Rozdział 15

2.3K 192 14

Wesołych Świąt *-*

Kiedy wróciliśmy do domu, jedynym, który nie spał, był Liam. Spojrzał na mnie surowo i kazał iść do pokoju, na co ja zmarszczyłam brwi i nie wnikając zrobiłam to co kazał.

Być może nie mogłam im ufać, a zaczynałam to robić. Musiałam pamiętać, że oni wciąż byli moimi porywaczami, a ja zostałam przez nich uprowadzona. Nie mogłam tak po prostu zacząć ich lubić, bo nie tak powinno się zachowywać w takiej sytuacji.

Powinnam być przerażona, zupełnie jak na początku naszej znajomości, ale ja wolałam robić im posiłki i zachowywać się jak w gronie przyjaciół.

Gdzie ja miałam głowę, że nie uciekłam?

Dopiero kiedy Liam z grobową miną kazał mi siedzieć w pokoju zorientowałam się jak bardzo głupia była moja decyzja, a ja od początku powinnam starać się uciec od nich. Jednak lubiłam niektórych. To znaczy wydaje mi się, że lubiłam wszystkich, a kiedy się kogoś lubi, to nie chce się go zostawiać. Podjęcie decyzji w takiej sytuacji nie było takie proste, jakby się to wydawało.

Z jednej strony bałam się, a z drugiej chciałam tam zostać i być dla nich kimś dobrym, wsparciem.

Nie wierzę, że taka była prawda.

Coś złego się ze mną działo.

Nagle miałam chęć aby im pomóc, chciałam aby byli wolni. Pomogłabym im nawet w ucieczce przed policją, ale obawiałam się tego, że mówiąc im to, że to ja po nich dzwoniłam, skazałabym się na pewną śmierć. Wiedziałam, że zabili człowieka i raczej nie zawahaliby się aby zabić i mnie jeśli byłaby taka potrzeba. Ja natomiast wolałam aby mi zaufali i razem znaleźlibyśmy jakieś wyjście z tej porąbanej sytuacji. Nie chciałam dla nich źle, a dobrze, ale jak miałam im to powiedzieć?

Chyba całkiem postradałam zmysły, ale nie interesowało mnie to kompletnie, ponieważ coś podpowiadało mi, że policja była blisko, a Liam chciał abym nic o tym nie wiedziała. Może obawiał się, że bym uciekła, albo przeszła na inną stronę, jeśli wogóle kiedykolwiek wcześniej byłam po stronie chłopców. W każdym razie czułam to w sobie, czułam, że coś było nie tak i musiałam działać, aby chłopcy nie trafili do więzienia, ale nie miałam pojęcia co takiego mogłam zrobić, żeby im pomóc.

Westchnęłam głęboko i mając w nosie decyzję Liam'a na temat mojego przebywania w swoim pokoju, weszłam do salonu z grobową miną. Wszyscy akurat stali w progu i się o coś wykłucali. Kiedy tylko ich zobaczyłam, zastygli i zamilkli, jakby nie chcieli, abym słyszała.

- Co się dzieje, do jasnej cholery?! - Wyszłam z siebie, czując, że nie mogli mnie tak po prostu oszukiwać. - Chciecie, żebym czuła się przy was normalnie, ale nic nie chcecie mi powiedzieć! - Krzyczałam wściekła, ręce ustawiając wzdłuż ciała, ponieważ nie miałam bladego pojęcia co powinnam z nimi zrobić.

Zacisnęłam dłonie w pięści i zaczęłam wykrzykiwać losowe przekleństwa, chodząc w kółko i kopiąc to co było akurat najbliżej. Nie wiem co tak wyprowadziło mnie z równowagi, ale oni nie wyszliby z domu tak po prostu, kiedy dopiero co zaczynało świtać. Nic mi nie mówili, wciąż patrzyli na mnie w ciszy, każdy, co do jednego. Nie wiem czy bardziej byłam zła czy zawiedziona. Znaczy nie znałam ich długo, ale miałam nadzieję na to, że byliby ze mną chociaż szczerzy, a oni woleli nic mi nie mówić. Tak się nie postępuje i tyle.

Wściekła wrzasnęłam na cały głos, patrząc na nich wyczekująco. Nie było to żadne słowo, po prostu z moich ust wyleciał niezidentyfikowany dźwięk, tyle, że głośny.

- Już okej - westchnął Niall, podchodząc do mnie. - Uspokój się.

- Co się dzieje?! - Zagrzmiałam, strzelając w niego piorunami, a on westchnął głęboko, patrząc na chłopaków i prosząc ich niemo o pomoc. - Powiedzcie mi!

- Policja nas szuka - odezwał się Louis, wyjaśniając mi stan rzeczy i wzruszając przy tym ramionami. - Ktoś cię tutaj widział i wznowili poszukiwania. Całe miasto jest powoli oblepiane ulotkami i twoimi zdjęciami. Jestem pewien, że każdy przypadkowy przechodzeń byłby w stanie cię rozpoznać na ulicy. Musimy jakoś stąd wyjechać. Teraz idziemy do naszych znajomych, żeby nam pomogli, a później pojedziemy gdzieś, gdzie nas nie znajdą. Może do Nowego Jorku, jeszcze nie wiemy, Bezimienna. Musimy cię jakoś przemycić, ale jeszcze nie wiemy jak - wytłumaczył mi, a w moich oczach nie wiem dlaczego pojawiły się łzy. Miałam ochotę płakać.

Byłam tak bardzo rozdarta. Nie wiedziałam czy chciałam z nimi zostać, czy wrócić do domu, do rodziny i zapomnieć, że kiedykolwiek ich poznałam. Jedno było dla mnie jasne - nigdy bym ich nie wydała, nawet jeśli wróciłabym do domu, to słowo daję, że milczałabym jak grób. Nie zdradziłabym swoich przyjaciół, a mogłam ich tak nazwać, prawda?

- Mogę wam pomóc - zaoferowałam, stawiając krok na przód i patrząc każdemu po kolei w oczy, ale oni tylko pokręcili głowami.

- Akurat ty w tej sytuacji możesz zrobić najmniej. Nie wolno ci się nawet pokazać na ulicy, rozumiesz? - Mruknął Zayn, zarzucając na głowę kaptur, ponieważ na dworze padało.

Westchnęłam, wiedząc, że miał rację. Nawet jeśli bardzo bym tego chciała, to niestety, ale moje starania poszłyby na marne, bo to moimi zdjęciami było oblepiane całe miasto i to mnie by większość ludzi rozpoznała.

Nawet jeśli chciałam im pomóc, to niestety nie mogłam. Ja musiałam siedzieć w domu i jedyne co mogłam robić to myśleć nad tym jak wydostać się z miasta tak, aby nie zostać przyłapanym.

- Nawet granice miasta są pilnowane - odezwał się Liam. - Nie wiem jak mamy stąd wyjechać, aby nikt cię nie widział. To po prostu niemożliwe - pokręcił zrezygnowany głową i nabrał powietrza, a następnie odetchnął głęboko. - No cóż. Niech jeden z nas z tobą zostanie. Niall, mógłbyś?

Blondyn stojący obok mnie tylko skinął głową, a ja spuściłam wzrok, ponieważ poczułam się dosyć nieswojo.

- Nie, poczekajcie - na pewno Harry zabrał głos, sprawiając, że każdy na niego spojrzał. - Ja z nią zostanę. Niall ma najwięcej znajomych, niech idzie z wami.

Chłopcy tylko wzruszyli ramionami i zawołali blondyna do siebie, a on pobiegł bez chwili zastanowienia. Po kilku minutach, podczas gdy oni zakładali buty i szukali swoich bluz z kapturami, zostałam sama z brunetem i nie wiem dlaczego czułam się nieswojo.

- To jak? - Spytał, podchodząc do mnie, a ja zadarłam do góry głowę, by móc spojrzeć mu w oczy, ale one nie były takie jakie zapamiętałam z poprzedniego wieczora. Stały się nieco wyblakłe. Chłopak był smutny i to zapewne dlatego. - Oglądamy jakiś film? Co ty na to?

- Brzmi super - mruknęłam cicho, nie spuszczając z niego wzroku.

Czułam się dziwnie, bo nie miałam bladego pojęcia dlaczego zapragnęłam, aby przestał się smucić. Nie chciałam, aby stało mu się cokolwiek złego. Jego zły humor mogłam przenieść na siebie i nie miałam pojęcia co było tego powodem. To było dziwne uczucie.

Dlaczego tak bardzo się nim przejmowałam?

Przecież tak nie powinno być. A jednak było.

Świąteczny rozdział tak jak obiecywałam :)
Mam nadzieję że się podoba
Kocham was ♡ ♡

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!