Rozdział 5

15 1 0
                                                  

Po raz kolejny jeleń zatrzymał się, oglądnął za siebie i pobiegł dalej przez las. Po kilku sekundach zniknął w gęstwinie świerków, sosen, brzóz i buków. Dziwna mieszanka drzew jak na tą okolicę. Zazwyczaj spotyka się tutaj jedynie iglaki, które jako nieliczne potrafią znieść chłód Bramy Pólnocy. To miejsce jednak było wyjątkowe i tylko tutaj można było spotkać drzewa liściaste. Dlatego też to właśnie w tym lesie zamieszkał Szabloząb. Wybrał jedyne swego rodzaju miejsce dla jedynego swego rodzaju łowcy.

Nie ważne, że jeleń umknął, on i tak go znajdzie. Lubił to, ten dreszczyk kiedy to ofiara niby już była wolna. Pozwalał jej myśleć, że tak jest, że udało jej się uciec. Potem jednak kły i pazury pojawiały się znikąd i biedna zwierzyna nie miała gdzie uciec, stawała się pokarmem. Szabloząb wciągnął w nozdrza zimne, północne powietrze. Poczuł go – delikatny, ulotny, prawie niewyraźny zapach swej ofiary. Wyszedł z kryjówki w niskich, gęstych krzewach i pochylił się nad Świerzym tropem jelenia. Tutaj nigdy nie było śniegu, ale zwierze było tak wielkie i ciężkie, że nawet w tej twardej, zmarzniętej ziemi ślady pozostawiał wyraźne. Mimo iż była to Brama Północy i zaledwie kilka kilometrów dalej szalały zamiecie to tutaj wszystko było statyczne – nie było wiatru, nie było śniegu, deszczu, ciepła. Był tylko chłód, ciągle taki sam dojmujący chłód. Dlatego też nie było problemem wytropienie wielkiego byka, nic nie rozwiewało, ani nie maskowało śladów i zapachu. Szabloząb ruszył tropem swej ofiary, nie spieszył się, wiedział, że nigdzie mu nie ucieknie. Kładł ostrożnie wielkie kocie łapy uważając by nie nadepnąć na coś co mogłoby ostrzec jego ofiarę. Nie spieszył się, ale też zbyt długo już trwała ta zabawa. Chciał zabić zwierze już teraz. Raz po raz zmieniał się kolor jego sierści gdy przechodził pomiędzy drzewami tak by jak najlepiej się zakamuflować. Uważał by ogonem nie wywołać szelestu wśród wszędobylskich, niskich krzewów. Po kilku minutach dotarł do niewielkiej leśnej polany gdzie jego ofiara skubała powoli ciemnozieloną trawę. Jeleń był już zapewne pewny, że zdołał umknąć swemu prześladowcy.

Szabloząb zatrzymał się na granicy drzew i patrzył na wielkiego byka z pięknym, rozłożystym porożem. Jakaś cześć jego umysłu odczuwała żal, że tak piękne i potężne zwierze stanie się posiłkiem dla innego zwierzęcia. Przecież mógł się rozmnażać, mogłoby przybyć więcej takiej dumnej, pięknej zwierzyny. Brama Północy znowu mogła ożyć. Może powinien go oszczędzić? Może powinien wybrać słabsze zwierzę? NIE! Nie po to tyle go tropił by teraz pozwolić mu odejść i samemu pozostać głodnym. Może jednak tak powinno się stać? Może by było tutaj tak jak wiele lat temu kiedy to pomimo niesprzyjających warunków lasy Bramy Północy tętniły życiem. To nie nasza rzecz o tym decydować! - pomyślał wściekły na samego siebie. Dlaczego w ogóle nasza? Przecież był sam. Potrząsnął swym wielkim, teraz brązowym łbem by odegnać dziwne myśli i oblizał swe długie, ostrze dolne kły, które cięły ciało jego ofiar niczym szerokie szable Śniadoskórych. Jeszcze przez kilka sekund przypatrywał się swej ofierze po czym wkroczył na polanę nisko pochylony nad ziemią. Jego sierść stała się teraz ciemnozielona. Sunął nisko nad ziemią na ugiętych łapach, poruszał się cicho, ale przy tym niebywale szybko. W tym momencie nie czuł nic poza rządzą zatopienia swych kłów w grubej gardzieli byka, który niczego nie podejrzewając wciąż skubał trawę.

Jeleń zastrzygł uszami i szybko uniósł łeb. Przysłuchiwał się przez chwilę otaczającym go dźwiękom. Przykucnął nieco na tylne nogi by szybko skoczyć w bok i odbiec do lasu gdy nagle trawa ożyła i wysunęły się ku niemu potężne kocie łapy z wielkimi, ostrymi pazurami. Łapy napastnika otoczyły jego szyję po czym nocnym szarpnięciem zmusiły by opadł ciężko na grzbiet. Teraz jeleń zobaczył co go zaatakowało – wielki, ciemnozielony kot z ogromnymi dolnymi kłami. Bestia przygniotła bezbronne zwierze, które wierzgało dziko nogami by zrzucić z siebie napastnika, ale nic to nie dało. Wielki kot spojrzał w ślepia swej ofierze po czym szybkim ruchem tylnych łap rozpór jej brzuch i wywlókł przy tym ciepłe trzewia. Jeleń jeszcze o tym nie wiedział, ale był już martwy. Jeszcze kilka konwulsyjnych wstrząsów i zaległ nieruchomo, bez życia.

Szabloząb był zbyt szybki. Nie zdążył wgryźć się w gardziel byka, a już pozbawił go życia. To nie było jednak ważne, przecież osiągnął swój cel i dopadł to piękne, majestatyczne zwierzę. Można było go oszczędzić. Znaleźlibyśmy coś innego. NIE! To musiał być ten jeleń, a nie nic innego! Czemu w ogóle się nad tym zastanawiał? Nigdy nie miał wyrzutów sumienia, wiedział dokładnie jak wygląda świat – zjedz, albo bądź zjedzonym. Nie można było się rozczulać, trzeba było polować by przetrwać. Przepadnij wreszcie. – pomyślał i z tą myślą zatopił wielkie, ostrze zębiska w gardzieli swej ofiary. Poczuł jak ciepła jeszcze krew dotyka jego dziąseł i w następnej chwili wypełnia jego paszczę. Odczuł niewyobrażalną ekstazę i zaczął dziko wyrywać wielkie płaty świeżego, jeleniego mięsa.

Gdy skończył swój posiłek odszedł do lasu, znów zmieniając kolor swej sierści i wypatrzył gęsto rosnące krzewy, które idealnie nadawały się na kryjówkę gdzie mógł się przespać po takiej uczcie. Gdy położył się na zimnej ziemi i zamknął oczy zobaczył scenę, która przed chwilą się rozegrała, ale teraz był obserwatorem i to nie on pożerał.. to jego pożerano – leżał bez życia w gęstej, czerwonej od jego własnej krwi trawie, a nad nim stała pokraczna istota, nie podobna do żadnego znanego mu gatunku – łapy jakby niedźwiedzia, ale dłuższe i bardziej umięśnione, łeb wilczy, ale nienaturalnych rozmiarów z o wiele krótszym pyskiem i szeregiem wielkich, ostrych, lekko zakrzywionych do środka zębów. Na łbie stwór miał ogromne jelenie poroże, które było tak czarne, że zdawało się pochłaniać otaczające bestię światło. Najdziwniejszy był tors bestii, który przypominał ludzki, jednak cały był pokryty krótkim włosiem, potężnie umięśniony, a z miejsc gdzie były żebra i kręgosłup wystawały rzędy białych, ostro zakończonych wyrostków jakby kolce, albo.. kości. Gdy stwór skończył pożerać Szablozęba nagłym ruchem swego łba spojrzał dokładnie w to miejsce gdzie leżał teraz wielki kot. W jego czerwonych ślepiach płonęła rządza mordu. Wyszczerzył w groteskowym uśmiechy swą potworną, niby wilczą paszczą po czym ryknął przeraźliwie, a skóra na jego grzbiecie została rozerwana i wyrosły mu wielkie, błoniaste skrzydła. Potwór machnął nimi kilka razy po czym wzniósł się niebywale szybko w powietrze i zniknął za koronami drzew.

Kot uniósł powoli powieki i spojrzał w stronę gdzie miała miejsce scena z jego myśli. Czy już niedługo z łowcy miał się stać ofiarą? Tego nie wiedział, ale zdawał sobie sprawę, że jeśli zostanie tutaj zbyt długo to może stać się coś złego. Nie bój się, poprowadzę cię – usłyszał w swej głowie głos.

-Nie boję się – szepnął do siebie. – Jam jest Saber i czekam na ciebie bestio.






Ścieżka potępionych - ZAWIESZONEPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz