1

6.5K 299 23


- Greys, Greys! - słyszałam krzyk mojej mamy z oddali. Panował zmrok, a ja stałam na środku ulicy. Czekałam na swoich przyjaciół Kate, Henrego i Mata bo mieliśmy wybrać się do kina.

Mieliśmy.

Odwróciłam się w stronę jej nawoływania, gdzie przedemną stał Jack. Mieszkał w Paryżu już trzy miesięce i uczęszczał na uczelnie w ten czas z nami.

Był inny... Miał nadzwyczajnie bladą twarz, na której przenikł chciwy uśmieszek. Jego oczy były wypełnione czernią, a czarne włosy ułożone zostały inaczej niż zawsze, na jedną stronę. Chciałam się przywitać jak zawsze, zwykłe "Cześć" ale on wtedy wysunął swoje kły i w mgnieniu oka zatopił je w mojej szyi. Nie wiedziałam co się dzieje, nagle wpłynęło do mnie wiele endorfin przez co jedyne co czułam to błogość, której nie chciałam przerywać. Uniósł mnie w swoje ramiona. W zamazanym obrazie zauważyłam tylko swoją mamę biegnącą z ostrym przedmiotem na nas. Krzyczała

- Greys nie zasypiaj ! - lecz było już zapóźno. Chociaż nie chciałam zamknęłam powieki i spoczęłam w czarnej rzeczywistości.

***

Otworzyłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Byłam w przestronnej, ciemnej komnacie. Rozejrzałam się po ścianach pomieszczenia na których widniały obrazy wampirów postaci z legend. Pospiesznie wstałam z satynowej pościeli odkrywając, że jestem ubrana w bordową suknie. Rozejrzałam się raz jeszcze, teraz po podłodze.
-Kate, Henry, Mat! - pisnęłam. Na kamiennej podłodze leżały ciała moich przyjaciół. Bezradne, blade, zimne trupy.

***

- Greys, to był tylko sen. - otworzyłam oczy widząc przed sobą Jack'a. Tak to był tylko sen, lecz komnata w której się znajdowałam była tą ze snu.

- Jack? Co się stało? - szeptem zadałam pytanie, by echo nie powtórzyło go za mnie. Mężczyzna spojrzał na mnie czule

- Wszysto w porządku Greys, odpoczywaj. - był stanowczo za spokojny. - Moja śliczna, nie myśl zbyt dużo.

Jak?

- To powiedz mi co ja tutaj do cholery robie. - zwiększyłam swój ton.

- W swoim czasie, Greyses, w swoim czasie. - odparł.

Wstał od łoża i wyszedł nie obracając się już do mnie.

Bolała mnie głowa, a cisza jaka przepełniała pokój irytowała mnie z każdą sekundą coraz bardziej. Po kilku godzinach leżenia bezczynnie udało mi się nabrać siły i wstać. Podeszłam do ogromnego lustra przy ścianie spoglądając na swój stan. Wyglądałam jakby co dopiero wyszła od fryzjera - miałam idealnie zaczesaną burze loków po jednej stronie spiętą czarnymi kryształkami. Ubrana byłam w swój codziennu strój. Gdy się tak sobie przyglądałam do pokoju wszedł ktoś.

- Witam Panienko, przyniosłem ubrania! Pan lubi jak jego pani pięknie wygląda. - przedemną stanął niski siwy człowiek, lokaj czy ktoś. Trzymał w rękach sterte wieszaków z sukniami dość staromodymi. Ale kim jest Pan? Co ja tutaj robie? Gdzie moja rodzina, przyjaciele?

- Mogę wiedzieć co tu się dzieje?! - spontanicznie wyżyłam się krzycząc na tego staruszka. On tylko rzucił ubrania na wielkie łoże i zanim wyszedł powiedział - Wszystko w swoim czasie.

- Czy wszystko tutaj musi mieć swój czas?!

***

Po kolejnej godzinie postanowiłam wyjść z komnaty. Przy tym przebrałam się w długą suknię, którą przyniósł staruszek. Szmaragdowy materiał bardzo mi się spodobał.

Ostrożnie zeszłam po dużych schodach na parter rezydencji. Wszystko było wykonane z kamienia jak w śreniowiecznych zamkach. Podeszłam do ogromnego okna i rozsunęłam jego zasłonę. Na skórze poczułam lekki dreszcz, gdy słońce ocierało się przez szybę na moją skórę.

Widok nie był powalający. Pole, pole i pole z trawą. Chwilę się tak przyglądałam owemu krajobrazowi, gdy poczułam na swoich ramionach dotyk zimnych dłoni. Odwróciłam się. Jack uśmiechał się stojąc w przycienionej części okna. Przesunął mną lekko w to samo przyciemnienie i rzekł:

- Zapraszam na obiad.
Na słowo "obiad" włączył mi się w głowie pstryczek

Greys jedz ! Jedz!

Dałam się złapać staromodnie jak dla mnie przez ramię i zaprowadził mnie do ogromnej jadalni.

Panowała tam ciemność mimo dnia i tylko stół oświetlały świece. Jack usiadł na szczycie stołu, a ja po jego prawej stronie. Do sali wszedł też i ten dziwny staruszek.

- Panie, podano do stołu. - zasalutował co mnie zdziwiło. Panie? Jack Panem. Zrozumiałam, że to od niego dowiem się co tutaj się dzieje.

- Dzięki Michaelu. Możesz odejść. - staruszek przytaknął kiwnięciem głowy i wyszedł. Zapanowała krępująca cisza. Jeszcze bardziej krępujący był wzrok Jacka na moją osobę.

- Jack, co my tu robimy, gdzie jestem, gdzie jest moja mama, Henry, Mat i Kate? - jednym tchem wyszeptałam do mężczyzny jakbym się bała, że ktoś nas podsłuchuje.

- Wszystko w... - walnęłam ręką o stół niepozwalając mu dokończyć - Nie! Nie wszystko w swoim czasie! Ja chcę tu i teraz wyjaśnień. - widocznie zaskoczyło go moje zachowanie. Przełknął kęs wołowiny i zaczął mówić.

- Naprawdę nic nie pamiętasz? Nie przepadam o tym mówić. - spoglądnęłam na niego chytrym spojrzeniem myśląc, że mam przy sobie tego Jacka sprzed trzech miesięcy, gdy nagle zbledł jeszcze bardziej, a w jego uśmiechu ujrzałam kły i wszystko mi się przypomniało. Moja mama...

- Kim ty jesteś?! Co ty mi skurwysynie zrobiłeś?! - krzyknęłam, dostając łez w oczach na widok mojej mamy w tamtej sytuacji.

- Greys, jeszcze nic. Jednak coś może... - teraz to on szeptał.

- Czego chcesz?! Kasy?! Mam kase, wypuść mnie! - głos mi się złamał. Odstąpiłam od stołu bojąc się utraty kontroli nad sobą.

- Nie Greys, nie chcę bezwartościowych pieniędzy. Chcę Ciebie. - zamarłam nie rozumiejąc znaczenia jego słów.

Od początku nic nie ogarniałaś.

- Jak to mnie? - przełknęłam głośno ślinę co nie uszło jego uwadzę.

- Tak, Ciebie.

______________________________

Hej!
To moje tak pierwsze przemyślane opowiadanie i myślę, że szybko z nim nie skończe. Rozdziały będą gdzieś takiej długości. Mam nadzieję, że zaciekawił was na tyle rozdział by czytać dalej :3

___

Późniejsza notka:

Mam świadomość po swoich spotrzeżeniach, iż pierwszy rozdział nie robi wrażenia.

Ps. Czytaj dalej 😄

Wcielona- Wampiry ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!