Rozdział 1

100 5 0
                                                  

Margaret leżała w łóżku i patrzyła w otaczający ją mrok. Nie wiedziała czemu, ale już od miesiąca nie potrafiła zasnąć. Każdej nocy kładła się z nadzieją, że w końcu zdoła zasnąć, że choć na chwilę odpłynie, że zdoła odpocząć choćby odrobinę i co noc okazywało się, że jej tak zwykłe i drobne marzenie musi wciąż pozostać jedynie marzeniem. Jeszcze raz zamknęła oczy. Jeszcze raz spróbowała zasnąć. Znów spod powiek popłynęły łzy bezsilności. Otworzyła oczy, otarła dłońmi łzy z policzków.

Usiadła, przerzuciła nogi przez krawędź łóżka i postawiła stopy na podłodze. Poczuła miękki dywan. Poczuła.. Kolejna osobliwość – odkąd zaczęła cierpieć na bezsenność mogła chodzić. Odkąd pamiętała była niepełnosprawna – zawsze na rękach rodziców, zawsze w wózku, zawsze w łóżku, nigdy nie mogła chodzić, nigdy nie mogła biegać, nigdy nie mogła zrobić nic sama. Gdy była małym dzieckiem nie czuła się inna lecz i to się zmieniło gdy trochę podrosła – gdy zobaczyła inne dzieci biegające, chodzące, śmiejące się. Wiele prób, wiele upadków.

-Dlaczego ja nie chodzę? - zapytała mamę.

-Bo jesteś wyjątkowa kochanie – była to jedyna odpowiedź jaką uzyskała.

Pytała ojca i każdego członka rodziny i za każdym razem otrzymywała tą samą odpowiedź. Gdy podrosła zrozumiała, że nie chcieli jej martwić, a może sami nie znali odpowiedzi. Zrozumiała, że taka po prostu była i nie było nad czym się rozwodzić. Nauczyła się z tym żyć.

Teraz jednak mogła chodzić. Stało się to miesiąc temu. Był dzień jak każdy inny – te same obowiązki, te same czynności, te same twarze wokół. Po wieczornej toalecie jak każdego wieczoru podjechała swoim wózkiem do okna i patrzyła na niebo usiane gwiazdami. Bardzo lubiła gwieździste noce. Potrafiła przesiedzieć tak pół nocy obserwując te jasne, migoczące punkciki na ciemnym niebie. Gdy powieki zaczęły robić się coraz cięższe stwierdziła, że pora iść spać. Podjechała do nie wielkiego biurka na którym stały dwie zapalone świece i niewielkie lusterko. Popatrzyła w swe odbicie i ujrzała niebywale piękną acz trochę zbyt bladą twarz wokół której spływały faliście jasnobrązowe włosy. W ciemnozielonych oczach ujrzała smutek. Zaskoczyło ją to bo pomimo swej niepełnosprawności nigdy nie należała do osób, które by się często czymś przejmowały, by często coś wprawiało w smutek. Stwierdziła, że zmęczenie daje się jej we znaki i nie ma co rozmyślać nad zwykłym odbiciem w lustrze. Podjechała do łóżka, zablokowała koła wózka i szybko przedostała się łóżko. Położyła się , przykryła kołdrą i patrzyła w mrok. Na ułamek sekundy pojawiła się w jej głowie myśl czy istnieje sposób by kiedykolwiek mogła chodzić, ale tak jak szybko ta myśl się pojawiała tak szybko też znikła. Przecież jeśli jakiś sposób istnieje to na pewno nie jest on naturalny, a magią nie miała zamiaru się parać. Przecież przez magię zniknęli jej rodzice. Zamknęła oczy i leżała tak chwilę. Gwałtownie otworzyła oczy bo usłyszała coś jakby szept, jakby ktoś wyszeptał gdzieś z odległego miejsca jedno słowo. Słowo którego nijak nie mogła uchwycić. Sparaliżował ją strach, ale po chwili doszła do wniosku, że to pewnie był tylko wiatr, albo jakiś ptak przeleciał koło okna. Ponownie zamknęła oczy i zmów usłyszała ów szept. Tym razem wyraźniej, tym razem uchwyciła to jedno słowo. Wstań. Z jakiegoś powodu posłuchała. Usiadła, przerzuciła nogi nad krawędzią łóżka, postawiła stopy na miękkim dywanie i wstała. Czuła miękkość dywanu, mogła stać. Jako że nigdy nie chodziła jej nogi szybko się zmęczyły i musiała usiąść. Jednak to jej nie przeszkadzało. Była taka szczęśliwa. Łzy szczęścia popłynęły z jej oczu. Wstała znów i stała trochę dłużej. Już całkowicie zapomniała o szepcie i strachu jaki wywołał. Liczyło się tylko to, że może stać, a skoro może i stać to może i chodzić. Resztę nocy spędziła na próbach chodzenia. Cały wolny czas następnego dnia spędziła na chodzeniu po okolicy. Wciąż musiała robić częste przerwy na odpoczynek, ale przecież mogła chodzić. Wieczorem gdy położyła się do łóżka by odpocząć po całym dniu dostrzegła, że coś jest nie tak. Była pewna, że leży długie godziny i wciąż nie może zasnąć. Pomyślała, że to może dlatego, że wciąż nie ochłonęła po tym co stało się dnia poprzedniego. Jednak gdy dzień po dniu, noc po nocy nie mogła zasnąć zrozumiała, że coś jest naprawdę nie tak jak powinno.

Minął miesiąc i wciąż nie mogła zasnąć. Stała teraz koło łóżka i znów poczuła, że do jej oczu napływają łzy bezsilności. Powstrzymała je jednak. Podeszła do krzesła przy oknie. Przechodząc obok wózka mimowolnie musnęła go swymi smukłymi palcami. Usiadła przy oknie i patrzyła na nocne niebo. Patrzyła do momentu gdy gwiazdy zniknęły i na horyzoncie zaczęła pojawiać się świetlista kula zwiastująca nastanie nowego dnia.




Ścieżka potępionych - ZAWIESZONEPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz