystojny.
Zarumieniłam się. Ja mam z nim spać w jednym pokoju?

LGdyby domek Afrodyty się o tym dowiedział, to wszyscy chcieliby mnie zabić. Nawet Sam[Od aut. Pokochacie go! (Czujecie ten sarkazm?)] Ta... on by pewnie wymyślił układ, żeby zatańczyć na moim grobie.
Pewnie go nie znacie. Sam (ja go nazywam Samanta) jest piętnastoletnim chłopakiem. Ma blond włosy I pewnie byłby najlepszą partią na obozie, gdyby nie jeden fakt. Jest gejem. Szalenie zakochanym w synu Hadesa. Ma nawet jego zdjęcie nad łóżkiem (swoją drogą, to mam rozkminę, z kąd je wytrzasnął. Pewnie zapłacił Hoodom!)!
Nagle wpadłam na obiekt moich myśli, który widocznie się zatrzymał. Na szczęście utrzymałam równowagę, bo inaczej znów obiłabym sobie tyłek.
A może chcecie wiedzieć jak mi się to udało? Otóż złapałam się koszulki chłopaka. Zachwiał się i... By mnie nie przygnieść, zmienił tor swojego...spadania...i poleciał na łóżko. Nie przewidział jednak, że nie jestem tak inteligentna i nie puściłam materiału. No więc prawem rzeczy, wylądowałam na nim.
Na mojej twarzy, można by było smarzyć jajka. I pewnie wyglądała podobnie do rozgrzanej patelni.
Ale mój wybawiciel nie wyglądał lepiej.
-Eee...
-Aaa...
Oskoczyliśmy jak oparzeni. Ja wylądowałam (oczywiście) na podłodze, a on uderzył głową w ścianę.
-Au...!-zabolało.
Nico wstał, pocierając tył głowy (owszem, wyglądał jak pomidor. Ale przystojny pomidor~ Pierre, zamknij się!)
-Weź sobie coś- powiedział, otwierając szafę. Czarną.
No, zróżnicowanie kolorów... Bez komentarza...
-Przepraszam... Znowu-spuściłam głowę.
Poczułam dłoń na moich włosach. Nico stał nade mną, z uśmiechem tak rzadko u niego widocznym i przymkniętymi oczami.
-Zróbmy sobie challenge [os aut. Heh... Normalnie jutubery] Dopóki będziesz w moim domku, ani razu mnie nie przeprosisz.
-Ale...-zaopanowałam, bo przecież z moim szczęściem na pewno zrobię mu krzywdę.
-Nie możesz się nie zgodzić. To mój domek I ja tu ustalam zasady-powiedział z poważną minom, ale po chwili lekko się uśmiechnął-Pi, proszę.
-No dobrze-podniosłam się z westchnięciem z podłogi.
-Super. To weź sobie te rzeczy. Łazienka jest tam-pokazał na następne czarne drzwi-Yyy...Chcesz może jeszcze czekolady?-potarł dłonią kark.
-Pewnie!-I już go nie było.
Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej granatową koszulkę. Miałam już górę, ale co zrobić z dołem? Mimo, że Nico jest szczupły, to jednak ma trochę inną sylwetkę niż ja. W końcu jest chłopakiem!
Odruchowo otworzyłam szuflade. Okazało się, że była tam...bielizna... Zrobiłam się cała czerwona. Ale do głowy wpadł mi pomysł.
Wyjęłam jedne czarne bokserki i szczęśliwa (choć trochę skołowana) weszłam do łazienki.
Była...czarna. Ale nie będę opisywać wam mojego prysznicu, bo co tu ciekawego?
No więc zrobimy ~Time skip~ i właśnie wychodzę z łazienki.
Koszulka sięga mi do kolan, ponieważ specjalnie wzięłam dłuższą. Nico siedzi na łóżku i trzyma parujący napój w dłoniach. Jego oczy są utkwione w ścianie, a na jego twarzy widać zamyślenie.
-O czym myślisz?-przysiadłam się do niego.
Podskoczył i pewnie wylałby całą zawartość kubka, gdybym nie przytrzymała jego rąk.
-D-dzięki-zaczerwienił się.
Pod palcami poczułam coś zimnego. Albo raczej zimniejszego niż jego dłonie. Uniosłam jego prawą rękę przed twarz i zauważyłam na niej pierścień. Srebrny, przedstawiający czaszkę sygnet.
-Piękny-westchnęłam.
-Podoba ci się? Z reguły wszystkich przeraża...
-Jest wspaniały. Pasuje do ciebie-kąciki moich ust powędrowały w górę.
-Dzięki. Prezent od ojca...
Jakim cudem go wcześniej nie zauważyłam? Ten sygnet na prawdę rzuca się w oczy... Chyba wiem co muszę zrobić.
-Nico... Nie powiesz nikomu?
-Czego-zainteresował sie.
-Zobaczysz. To co, umowa?
-No nie wiem... Mam się bać?-jego blady uśmiech sprawił, że mialam sto procent pewności, że mogłabym mu zaufać.
-No nie wiem... Jak twoje nerwy?
-Przeżyje.
Ku jego zdziwieniu wstałam i poszłam do łazienki.
Po minucie wróciłam.
-C-co ci się stało?-zapytał zszokowany.
Mój śmiech rozniósł się po pokoju.
-Spokojnie. Soczewki-wyjaśniłam. Teraz, zamiast niebieskich oczu, miałam brązowe.
-Że co?
-To były niebieskie soczewki. Nikt o tym nie wie. Nienawidzę swoich normalnych tęczówek-usiadłam obok, starając się go nie dotykać, ponieważ słyszałam jak mówi, że tego nie lubi.
-Dlaczego? Ja uważam, że są bardzo ładne-oboje się zaruminiliśmy.
-Po prostu... Źle mi się kojarzą.
-Rozumiem. Ale myślę, że nie powinnaś światu ich pozbawiać, dlatego że ktoś jest idiotą.
-Dziękuję, ale... W tej kwestii mnie nie przekonasz.
-Będę próbował-szepnął.
Opadłam na materac.
-Dlaczego nie było cię na ognisku?
Spiął się widocznie.
-Powiedzmy, że moje towarzystwo nie jest tam mile widziane w tej chwili.
-Dlaczego?-tym razem ja wypowiedziałam to słowo.
-Eh~ Możemy porozmawiać o czymś innym?
-Dobra-głośno wypuścił powietrze z ulgi-Gdzie jest twoja siostra? Bo zdaje mi się, że ją masz. Hezzy?
-Hazel-poprawił mnie-jest w obozie Jupiter.
-No tak! Jest rzymianką, prawda?
-Aha-przytaknął.
Wzięłam do ręki kubek z napojem.
-Nie jesteś przypadkiem uzależniony od czekolady?
-Może~[Od aut. _Miss_Caitlin_ tak jak my^^ Weźmy go na odwyk*.*]
Ziewnęłam. Nawet nie wiedziałam, że jestem tak zmęczona!
-Połóż się. Ja też już pójdę spać.
-Czekaj!-zatrzymałam go gdy już stał przy drzwiach.
-Tak?-obrócił głowę mierzwiąc swoje włosy.
-Gdzie idziesz?
-Spać-odpowiedział, jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
-Ale tam stoi łóżko-wskazałam na posłanie po drugiej stronie pokoju.
-Idę na kanape-popatrzyłam na niego z niemym pytaniem-Poyślałem, że nie chcesz ze mną spać w pokoju.
-Sprzeciw.
-Oddalam-wyszedł zgaszając światło. Jedyne co po nim pozostało to ciemność I zapach czekolady.

,,Zatwierdzone z wyroku sądu..."

Położyłam się. Pewnie spodziewacie się, że nie mogłam zasnąć, myślałam o życiu, czy coś w tym stylu, ale nie jestem w książce [od aut. Ta, jasne... Całe życie w kłamstwie...]. Od razu zasnęłam.

~*~

Piorun. Obudził mnie grzmot. Zerwałam się z posłania. Myślicie pewnie, że burza to całkowicie normalna sprawa. Ale w Obozie Herosów nigdy nie ma brzydkiej pogody. NIGDY. A piorun oznacza tylko jedno: nie jedno życie niedługo się skończy. I będzie to życie herosa.
-Nico...?-szepnęłam przy akompaniamencie tupotu moich stóp, po zimnej posadzce.
Otworzyłam drzwi I wkroczyłam do salonu.
-Nico...?-siedział tyłem do mnie, skulony I objęty ramionami. Koc powędrował na ziemię, więc widocznie chłopak wierzgał przez sen. Musiał mieć koszmary.
Nie zauważył mnie. Podeszłam do niego od tyłu. Przez chwilę stałam tak, nie wiedząc co zrobić, aż w końcu pochyliłam się do przodu i... go przytuliłam.
Podskoczył pod wpływem mojego dotyku.
-C-co robisz...?
-Przytulam cię-powiedziałam, ale po chwili odsunęłam się-co ci się śniło?
-Ojciec-zmarszczył brwi-zaprasza nas do siebie.
-Nas?-no, nie każdy jest na codzień zapraszany do pałacu władcy podziemi. Z jego synem.
-No właśnie. Nas-zaakcentował ostatnie słowo-Nie wiem, co mam o tym myśleć.
Jeśli pojadę... Co mnie czeka? Misja? Śmierć? Zabawnie brzmi, zginąć w podziemiu. Ale uwierzcie, nie dla herosa.
-Kiedy?-no, jak Hades prosi, to chyba nie powinnam odmawiać.
-Chcesz tam jechać?
-A mam wybór?-posłałam mu zmęczony uśmiech.
-Jutro. O 20.00 pod drzewem Thalii. A teraz idź spać.
-Dobra-walnęłam się na kanapę.
Jego brew pojechała do góry.
-Śpię z tobą-nie wyobrażajcie sobie za dużo!!! [Od autorki:Pierre ma rację! Sid, tu nie ma scen +18. Zapamiętaj!]
-Aha, ok... Wait! Co?!
-Boję się ciemności...-popatrzyłam na niego oczami kota ze Shreka [od aut. Aj lov dis kat^^ Hai, very good inglisz NarcyN]. A tak na marginesie: nie boję się ciemności.
-Ugh... No dobra...
Posunęłam się, by zrobić mu miejsce. Położył się plecami do mnie.
-Nico...?
-Co?
-Nie mówi się co, tylko słucham-szkoda że się odwrócił...
-Słucham?
-Czemu nigdy nie byłeś na grece?-bum szakalaka! Obrócił się.
-Skąd wiesz?-kocham jego minę zdziwienia...
-Może dlatego, że ją prowadzę-chyba zapomniałam wam o tym wspomnieć...
-S-serio?
Parsknęłam śmiechem.
-Tak. Dobranoc.
-He?-chyba się zamyślił...jakże się cieszę, że mnie słucha...
-Buonanotte.
-Znasz wło... Nieważne. Buonanotte Pierre.
,,Buona Nico... Przed nami ciężki dzień."
Zasnęłam.

...Dlaczego?Przeczytaj tę opowieść za DARMO!