Rozdział 4

22 2 2
                                                  

Victoria wytarła ostrze sztyletu połą płaszcza swej ofiary. Rozejrzał się po wąskiej, brudnej uliczce upewniając się, że nikt nic nie widział. Oczywiście, że nie było świadków, przecież nie była nowicjuszką. Zawsze upewniała się, że będzie ze swym „gościem" sam na sam i nikt im nie przeszkodzi. Spojrzała na tego siwowłosego, pomarszczonego, małego starca którego zabiła. Pomyślała, że szkoda tak drogiego płaszcza, przecież mogła go drogo sprzedać. Kłóciło się to jednak z jej.. sumieniem. Nigdy nic nie kradła bo i nie była złodziejem. Szanowała swój fach i gardziła wszelkimi morderstwami na tle rabunkowym. Jeśli nie umie się kraść to niech się nie kradnie zamiast plugawić tą cudowną czynność jaką jest odebranie komuś życia.

Naciągnęła na głowę kaptur czarnego płaszcza tak by zasłonił jej twarz i długie, faliste, kasztanowe włosy. Na jej młodej, gładkiej, ujmująco pięknej twarzy pojawił się lekki uśmiech wyrażający zadowolenie z wykonanej pracy. Wstała i otrzepała z kurzu ciemnobrązowy, skórzany strój nie możliwy do pomylenia z żadnym innym. Idealnie dopasowany uwydatniał każdy szczegół jej smukłej figury. Ubiór ten bardzo pomagał w jej pracy i właściwie po to wyglądał jak wyglądał. Victoria nie lubiła jednak swego „munduru", uważała, że wygląda w nim jak kurtyzana, że podaje w wątpliwość jej zdolności. Jednak rozkazy Matki były nieodwołalne więc nie należało zawracać sobie głowy tak błahą sprawą.

Jeszcze raz omiotła wzrokiem uliczkę i ruszyła do jej wylotu. Gdy wyszła na szeroką, główną ulicę Tandorhu ujrzała ludzi spieszących to tu, to tam, załatwiających rozmaite sprawy. Niektórzy wchodzili do warsztatu krawca, inni udawali się do piekarni, inni żebrali, a jeszcze inni pozbawiali przechodniów zbędnego obciążenia jakim były sakiewki z brzęczącymi monetami. Złodzieje myśleli, że nikt ich nie widzi, że ich ręce są zwinniejsze i szybsze niż oczy innych ludzi. Byli tacy, którzy rzeczywiście byli na tyle zwinni, że właściciele pieniędzy poniewczasie orientowali się, że ich sakiewki znalazły innego właściciela, jednak większość złodziei zamiast się wzbogacić tracili kilka zębów, czy doznawali mniej lub bardziej dotkliwego uszczerbku na zdrowiu.

-Bohara, matah – te dwa słowa szeptem wypowiedziała starsza, przygarbiona kobieta, która akurat przechodziła spokojnym, wolnym krokiem obok Victorii. Nie popatrzyła na nią, wiedziała, że tak się nie godzi. Wiedziała jednak, że należy okazać szacunek czy raczej wdzięczność. „Siostro, dziękujemy" – te słowa padały coraz rzadziej, niewielu było świadom tego co robią Siostry Cienia. Tylko starzy i ci, którzy zostali uświadomieni wypowiadali te słowa gdy widzieli Siostrę bo wiedzieli, że właśnie przed chwilą świat życia opuściła kolejna plugawa dusza, która zatruwała innym życie, wykorzystywała, nękała.

Kiedyś było inaczej, kiedyś nie musiały się kryć. Kiedyś. Teraz jest jak jest, teraz nieświadomi chcą by zniknęły. Głupcy, gdyby tylko dopuścili do swych zamglonych propagandą umysłów prawdę.. Jednak wszystko się nieubłagalnie zmieniało i mogły nadejść i takie czasy kiedy to Siostry staną się zwierzyną podczas polowań tych, którzy stwierdzą, że wiedzą lepiej kto jest dobry, a kto zły. Teraz jednak należało się cieszyć, że jest choćby garstka takich jak ta kobieta sprzed chwili, którzy potrafią okazać szacunek i wdzięczność, że jest choćby kilku, którzy wiedzą.

Wciągnęła głęboko zatęchłe, pełne odoru zgnilizny powietrze tej zapadłej dziury i skierowała się do zachodniej części miasta. Raz po raz wyłapywała pożądliwe spojrzenia przechodzących obok mężczyzn, mężczyzn nieświadomych tego kim tak naprawdę jest. Gdyby wiedzieli, gdyby rozpoznali jej strój bardziej interesowałyby ich krople deszczu, którzy przed chwilą zaczął padać niż jej atuty. Uśmiechnęła się kpiąco w cieniu kaptura i przyspieszyła kroku. Nie chciała moknąć, a wiedziała, że czeka ją jeszcze długa, nieprzyjemna rozmowa z Matką. To się jednak wkrótce skończy. Już niedługo nie będzie musiała patrzeć na jej na siłę odmładzaną, sztuczną twarz. Po dwunastu latach pracy dla tej ździry nadejdzie czas oswobodzenia. Wiedziała coś czego nie wie żadna inna Siostra czy nawet Matka. Znała słowa Cienia.



Ścieżka potępionych - ZAWIESZONEPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz